Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

12 sierpnia 2016

Niezwyczajnie zakochani...

32

Poznali się w Stanford University. Ona była doktorantką, on prowadził słynny eksperyment więzienny. Jako jedyna zaprotestowała przeciwko temu kontrowersyjnemu badaniu. W efekcie on przerwał swój eksperyment. Rok później PHILIP ZIMBARDO i CHRISTINA MASLACH pobrali się. Światowej sławy psychologowie są ze sobą od 38 lat. Na naszych łamach ujawniają, na czym polega sekret ich związku i jak walczą z małżeńską rutyną.


AGNIESZKA CHRZANOWSKA i DOROTA KRZEMIONKA: Małżeństwo nie jest stanem, lecz umiejętnością –mawiała Magdalena Samozwaniec, polska pisarka satyryczna. Na czym polega ta umiejętność, pozwalająca stwor–zyć bliski i trwały związek?

CHRISTINA MASLACH: – W relacji tak długiej jak nasza ważne jest, by wciąż odświeżać miłość. Związek nieuchronnie się przekształca, bo każde z nas się zmienia. Pytanie, czy nadal jesteśmy siebie nawzajem ciekawi? Czy okazujemy partnerowi zainteresowanie i angażujemy się w naszą relację. Ja ciągle znajduję w Philu coś wspaniałego.

PHILIP ZIMBARDO: – Jeśli związek przestaje się
rozwijać, staje się nudny. A właśnie nuda najbardziej zagraża związkowi.

Jak się przed nią ustrzec?
PHILIP ZIMBARDO: – Trzeba stawiać sobie nowe wyzwania. Myślę o tym, co mogę wnieść do naszego związku, jaki nowy wymiar mogę dodać. Czasem wystarczy drobna zmiana, aby codzienność nie była nudna. To może być odwiedzanie nowych miejsc, poznawanie nowych ludzi, próbowanie nowego jedzenia, smakowanie wina. Kilka lat temu wprowadziliśmy w naszym życiu nowy zwyczaj. Christina nadal pracuje na pełnym etacie, ja jestem już na emeryturze. Zacząłem przygotowywać romantyczne kolacje: zapalałem świece, kupowałem świeże kwiaty, piliśmy wino. Stało się to naszym rytuałem – co wieczór jemy razem kolację, rozmawiamy o minionym dniu, o prowadzonych badaniach czy problemach. Spędzamy tak dwie godziny, a potem każde z nas zajmuje się swoimi obowiązkami. A czasem idziemy się kochać... Sekret tkwi w szukaniu czegoś nowego.

Czy można znaleźć coś nowego w relacji z partnerem, którego znamy czterdzieści lat?
CHRISTINA MASLACH: – To prawda, że po tylu latach możemy przewidzieć niemal każdy jego krok. Jednak tak dobra znajomość męża, jego potrzeb, nie jest niczym złym. Wiem, co go uszczęśliwia. Mogę przewidzieć jego postępowanie. Rodzi się wzajemne zaufanie. Nie należę do osób, które oczekują czegoś zupełnie nowego w każdej chwili życia.

PHILIP ZIMBARDO: – Coś za coś – ekscytujące chwile związane z nowością wymieniamy na bezpieczeństwo i brak lęku. W nowym związku zawsze pojawia się obawa: czy moje uczucia są odwzajemnione? Czy zachowam się w odpowiedni sposób? Teraz, po latach, już tego nie ma. Znamy się dobrze, wiemy, co powiedzieć, co zrobić. Dzięki temu unikamy nieporozumień. W długotrwałej relacji romantycznej nie ma lęku.

CHRISTINA MASLACH: – Nie zastanawiam się już, czy Phil jutro będzie mnie nadal kochał.

Ale czy wraz z tą pewnością czegoś nie tracimy? Zgodnie z teorią Roberta Sternberga, po kilku latach spada poziom namiętności w związku. Pozostaje bliskość i zobowiązanie. Czy można utrzymać namiętność na wysokim poziomie przez wiele lat?
CHRISTINA MASLACH: – W wieloletni związek może wkraść się przyzwyczajenie, ale wcale nie musi tak być. Inna jest namiętność w młodości, inna, gdy jesteśmy starsi, mamy dzieci, przeżywamy kryzys. Po latach nie jest to uczucie pełne porywów i zachwytów. Raczej głębokie współodczuwanie zbudowane na bliskości. Jesteśmy dla siebie źródłem wsparcia niezależnie od tego, w którym kierunku podąża każde z nas.

PHILIP ZIMBARDO: – Aby namiętność trwała, potrzebna jest ciągła dbałość o to, by być atrakcyjnym dla partnera i dla innych. Z czasem ludzie upodabniają się do swoich rodziców – nie dbają o to, by się odpowiednio ubrać, a atrakcyjność fizyczna odgrywa ważną rolę w podtrzymaniu romantycznej strony relacji.

CHRISTINA MASLACH: – Nie zapominajmy też o wspólnej aktywności. Przez lata dobrze się z Philem poznaliśmy i odkryliśmy rzeczy, które lubimy razem robić. Zawsze znajdujemy czas, by być razem, a przy okazji szukamy czegoś nowego.

PHILIP ZIMBARDO: – Na przykład wybieramy się do innej restauracji niż zwykle. W okolicach San Fran[-]cisco jest wiele winnic. Czasem wybieramy się do którejś z nich, by smakować win. Czasami robimy wypad na jeden wieczór, a czasem spędzamy tam cały weekend. Zatrzymujemy się w romantycznej wiosce, która oferuje zabiegi spa, masaż. Jemy romantyczną kolację. Oboje wiemy, że to preludium do czegoś więcej... Moglibyśmy się kochać w domu – znacznie mniej by nas to kosztowało, ale chcemy stworzyć ten specjalny nastrój. Ważne jest planowanie romantycznych momentów, które pozwalają oderwać się od codzienności.

CHRISTINA MASLACH: – Udaje się nam utrzymać wieczny zachwyt dzięki temu, że na wszystko, co spotykamy, staramy się patrzeć tak, jakbyśmy widzieli to po raz pierwszy. Patrzę na ten sam kwiat, który widziałam wczoraj i przedwczoraj, ale patrzę na niego jak na nowy kwiat. Nie wszyscy to potrafią. Niektórzy spróbują czegoś raz, może dwa, a potem nudzą się. Weźmy nasze romantyczne kolacje przy świecach. Ktoś powie: „OK, można tak przez tydzień, ale potem stanie się to nudne”. My jednak lubimy to robić i za każdym razem staramy się wnieść do tej chwili coś nowego: inaczej nakrywamy stół, przygotowujemy inny posiłek, włączamy inną muzykę. I za każdym razem czujemy się tak, jakby to był pierwszy raz.

PHILIP ZIMBARDO: – Uwodzimy się wciąż od nowa. Cindy Gallop, projektantka z Nowego Jorku, stworzyła stronę internetową „Make love, not porn”. Cindy ma 50 lat, wciąż jednak lubi się spotykać z młodszymi mężczyznami. Ale oni – jak twierdzi – nie potrafią kochać. Oni uprawiają porno. Dorastali, oglądając pornografię i w efekcie nie wiedzą nic o romansowaniu, uwodzeniu, byciu atrakcyjnym. W pornografii nie ma na to miejsca, bo koncentruje się ona wyłącznie na fizycznym akcie. Gallop na swojej stronie pokazuje, co lubią kobiety: pragną być uwodzone, chcą romansu, a nie po prostu seksu. Czy seks może się znudzić? Owszem, jeśli jest tylko mechanicznie wykonywaną czynnością i nie ma w sobie nic więcej. W pornografii chodzi o JA; o mechaniczny aspekt miłości – jak JA osiągnę orgazm, rozkosz. Nic innego się nie liczy. W miłości zaś chodzi o NAS, w związku myślimy w kategoriach MY.

CHRISTINA MASLACH: – Może zrobilibyśMY coś inaczej, może pojedzieMY z dziećmi na wycieczkę... Myślę, że w każdej długotrwałej relacji – czy to z partnerem, czy z przyjacielem – przez lata buduje się pewien rodzaj zaufania do MY. To nadaje relacji głębię. Zakładamy – a nie udowadniamy sobie za każdym razem na nowo – że ufamy sobie, wspieramy się, wiemy, jak zachowuje się partner, czego możemy się po nim spodziewać, a czego nie, dlaczego źle się czuje, kiedy ma zły dzień. To MY jest takim kamieniem węgielnym związku.

Jak się buduje takie MY?
PHILIP ZIMBARDO: – Poprzez bycie razem i uczestniczenie we wspólnych działaniach. Odbyliśmy razem wiele wycieczek po świecie. Czasem, kiedy żona ma wykłady, podróżuję sam. Jednak nawet wtedy podróż jest wspólnym przedsięwzięciem. Christina robi rezerwację, bo wie, że ja nie lubię zajmować się takimi szczegółami, mnie to nudzi. Innymi słowy, chodzi o podział zadań – ja wykonuję pewną ich część, żona robi coś innego, a część robimy razem. I wtedy wszystko działa. Ważne są małe rzeczy, codzienność, na przykład wspólne posiłki. Sondaż przeprowadzony niedawno w USA pokazał, że tylko 20 procent Amerykanów regularnie jada posiłki z rodziną. A dwadzieścia lat temu było takich rodzin 60 procent. Coraz więcej mieszkańców Stanów Zjednoczonych rezygnuje ze wspólnych posiłków. Dla nas są one niezwykle istotne. Wspólne obiady stwarzają możliwość rozmowy, dzielenia się wartościami – pod warunkiem, że wyłączy się telewizor.

CHRISTINA MASLACH: – Odkryliśmy, ż...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy