Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

4 sierpnia 2019

NR 8 (Sierpień 2019)

Nigdy nie było nam lepiej

103

Krytykujemy i obawiamy się tego, co dzieje się dziś, za to przeszłość jawi nam się idyllicznie. W czym mają źródła takie – z gruntu nieprawdziwe – przekonania? Psychologowie twierdzą, że wynikają z naszych zniekształceń poznawczych.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: prawie żaden obywatel kraju nie czuje się biedny, rodzice mają coraz więcej czasu dla swoich dzieci, a akty kryminalne czy terrorystyczne nie stanowią zagrożenia. Ludzie darzą się wzajemnym zaufaniem i chętniej niż kiedyś angażują się w działalność społeczną i charytatywną. Na świecie także nie ma dojmującej biedy, wojen. Ludzie są coraz bardziej zadowoleni, a globalny średni poziom inteligencji wzrasta. Piękna wizja, prawda? Wydaje się przy tym taka nierealna… Czy aby na pewno?

POLECAMY

Wszystkie te stwierdzenia w przypadku krajów i społeczeństw środkowej Europy są prawdziwe. Na przykład wzajemne stosunki dzieci i rodziców kształtują się znacznie lepiej niż w poprzednich pokoleniach (czytaj „Koniec konfliktu pokoleń?”, s. 74). W Niemczech, w porównaniu do lat 80., matki spędzają ze swoimi pociechami średnio o połowę więcej czasu, a ojcowie – dwa razy więcej.
Ludzie są zadowoleni z życia, a ich poczucie satysfakcji rośnie (patrz ramka obok).

Terroryzm też nie stanowi dziś rzeczywistego zagrożenia. Według wyliczeń trzeba by żyć w Niemczech ponad 2 miliony lat, żeby ryzyko, że padnie się ofiarą ataku terrorystycznego, wyniosło 50 procent. Bardziej prawdopodobne jest to, że utopimy się we własnej wannie, niż to, że zaatakują nas terroryści.

50-procentowe prawdopodobieństwo, że ktoś padnie ofiarą morderstwa występuje dopiero po 100 tysiącach lat – w średniowieczu ryzyko to było 50 razy większe.

Według badań szwedzkich naukowców, realizowanych w ramach Uppsala Conflict Data Program, ryzyko, że padniemy ofiarą konfliktu zbrojnego od lat 50. dwudziestego wieku spadło dziesięciokrotnie. Więcej osób umiera z powodu dosładzanych napojów niż w wyniku wojen – wynika z badania „Global Burden of Disease”, przeprowadzonego przez Harvard School of Public
Health.

Czas powszechnego rozkwitu

Wbrew temu, co sądzimy, także demokracja ma się coraz lepiej. Według badań amerykańskiego socjologa Monty’ego G. Marshalla w 1977 roku tylko 24 proc. krajów świata miało ustrój demokratyczny. Obecnie odsetek ten wynosi 59 proc.

Z obliczeń Banku Światowego wynika, że w latach 80. dwudziestego wieku ponad 40 proc. ludzkości żyło w skrajnej biedzie. W roku 2000 odsetek ten wynosił około 30 proc., a dziś już tylko 10 proc. Jednocześnie aż 99,5 proc. obywateli Niemiec nie ma pojęcia, że w skali globalnej skrajna bieda dotyka coraz mniej ludzi.

Przyjrzyjmy się z kolei globalnemu ilorazowi inteligencji. Według metaanalizy przeprowadzonej w 2015 roku pod kierunkiem psychologa Jakoba Piets­chniga z Universität Duisburg Essen, od około stu lat iloraz inteligencji wzrasta o 3 punkty w ciągu dekady. Ten tzw. efekt Flynna wskazuje, że obecnie około 98 proc. ogólnej populacji światowej ma większy iloraz inteligencji niż przeciętny człowiek przed stu laty. Przyrost ilorazu inteligencji obserwowany jest przede wszystkim w zakresie tzw. inteligencji płynnej – wykorzystujemy ją do wykonywania zadań, z którymi mierzymy się po raz pierwszy i nie możemy zastosować żadnego znanego nam już schematu. W mniejszym stopniu dotyczy on inteligencji skrystalizowanej – związanej z nabywanym doświadczeniem, wiedzą i umiejętnościami.

Choć brzmi to niewiarygodnie, zjawiska te potwierdzane są przez liczne badania i analizy naukowe. Bez względu na to, w jaki sposób definiujemy jakość życia, w każdym przypadku obserwujemy wzrost jej poziomu w większości regionów świata. Nie oznacza to oczywiście, że każdemu pojedynczemu człowiekowi wiedzie się lepiej: mówimy tu o średnich statystycznych wartościach. Jednakże jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku prawdopodobieństwo śmierci dziecka przed ukończeniem 5 lat wynosiło około 20 proc. Dziś odsetek ten wynosi jedynie 4,3 proc., co przekłada się na szczęśliwsze losy pojedynczych
rodzin. 

Szczęśliwi Polacy

Choć Polacy znani są z tego, że często narzekają, to – jak dowodzą badania – podobnie jak inne nacje ogólnie są zadowoleni ze swojego życia.

Najbardziej znanym i wiarygodnym źródłem informacji o poczuciu zadowolenia Polaków z życia jest „Diagnoza Społeczna” – cykliczne badanie prowadzone od 2000 roku przez interdyscyplinarne grono naukowców: ekonomistów, demografów, psychologów i socjologów. Badanie (powtarzane co 2 lata na tych samym osobach) dowodzi, że na przestrzeni ostatnich lat Polacy coraz lepiej oceniali swoje życie i coraz bardziej byli zadowoleni z różnych jego obszarów, takich jak osiągnięcia zawodowe, wykształcenie, warunki mieszkaniowe, finanse rodziny, perspektywy na przyszłość. W ostatniej edycji z 2015 roku
ocena ta była najwyższa w historii: ponad 83 proc. badanych deklarowało, że są
szczęśliwi. 

Także dane GUS potwierdzają, że jakość życia Polaków systematycznie rośnie. Badania z 2017 roku dowodzą, że zdecydowana większość rodaków jest ogólnie zadowolona z życia (aż 81,5 proc.), z optymizmem patrzy w przyszłość (71,7 proc.) i ma poczucie, że ich życie i to, czym się zajmują, ma sens (78,5 proc.). Co więcej, poczucie sensu w życiu na przestrzeni lat wzrosło o ponad 10 punktów procentowych (w 2015 roku wynosiło 66,9 proc.).

 

Poprawa warunków życia nie dotyczy bynajmniej wybranych parametrów czy regionów świata branych pod uwagę w analizach – obecnie po prostu nie sposób znaleźć takie miejsce na Ziemi, gdzie ludziom nie żyłoby się statystycznie lepiej niż przed 30 czy 50 laty.

Niektórzy mogą zwrócić uwagę na fakt, że dla naszego subiektywnego poczucia zadowolenia nie mają znaczenia porównania z jakością życia w minionych dziesięcioleciach. Los robotnika z XIX wieku jest więc nam bardziej obojętny niż bogatego sąsiada, którego wysoki standard życia powoduje naszą zazdrość i frustrację. 

Warto jednak spojrzeć na to z innej perspektywy: zamiast poprzez porównania wpędzać się w poczucie niższości – przypomnieć sobie o cięższym losie przeszłych pokoleń. Lepiej więc pomyśleć: „Aż tak źle to mi się nie wiedzie”. Dzięki temu nie tylko dostrzegamy, co obecnie uległo poprawie, lecz także jesteśmy bardziej zmotywowani do czynienia postępów. 

Przeszłość w różowych barwach

Nasza tendencja do niedoceniania pozytywów wynika po części z błędów poznawczych, którym ulegamy. Wiele eksperymentów psychologicznych pokazuje, że przeszłość postrzegamy przez różowe okulary i uważamy, że teraźniejszość jej nie dorównuje.

W 1997 roku zespół badaczy pod kierunkiem Terrance’a Mitchella z University of Washington w Seattle przeprowadził wywiady z osobami biorącymi udział w wycieczce po Europie, wycieczce rowerowej oraz wycieczce z okazji amerykańskiego Święta Dziękczynienia. Uczestników pytano, jak bardzo podoba im się ekspedycja, czy są z niej zadowoleni. Tuż po zakończeniu imprezy większość ocen była umiarkowana; gdy jednak tych samych ludzi zapytano o wrażenia kilka tygodni później, minione doświadczenia wydawały im się bardziej pozytywne. Dlaczego tak się dzieje? Bo wspominając, zwracamy uwagę przede wszystkim na pozytywne aspekty przeszłych wydarzeń. O wszelkich trudnościach i kłopotach raczej zapominamy. 

Kolejną przyczyną naszego zniekształconego spojrzenia na teraźniejszość jest zjawisko nazywane przez psychologów „zmianą przekonań wywołaną stopniem rozpowszechnienia”. Zgodnie z tą koncepcją możliwość wystąpienia danego zdarzenia czy zjawiska oceniamy nie w oparciu o kryteria bezwzględne, lecz w odniesieniu do aktualnej sytuacji i uwarunkowań środowiskowych. Na przykład: gdybyśmy zimą zostali zapytani, czy wczoraj było ciepło (temperatura wynosiła 15 stopni Celsjusza), odpowiedzielibyśmy twierdząco. Gdybyśmy o to samo zostali zapytani latem (i temperatura wynosiłaby 15 stopni), odpowiedzielibyśmy, że wcale nie było ciepło.

Otwórz oczy na fakty

Świat jest lepszy, niż myślimy. Przez ostatnie 20 lat liczba ludzi żyjących w skrajnej biedzie zmniejszyła się o połowę. Dlaczego to rewolucyjne osiągnięcie jest tak mało znane? 

Na pytanie, jak zmieniła się w ciągu ostatnich dwóch dekad liczba ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie, tylko 7 proc. badanych udziela poprawnej odpowiedzi. Pozostali – czyli 93 proc. – twierdzą, że liczba ta pozostała bez zmian, a nawet wzrosła. Mylą się badacze, przedsiębiorcy i dziennikarze, ludzie światli i wykształceni... 

Skąd to przesadnie pesymistyczne spojrzenie na świat? Zdaniem Hansa Roslinga, zmarłego przed dwoma laty profesora zdrowia publicznego i autora książki Factfulness, odpowiadają za to pewne bezwiedne tendencje poznawcze, zwane przez niego instynktami. 

>> Instynkt przepaści oznacza, że mamy potrzebę dzielenia wszystkiego, w efekcie świat jawi nam się jako podzielony na dwie części: zamożną i biedną, rozwijającą się i rozwiniętą – a dzieli je przepaść. Kiedyś rzeczywiście tak było. Dziś 85 proc. ludzkości żyje w krajach rozwiniętych, a pozostałe tam zmierzają. Jedynie 13 państw (6 proc. populacji) to kraje rozwijające się.  

>> Instynkt pesymizmu sprawia, że łatwiej zauważamy to, co złe, niż to, co dobre. Często dochodzimy do konkluzji: „jest coraz gorzej”, podczas gdy wiele danych wskazuje, że jest lepiej: o połowę zmniejszyła się...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy