Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

25 lutego 2021

NR 3 (Marzec 2021)

O bacówce w burzy, czyli trudna sztuka kontenerowania

159

Okazało się, że mieliśmy miejsca w tym samym przedziale – mój kolega z czasów studenckich wracał właśnie do Warszawy z Zakopanego, ja dosiadłam się w Krakowie. Z wielką żarliwością zaczął mi opowiadać o tym, co mu się tego dnia przydarzyło.

Poszedł na wycieczkę swoim ulubionym górskim szlakiem. Poranek był pogodny, jednak po paru godzinach niebo zasnuło się chmurami, a chwilę potem zaczął padać dysc, a wręcz sikawica. Dziarsko szedł dalej, jednak po chwili stracił nieco rezon, kiedy usłyszał pierwszy grzmot, a na niebie rozbłysł pierwszy piorun. I jeszcze bardziej rezon stracił, kiedy odległość między grzmotami a piorunami zaczęła się skracać. Kurtka ze wspaniałej przeceny 70% straciła rzekomą wodoodporność, dysc absolutnie nie miał zamiaru zawrócić się do nieba. I wtedy kilkadziesiąt metrów od coraz bardziej stromej i śliskiej ścieżki, którą kolega wytrwale szedł, teraz już głównie dlatego, że nie miał wyjścia, zobaczył bacówkę. Przemoczony i lekko spietrany wszedł do niej. Już od progu poczuł, że jest ciepło. W piecu płonął ogień, a w rogu siedział baca. Wyglądał, jakby na mnie czekał! – przysięgłabym, że kolega mój przy tych słowach się wzruszył. Baca dał mu herbatę oraz bigos. Burza minęła. Kolega zdążył na popołudniowy pociąg.

Górska przygoda z happy endem odbywała się w świecie zewnętrznym, jednak wystarczy trochę wyobraźni i kilka lat życia na Planecie Ziemia, żeby zobaczyć, że wszystko, co odbywa się na zewnątrz, ma też swój odpowiednik w naszym świecie wewnętrznym. Czy masz tego świadomość, czy nie – nawet jeśli uważasz się za osobę hiperracjonalną, Twoja psychika jest złożoną, wielowarstwową, żywą strukturą, wewnątrz której rozgrywają się sceny bitewne i miłosne, katastroficzne i komiczne.

POLECAMY

Twój wewnętrzny krajobraz nawiedzają burze, grady, zawieje i zamiecie, dysce i sikawice, które przerywają dni pogodne i spokojne. Co wtedy? Czy masz swoją bacówkę, do której możesz wejść, usiąść w cieple, zdjąć mokrą kurtkę i powiesić ją na oparciu krzesła w okolicy pieca, żeby wyschła? Czy możesz wyciągnąć rękę po kubek z ciepłą herbatą, niekoniecznie góralską? I z drugiej strony – czy ci, których kochasz, mogą dostać to samo od Ciebie? Czy umiesz dać im odpowiednik tego poczucia ulgi, która pojawiała się u mojego kolegi po przekroczeniu progu bacówki?

Ktoś, kto mnie dobrze zna, powiedział mi kiedyś, że jestem osobą, której wszystko się ze wszystkim kojarzy. Historyjka o burzy i bacy kojarzy mi się ze stworzonym przez Wilfreda Biona, brytyjskiego psychoanalityka, pojęciem „kontenerowania” lub w wersji spolszczonej – „pomieszczania”. Pojęcie pierwotnie używane było w kontekście relacji między matką a dzieckiem. Zadaniem matki (wtedy jeszcze mało zajmowano się zadaniami ojca) było kontenerowanie, pomieszczanie trudnych stanów i emocji dziecka, które samo nie potrafiło ich w sobie pomieścić i przetworzyć. Kiedy dorastamy, uczymy się pomieszczać swoje trudne emocje, tworzymy swój wewnętrzny kontener (wiem, wiem – ewidentnie jedni umieją to lepiej, a drudzy gorzej). Czasem jednak wydarza się coś, czego nie potrafimy w sobie pomieścić. Wtedy potrzebujemy bacówki. No i bacy. 

Kontenerowanie jest trudne. Nasze odruchy często bywają zgoła odwrotne. Widzę smutek i podnoszę brew – serio, to cię martwi?...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy