Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

14 października 2020

NR 9 (Listopad 2020)

„Nie traktuj siebie tak cholernie poważnie”

393

Złap szerszą perspektywę – pępek świata to nie ty, on jest zupełnie gdzie indziej lub może wcale go nie ma lub jest tylko „pępkiem przechodnim”, towarzyszącym Ci może przez kilka sekund życia.

Od wiosny tego roku, gdy mój przewidywalny świat stanął na głowie, udaje mi się czasem dotrzeć w miejsca, gdzie czas spowalnia, otaczający świat przestaje mieć znaczenie, a to, co ważne, nabiera nowej perspektywy. Właśnie teraz jestem w jednym z nich, pośrodku lasów sosnowych, gdzie cisza, raz na jakiś czas przerywana odgłosami zwierząt niesionymi przez echo, staje się jedyną muzyką w moich uszach. 
Na pięknej, drewnianej huśtawce, pośród sosen, świerków i soczyście zielonej trawy siedzi się niebiańsko spokojnie. Po mojej prawej stronie niespiesznie, jakby od niechcenia, przechadzają się konie o różnorodnym umaszczeniu, raz po raz skubiące trawę. W oddali, na maneżu, grupa jeźdźców przygotowuje się do wyruszenia w teren, w bór, na spotkanie z naturą. Nieopodal nich biegają dwa piękne, kilkumiesięczne owczarki niemieckie, patrzące z zaciekawieniem na innego czworonoga, przedstawicielkę rasy terierów, która z radością i energią bliską eksplozji biega wokół stada, próbując ogarnąć konne towarzystwo. Wie, że jest ważna, więc wyrusza jako przewodniczka stada, z kufą przy ziemi, łowiąc ważne sygnały węchowe. 
Wyruszam i ja. Idę pobiegać do lasu. Dzisiaj nie po betonie, ale po miękkiej, leśnej ścieżce w oazie spokoju, gdzie każdy mój krok brutalnie naruszy cudowną, kojącą ciszę. Może trafi mi się spotkanie ze stadem jeleni ze wspaniałymi porożami, pasącymi się pomiędzy drzewami. Niektóre z nich z uwagą podniosą głowy, spoglądając na dziwnego dwunoga, który z gracją walca przemieszcza się przez ich dom. Otaczająca mnie natura – przy każdym kontakcie stopy z podłożem – będzie mi przypominać, że była tu tysiące lat przede mną i pozostanie długo po tym, kiedy ja zniknę. Ja, dla niej, jestem jedynie igiełką opadłą z pnącej się ku niebu sosny. Ona jest dla mnie czymś niesamowicie złożonym, potężnym i często niezrozumiałym. 
Już miałem wychodzić, gdy z zewnątrz domku w lesie dobiegły mnie pospieszne kroki.  Na schodkach ukazała się postać kobiety, która poinformowała mnie o tym, że najbliższa mi osoba doznała poważnego wypadku w trakcie jazdy konnej. Wszystko, co się wydarzyło potem, było intensywnym i emocjonalnie wyczerpującym ciągiem zdarzeń, podczas których niepewność i lęk mieszały się z nadzieją i przekonaniem, że wszystko wróci do normy i będzie można żyć dalej w miarę normalnie i spokojnie. Minuty płynęły tak, jakby były zrobione z lepkiej smoły, a wszystko dookoła – ludzie, czynności, działania – wydłużało swoje trwanie. Jakaś część mnie desperacko trzymała się wiary w prawa natury mówiące, że po każdym tsunami nadchodzi spokój, który mimo tragicznych zniszczeń jest potrzebnym pierwszym krokiem na ścieżce ku równowadze. Inna moja część chwiała się nad urwiskiem. 
Kilkadziesiąt godzin po tym, jak niezależne ode mnie okoliczności brutalnie zatrzymały codzienne życie w blokach startowych, zacząłem zadawać sobie pytania, które nie leżą w moim codziennym arsenale. Jak dużo mam w sobie wdzięczności? Jak dużo pokory? Czy ja to w ogóle mogę zmierzyć? Czy mogę to określić? Czy wdzięczność i pokora w ogóle istnieją w mojej świadomości, czy raczej dochodzą do głosu wyłącznie w momencie brutalnego zerwania plecionej przez codzienność nici? Za co ja w ogóle jestem wdzięczny sobie, innym, światu?
Rozwijanie umiejętności przeżywania wdzięczności to zapewne część modnego dzisiaj ruchu mindfulness. Mam jednak wrażenie, że dostrzeganie małych, dziejących się rzeczy i docenianie ich nie jest czymś dla nas naturalnym. Nasze mózgi wydają się być o wiele bardziej wyczulone na zagrożenia i niebezpieczeństwa, na przetrwanie niż na przeżywanie wdzięczności. To nie lada wysiłek umieć docenić kolejny dzień, pogodę, nawet tę brzydką, lub to, że nadal funkcjonuję na miarę swoich możliwości i udało mi się obudzić w niezłej formie. Niełatwo jest docenić ludzi wokół nas, z którymi mamy historię zdarzeń lepszych i gorszych. Trudno odfiltrować to, co niezbyt fajne, bo ten filtr jest często przydymiony różnymi zaszłościami i pokryty subiektywnym osadem. 
Czasem mam...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy