Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

2 lutego 2016

Niech się stanie geniusz

0 529

Słynny eksperyment Pigmaliona dowiódł, jaką moc mają oczekiwania nauczycieli. Mogą one wpływać na inteligencję uczniów, podnosić ją lub przeciwnie – obniżać. Ale czy na pewno mogą?

Nowa nauczycielka przyszła do gabinetu dyrektora na początku roku szkolnego, by poprosić o dodanie kilku nowych osób do listy uczniów jej klasy. Gdy o to prosiła, sekretarka wywołała dyrektora z gabinetu. Kiedy dyrektor wyszedł, nauczycielka dostrzegła na biurku listę uczniów swojej klasy. Obok każdego widniała liczba, np. Dawid – 131, Karol – 93 itd. Pospiesznie zanotowała imiona i odpowiadające im IQ. W trakcie roku szkolnego nauczycielka wielokrotnie odnosiła się do miar IQ uczniów, zadając im pytania, przydzielając zadania i wchodząc z nimi w relacje. Pod koniec roku dyrektor poprosił nauczycieli o sugestie zmian na kolejny rok. Nowa nauczycielka powiedziała: „Myślę, że powinieneś dostarczyć wszystkim nauczycielom listy z wynikami IQ uczniów. Dostęp do takich informacji naprawdę pomógł mi w nauczaniu. Mogłam odkrywać uczniów z wysokim IQ i ostatecznie uzyskiwać od nich więcej. Jednocześnie upewniłam się, że nie przytłaczam mniej zdolnych zbyt wygórowanymi wymaganiami”. Dyrektor zapytał, w jaki sposób zdobyła informacje o IQ? „Wzięłam je z twojego biurka” – odrzekła nauczycielka. Dyrektor z przerażeniem odpowiedział: „To nie była lista z wynikami IQ, ale numery szafek przydzielanych uczniom”.

Proroctwo się spełnia
Przytoczona przez Roberta T. Taubera ze School of Humanities and Social Sciences w Behrend College historia pokazuje, jak działa efekt samospełniającego się proroctwa w klasie szkolnej. Nietrafne, tj. zbyt wysokie lub niskie oczekiwania nauczycieli co do osiągnięć edukacyjnych uczniów wpływają na jakość oddziaływań wychowawczych (np. proporcję kar i nagród stosowanych wobec dzieci) oraz dydaktycznych (np. ilość i poziom trudności materiału nauczania prezentowanego wybranym uczniom). A to z kolei prowadzi do rzeczywistych zmian w zachowaniach i osiągnięciach uczniów. Oczekiwania nauczycieli mogą więc być bezpośrednią przyczyną różnic w osiągnięciach szkolnych dzieci (np. wyników standaryzowanych testów z matematyki). Czy mogą one także w istotny sposób wpływać na inteligencję uczniów?

W 1968 roku profesor Uniwersytetu Harvarda Robert Rosenthal i Lenore Jacobson opublikowali jedną z najbardziej kontrowersyjnych książek w historii społecznej psychologii edukacji oraz pedagogiki (Pygmalion in the Classroom). Opisali w niej wyniki słynnego eksperymentu Pigmaliona, który ich zdaniem udowodnił przyczynowy wpływ nietrafnych oczekiwań nauczycieli na rozwój intelektualny uczniów.

POLECAMY

Badanie zostało przeprowadzone w jednej z amerykańskich szkół podstawowych. Na początku roku szkolnego wszyscy uczniowie zostali zbadani niewerbalnym testem inteligencji Flanagana (TOGA – Test of General Intelligence), którego wyniki są niezależne od nabywanej w szkole wiedzy i umiejętności. Nauczycielom podano fałszywą informację, że test ten pozwala prognozować, jak dzieci rozwiną się intelektualnie w ciągu najbliższych miesięcy. W szkole było 18 klas, po trzy na każdym z sześciu poziomów. W każdej klasie były dzieci wybitnie uzdolnione, przeciętne, jak i takie, których inteligencja była poniżej przeciętnej. Badacze wylosowali z każdej klasy ok. 20 proc. uczniów, przypisując ich do grupy eksperymentalnej. Nauczyciele dostali listę z ich nazwiskami wraz z informacją, że uzyskane przez nich wyniki dowodzą, iż w ciągu najbliższych ośmiu miesięcy ich inteligencja wzrośnie.

Po ośmiu miesiącach wszystkie dzieci ponownie przebadano testem TOGA. Okazało się, że ci uczniowie, po których nauczyciele spodziewali się „rozkwitu” intelektualnego, rzeczywiście uzyskali wyższe rezultaty w teście IQ niż dzieci z grupy kontrolnej, średnio o 3,8 pkt. Wpływ oczekiwań nauczycieli nie był jednak taki sam we wszystkich klasach.
Największy wzrost wyników w teście inteligencji ujawniał się w klasach pierwszych i drugich – tu różnice między grupą kontrolną a eksperymentalną wyniosły odpowiednio: 15,4 oraz 9,5 pkt. Natomiast w klasach od trzeciej do szóstej wpływ oczekiwań nauczycieli okazał się nieistotny. Warto podkreślić, że różnica 15 pkt IQ, jaką stwierdzono w pierwszych klasach, oznacza, że uczniowie o przeciętnej inteligencji po zaledwie ośmiu miesiącach nauki znaleźli się w grupie dzieci o inteligencji ponadprzeciętnej.

Manipulacja oczekiwaniami nauczycieli wpłynęła także na to, jak widzieli uczniów. Kiedy poproszono ich, by opisali zachowania uczniów ze swojej klasy, okazało się, że dzieci z grupy eksperymentalnej charakteryzowali jako bardziej interesujące i szczęśliwe, lepiej dostosowane społecznie, bardziej czarujące, serdeczne i samodzielne oraz posiadające więcej szans na odniesienie sukcesu w przyszłości.

Warzywa i geniusze
Wyniki te wywołały burzę wśród nauczycieli, a także w środowisku akademic[-]kim. Autorzy twierdzili bowiem, jak sugeruje tytuł ich pracy – Pigmalion w klasie szkolnej: oczekiwania nauczyciela a rozwój intelektualny uczniów – że dowiedli wpływu fałszywych oczekiwań nauczycieli na inteligencję ogólną uczniów. A przecież większość badaczy uznaje ją za cechę bardzo stabilną, odporną na wpływ warunków środowiska. I to stanowiło przedmiot najbardziej zaciekłych polemik.

Eksperyment Rosenthala i Jacobson jest krytykowany. Jego autorom zarzuca się niewłaściwy wybór testu do pomiaru inteligencji dzieci oraz błędną interpretację uzyskanych wyników. Zdaniem Richarda E. Snowa z Uniwersytetu Stanforda, test TOGA nie jest właściwym narzędziem do badania dzieci z niższych klas szkoły podstawowej. Ponadto został przeprowadzony przez nauczycieli, co mogło zaważyć na rzetelności uzyskanych wyników. Podobnie jak w przypadku innych testów inteligencji, wartość przeciętna w TOGA wynosi 100 pkt. Biorąc to pod uwagę, Snow zauważa, że uzyskane w początkowym pomiarze średnie wyniki dla podskali ro[-]zumowania w klasie pierwszej wyniosły 47,19 pkt w przypadku 16 dzieci o przeciętnych zdolnościach i 30,79 pkt u 19 ucz-niów o niskich zdolnościach z grupy kontrolnej, oraz 54 pkt w przypadku czworga dzieci o przeciętnych zdolnościach i 53,5 pkt u dwojga uczniów o niskich zdolnościach z grupy eksperymentalnej. Średnia obliczona dla wszystkich uczniów wyniosła 58 pkt. Musieliby zatem funkcjonować na poziomie dzieci upośledzonych umysłowo! Zdaniem Snowa, bardziej prawdopodobne jest, że tak niskie wyniki odzwierciedlały duży błąd pomiaru, wynikający z niedopasowania testu do wieku dzieci.

Po ponownej analizie rezultatów uzyskanych w klasach pierwszych i drugich, Snow wskazuje, że około 35 proc. wyników nie mieściło się w normie przewidzianej dla TOGA. Mimo to zostały one uwzględnione w obliczeniach, prawdopodobnie dlatego, że przy pominięciu wyników skrajnych znika efekt wpływu oczekiwań – sugeruje Snow. Wzrost inteligencji w grupie eksperymentalnej pojawia się wyłącznie wtedy, gdy uwzględnione są wyniki pochodzące od pięciorga dzieci, które w pomiarze początkowym i końcowym uzyskały odpowiednio: 17–110, 18–122, 133–202, 111–208 i 113–211 pkt. Lee Jussim z Rutgers University przyznaje, że rezultaty te wydają się bardzo „dziwaczne: niektórzy uczniowie w pomiarze początkowym uzyskali wyniki IQ bliskie zeru, a inni powyżej 200 pkt. Jednakże, co oczywiste, dzieci te nie były ani warzywami, ani też geniuszami”, bo przecież szkoła, w której przeprowadzono eksperyment, była przeznaczona dla dzieci mieszczących się w normie intelektualnej.

Arcydzieło zamętu
Kolejny zarzut stawiany temu eksperymentowi dotyczy losowego doboru dzieci do grupy eksperymentalnej. Zostało do niej włączonych ok. 20 proc. uczniów z każdej klasy – a zatem w każdej powinno znajdować się po ok. 5 uczniów rzekomo „rozkwitających” intelektualnie. W rzeczywistości jednak ich liczba wahała się od 1 do 9. Zdaniem Rosenthala i Jacobson taka sama lub zbliżona liczba dzieci „rozkwitających” mogłaby wzbudzić podejrzenia nauczycieli i doprowadzić do zdemaskowania prawdziwego celu eksperymentu. Zabieg ten spowodował jednak, że część porównań między uczniami z grupy eksperymentalnej i kontrolnej przeprowadzono nie na średnich z pomiaru IQ, ale na wynikach uzyskanych od poszczególnych dzieci.

Gdyby porównania w klasach pierwszych i drugich zostały oparte na średnich grupowych, a nie na wykraczających poza normę danych uzyskanych od poszczególnych dzieci, nie pojawiłyby się istotne różnice.

Lee Cronbach, przewodniczący Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego oraz Amerykańskiego Towarzystwa Badań Edukacyjnych, analizując wieloletnie kontrowersje na temat możliwości pomiaru inteligencji u ludzi, odwołał się również do książki Rosenthala i Jacobson. Przyznał, że w jego opinii Pigmalion...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy