Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

12 lipca 2016

Niewolnicy zegarów

40

Codziennie tracimy cierpliwość, krzyczymy: "szybciej!". Na wiele rzeczy szkoda nam czasu, na inne ciągle nam go brakuje. Rzeczywiście brakuje? Czy kwadrans w każdym zakątku świata znaczy to samo? O kulturowych różnicach w tempie życia oraz o konsekwencjach pośpiechu i powolności opowiada Robert Levine.

ALEKSANDER KRÓL: – Czy nie odnosi Pan wrażenia, że świat pędzi jak szalony? Że jesteśmy zniecierpliwieni, zestresowani i ciągle się spieszymy – w pracy, w domu, nawet na urlopie?
ROBERT LEVINE: – Mam nieco inne wrażenie – że ludzie spostrzegają czas i związany z nim rytm życia w sposób stereotypowy: myślą, że jedni ciągle gonią w piętkę, a inni wszystko robią w żółwim tempie. A tak wcale nie jest, bo w rzeczywistości na rytm naszego życia składa się i szybkie, i wolne tempo. Przy czym ci, którzy są przekonani, że żyją za szybko, powinni zwolnić.

Bo pośpiech ma negatywne konsekwencje dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego?
– Prowadziłem badania w wielu krajach na całym świecie, by znaleźć odpowiedź na to pytanie. Okazało się, że ludzie, którzy funkcjonowali w pośpiechu, w szybkim tempie – żyli krócej, częściej zapadali na choroby, wypalali więcej papierosów i byli mniej skłonni udzielić pomocy nieznanej osobie. Z drugiej strony, ludzie mieszkający w krajach, miastach, w których tempo życia generalnie jest szybkie, są bardziej zadowoleni. Żyją szybko, pracują więcej i więcej zarabiają, a dzięki temu mogą zapewnić sobie dobra materialne, które zaspokajają ich potrzeby, ułatwiają i usprawniają codzienne funkcjonowanie, a w konsekwencji mogą dawać poczucie zadowolenia. Z pewnością istnieją jednak również negatywne konsekwencje szybkiego tempa życia. Trzeba też wziąć pod uwagę różnice indywidualne: niektórzy ludzie świetnie się rozwijają, gdy żyją w szybkim, wywołującym stres tempie, inni wręcz przeciwnie. Zatem tempo życia jest nie tylko kwestią kulturową, ale także indywidualną.

A propos kwestii kulturowych: Brazylijczyk spieszy się inaczej niż Japończyk?
– Przyglądaliśmy się różnym narodowościom na całym świecie, mierzyliśmy tempo, w jakim chodzą i pracują... i okazało się, że najwolniejsi są Brazylijczycy. W krajach europejskich, zwłaszcza w Europie Zachodniej, ludzie chodzą i pracują bardzo szybko. Podobnie jest w Japonii. Natomiast w krajach tropikalnych, latynoskich i Indonezji tempo życia jest niskie.

A jakie jest Pana osobiste doświadczanie czasu? Żyje Pan w tempie Brazylijczyka czy raczej Japończyka?
– Chociaż teraz mieszkam w małej i bardzo nudnej miejscowości Fresno, w Kalifornii, to w głębi serca wciąż jestem nastawionym na szybkie tempo nowojorczykiem. Mam „nowojorski” temperament, ale dzięki prowadzonym badaniom poznałem też inne poczucie czasu i zrozumiałem, że czasami dobrze być nowojorczykiem, ale są takie chwile w życiu, które chcę przeżywać jak Brazylijczyk.

Bo, jak mówił Mahatma Gandhi, „w życiu jest coś więcej do zrobienia niż tylko zwiększać jego tempo”? Tylko kto właściwie je zwiększa, kto nam narzuca szybkie tempo? Środowisko, w którym żyjemy, czy może sami siebie poganiamy?
– Myślę, że odbywa się to na wielu poziomach. Pośrednio szybkie tempo życia narzuca nam kultura. Idziemy do nowej pracy, obserwujemy, jak zachowują się inni pracownicy. Jeśli pracują szybko, odczuwamy presję, by również szybko wykonywać swoje obowiązki, co w końcu staje się dla nas normą. Jeśli dodamy do tego, że nasza praca przekłada się na konkretny zysk, to każda sekunda i minuta, w której nie pracujemy, będzie odbierana przez przełożonego jako strata nie tylko czasu, ale i pieniędzy. Dlatego menedżerowie tworzą zasady, których nieprzestrzeganie wiąże się z określonymi konsekwencjami.

Czy ludzie żyjący wolniej są zdrowsi?
– Ogólnie rzecz biorąc tak, bo ludzie, którzy się nie stresują, są zdrowsi. Z drugiej jednak strony ludzie funkcjonujący w wolnym tempie również wolniej pracują i mniej zarabiają. A zależność między pieniędzmi i szczęściem potwierdza wiele badań – biedni ludzie są mniej szczęśliwi niż bogaci. Na poczucie szczęścia pieniądze nie mają wpływu wówczas, gdy ludzie mają zapewnione określone minimum, bezpieczeństwo socjalne. Oczywiście nie jest tak, że im ktoś ma więcej pieniędzy na koncie, tym bardziej czuje się spełniony i tym większe poczucie sensu życia mu towarzyszy, ale jeśli komuś brakuje pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb, to jest mniej szczęśliwy. Zatem ten, kto żyje w bardzo wolnym tempie, nie pracuje, nie ma żadnego stałego źródła zarobków, ciągle martwi się, co włożyć do garnka – jest mniej szczęśliwy.

To prawda. Jednak osoby żyjące szybko, dużo pracujące, są pod ciągłą presją czasu i chyba też miewają problemy w relacjach z bliskimi?
– Panuje powszechne przekonanie, że ludzie myślący w kategoriach „czas to pieniądz”, swoje relacje, czas dla rodziny poświęcają na rzecz pracy i pieniędzy. Mamy dowody na to, że tak właśnie jest na poziomie kulturowym. W krajach, miastach, społeczeństwach, w których żyje się szybko, ludzie są mniej skłonni do pomocy obcym. Ale to nie oznacza, że nie są zdolni do zachowań altruistycznych i do tworzenia dobrych relacji. Nie ma badań wskazujących, że ludzie mieszkający w kulturach o szybkim tempie życia mniej dbają o przyjaciół i rodzinę. Poza tym generalnie w większości kultur ludzie akceptują to, że ktoś jest pochłonięty pracą i nie może im w danej...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy