Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

30 stycznia 2018

Nowe życie w stajni

11

Magdalena Fiejdasz pomyślała kiedyś, że konie mogłyby pracować z tzw. trudną młodzieżą. Dziś na jej zajęcia chodzą chłopcy, którzy brali narkotyki, pili alkohol, byli agresywni. Dzięki pracy w stadninie zaczynają wierzyć, że mogą coś osiągnąć.

Unikanie wyzwań. Brak wiary we własne możliwości” – nastolatek przeczytał na głos tekst z wylosowanej karteczki.
– Który z was powtarza klasę? – zapytała hipoterapeutka.
– Wszyscy – padła odpowiedź.
– A kto nie poszedł na klasówkę, bo myślał, że i tak nie zaliczy?
– Ja tak robię – powiedział chłopak. – Po co mam iść, skoro i tak dostanę „pałę”?
– A co by było, gdybyś spróbował? Przecież mogło się udać. Ty jednak nie dałeś sobie szansy.

Od ośmiu lat Magdalena Fiejdasz pracuje jako psycholog, pedagog specjalny ze specjalnością pedagogika resocjalizacyjna oraz hipoterapeutka w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym Księży Orionistów na warszawskiej Ochocie. Przebywają w nim chłopcy w wieku 13–18 lat, wobec których Wydział Rodzinny i Nieletnich Sądu Rejonowego orzekł zastosowanie środka wychowawczego w postaci umieszczenia w placówce resocjalizacyjnej.

Na początku Magdalena Fiejdasz nie była pewna, czy jej autorski program hipoterapeutyczny się sprawdzi. Teraz większość chłopców chce uczestniczyć w hipoterapii. – Hipoterapia, którą prowadzę, opiera się na psychopedagogicznej jeździe konnej i terapii z koniem – tłumaczy Magdalena Fiejdasz. Na jej zajęcia chodzą chłopcy, którzy nawet przez kilka lat nie pojawiali się w szkole, brali narkotyki, pili alkohol, zachowywali się agresywnie.

Każdy wyjazd wychowanków do stajni obejmuje część teoretyczną, praktyczną, podsumowującą i zajęcia plastyczne. Podczas części teoretycznej przekazywana jest wiedza dotycząca koni: – Rozmawiamy o rasach, naturalnych metodach jeździeckich, skutecznych sposobach komunikacji bez przemocy. Poruszamy zagadnienia z zakresu psychologii konia. Wszystko to w atmosferze swobodnej rozmowy lub zabawy – opowiada psycholożka. Zajęcia praktyczne to jazda konna dostosowana do umiejętności chłopców. Potem wszyscy zasiadają do stołu: – Jemy wspólnie posiłek, powoli opadają z nas emocje i możemy spokojnie omówić wszystko, co się wydarzyło na padoku. Czwarta, ostatnia część to warsztaty plastyczne.

Podopieczni Ośrodka na Barskiej pochodzą najczęściej z rodzin o niskim statusie społeczno-ekonomicznym, w których w konflikcie jedynym argumentem jest siła, a metodą radzenia sobie z problemami – alkohol. Przez lata byli świadkami przemocy lub sami jej doświadczali. Zanim trafili do ośrodka, przebywali w domach dziecka, pogotowiach opiekuńczych, placówkach opiekuńczo-wychowawczych lub na oddziałach psychiatrycznych, lecząc skłonności samobójcze, depresję. Byli karani za kradzieże, włamania lub rozboje. Wielu z nich okrutnie traktowało zwierzęta.

Hipoterapia ma na celu zmianę postaw i zachowań wychowanków, a także ich przekonań o sobie i świecie. Przekonania te dotyczą najważniejszych ludzkich potrzeb, które w ich przypadku od lat pozostają niezaspokojone: bezpieczeństwa – chłopcy nie ufają ani doros[-]łym, ani rówieśnikom; miłości – czują się odrzuceni i osamotnieni, a przemoc, jakiej doświadczyli od najbliższych, tylko potęguje to uczucie; samoakceptacji – nie wierzą, że mogą coś osiągnąć, że mają jakikolwiek wpływ na swoje życie.

Znaleźć w sobie siłę

– Na początku kursu ustalamy kontrakt. Jest to niezbędne, ponieważ w grupie może zdarzyć się zarówno chłopiec, który stosuje przemoc psychiczną , jak i ofiara jego prześladowań. Dlatego pierwsza i podstawowa zasada kontraktu brzmi, że na tych zajęciach wszyscy są równi i wszyscy się szanujemy. Wymagam, aby przestrzegali tych reguł, skoro zależy im na zajęciach. Przez dwa lata prowadzę tylko dwie czteroosobowe grupy, więc kolejka chętnych nie ma końca…

Pracując nad zmianą zakorzenionego w chłopcach braku zaufania wobec doros[-]łych i rówieśników, hipoterapeutka stara się wykorzystywać informację zwrotną grupy. – Zdarza się, że ktoś chce zsiąść z konia i przerwać zajęcia, bo coś mu nie wychodzi. Razem z grupą staramy się omówić jego trudność, zachęcamy, aby się nie poddawał. To jest też dobry moment do rozmowy o tym, jak „dogadać się” z koniem. Spotkanie z koniem to jak spotkanie z drugim człowiekiem – obie strony potrzebują czasu, aby się poznać i zaufać sobie. Zdarza się przecież, że trudno nam się porozumieć. Przyglądamy się z wychowankami tym barierom i ustalamy, co sprzyja nawiązywaniu i budowaniu kontaktu. Wtedy okazuje się, że w „rozmowie” z koniem ważna jest mowa niewerbalna.

Adam ma wybuchowy charakter i łatwo traci cierpliwość. Zdaje sobie z tego sprawę: – Dlatego jak jeżdżę, to staram się uspokoić, bo wiem, że koń wyczuje moje zdenerwowanie. Staram się nie myśleć o problemach, o wyjazdach do domu.
Po pierwszym roku hipoterapii wziął udział w zawodach jeździeckich, w których zajął drugie miejsce. – Mieliśmy przejechać parkur stępem, zatrzymać się przed przeszkodą i przejść przez nią, a potem znowu zatrzymać konia i ruszyć ponownie… Miałem szanse na zwycięstwo, ale się zamyśliłem i popełniłem błąd.

Z jednej strony człowiek odstresowuje się na koniu, ale z drugiej nie da się kompletnie odciąć od trudnych spraw. Wiedziałem, że stać mnie było na więcej, ale pani Magda powiedziała, żebym się nie martwił, bo poszło mi naprawdę dobrze. Pocieszyło mnie, że moja nauczycielka od hipoterapii zauważyła, że zrobiłem wielkie postępy. To wszystko osiągnąłem pracą, bo trzeba dać sobie szansę. Trzeba jak najszybciej zacząć dawać sobie szansę.

Wielki chłop znika

– Chłopcy sami dostrzegają, że koń mógłby zrobić im krzywdę, ale nie chce. I to jest początek rozmowy o tym, że komunikacja nie polega na pokazywaniu, kto jest silniejszy, tylko na tym, aby szukać środków porozumienia, opiera się na szacunku. Czyli zamiast krzyczeć i kopać konia w bok, lepiej odpowiednio użyć pomocy i „przyłożyć łydkę” – mówi terapeutka.

Jazda konna, a także sama obecność zwierzęcia działa na człowieka kojąco, tym bardziej że można go dotknąć, pogłaskać, przytulić się. Podopieczni Magdaleny Fiejdasz mają często zaburzenia emocjonalne, przejawiają agresję lub autoagresję, są nadpobudliwi. Dlatego hipoterapeutka pracuje z nimi nad trudnymi emocjami, takimi jak lęk, złość czy niepokój. Uczy ich, jak się rozluźnić i wyciszyć, by mogli skutecznie „rozmawiać” z koniem. – Koń wie, kogo niesie na grzbiecie. Chłopcy z drugiego roku to rozumieją, i wiedzą, że jeśli koń jest nerwowy lub nie wykonuje ich polecenia, to być może dlatego, że to oni są rozkojarzeni lub zdenerwowani. Terapeutka dostrzega ogromną różnicę w umiejętności rozpoznawania, nazywania i radzenia sobie z trudnymi emocjami między grupą początkującą a zaawansowaną.

– „Pierwszaki” widzą te swoje emocje, ale nie potrafią ich zdefiniować. Są nieufni, zamknięci, brakuje im chęci do samoanalizy. Chłopcy, z którymi już jakiś czas pracuję, są świadomi swoich emocji. Jazda konna relaksuje ich, mogą odreagować swoje lęki i obawy, zapominają o problemach. Jeden z chłopców powiedział, że przez tydzień z nikim się nie bije, bo tak...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy