O (nie)ładnej pogodzie

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

Trener, który prowadził przede mną szkolenie w sali tamtego wrocławskiego hotelu, zostawił lekki bałaganik, a i obsługa nie zdążyła widać posprzątać: na stole, na którym miałam rozkładać swoje materiały, piętrzył się stosik kartek z wypełnianym przez uczestników testem. Test dotyczył chyba introwersji i ekstrawersji i przy każdym pytaniu dawał tylko dwie możliwe odpowiedzi – tak albo nie. Na przykład: „Na spotkaniach zespołu często zabieram głos” albo „Wolę rozmowy jeden na jeden niż tłumne zgromadzenia”. Kartka umieszczona na samym wierzchu należała do kogoś, kto nie tylko nie zmieścił się w ciasnym wyborze pomiędzy „tak” lub „nie”, ale jeszcze postanowił to zakomunikować: obok kolumn „tak” i „nie” dopisał trzecią: „bywa różnie”. Przy wszystkich pytaniach, chyba poza jednym, zaznaczył właśnie tę kategorię. 
Polubiłam autora/autorkę tej drobnej rebelii, sama zmęczona algorytmicznym, zero-jedynkowym światem, w którym wybieram tylko między „tak” albo „nie” i czuję, że kiedykolwiek powiem „tak”, zostawiam na pastwę nieistnienia jakiś kawałek siebie, który chciał dodać „ale też trochę nie!”. Czy tam odwrotnie. Podobny rodzaj smutko-wkurzenia towarzyszy mi, kiedy słyszę brutalne pytanie o to, czy dana emocja jest „pozytywna” czy „negatywna”. To tak, jakby „Sonatę Księżycową” Beethovena przemienić na dzwonek w telefonie. Albo jakby wprowadzić jakiś rasistowski podział na lepszych i gorszych, dając tym pierwszym prawa, których odmawia się drugim. Kiedy dzielimy emocje na pozytywne i negatywne robimy sobie, najczęściej całkiem nieświadomie, kilka niefajnych rzeczy. Po pierwsze spłycamy. Po drugie – umacniamy w sobie poczucie, że jedne ucz...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



 

Przypisy

    POZNAJ PUBLIKACJE Z NASZEJ KSIĘGARNI