Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

17 listopada 2015

Nie tańcz, nie dziękuj

40

- Wdzięczność to nie jest takie słodkie „dziękuję” jak z reklamy czekoladek. Z wdzięcznością łączą się też trudne uczucia i zachowania. Czasami wyprowadza nas na drogi jednokierunkowe, gdzie zostajemy sami - mówi s. Katarzyna Wilczewska.

KATARZYNA WILCZEWSKA CSFN jest siostrą zakonną w Zgromadzeniu Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Pracuje jako psychoterapeutka Counseling Center na Uniwersytecie Holy Family w Filadelfii. Prowadzi terapię indywidualną i grupową.

MAGDA BRZEZIŃSKA: – W reklamie jednego z banków dziewczynka obserwująca wujka taszczącego za babcią walizki, pyta mamę, dlaczego wujcio tak śmiesznie chodzi. „Babcia funduje wujciowi wakacje co roku, więc wujcio tańczy, jak mu babcia zagra” – odpowiada matka. Matka natomiast nie tańczy, jak jej babcia zagra, bo ma konto oszczędnościowe i stać ją na „niezależność”. Wujcio musi się odwdzięczyć, więc nosi te ciężkie bagaże...
KATARZYNA WILCZEWSKA:
– Nie tylko w reklamach, ale również w życiu codziennym wdzięczność postrzegana jest jako społeczna konieczność wyrównania długu lub moralny obowiązek odwzajemnienia się dobroczyńcy. Tym aspektem wdzięczności zajmują się przede wszystkim filozofowie, socjologowie, czasem teologowie. Natomiast współczesna psychologia definiuje wdzięczność jako emocję pozytywną, która – tak jak radość czy poczucie dumy – jest wręcz konieczna dla naszego szczęścia. Potwierdzają to wieloletnie badania Barbary Fredrickson z University of North Carolina w Chapel Hill. Wyniki wskazują, że wdzięczność wzbogaca osobowość i buduje wspólnotę. Z badań prowadzonych przez Jean Twenge, Stacy Campbell, Briana Hoffmana i Charlesa Lance’a wynika, że dobrostan młodych Amerykanów pogarsza się z pokolenia na pokolenie. Przyczyny tego stanu rzeczy upatruje się w kulturze konsumpcji, umacnianiu się społeczeństwa materialistycznego.

Im bardziej skupiamy się na „mieć”, tym trudniej nam „być” – być wdzięcznym?
– Tak. Badania Roberta Emmonsa, Michaela McCullougha i wielu innych wskazują, że im wyższy był poziom wdzięczności u badanych osób, tym niższy towarzyszył temu poziom materialistycznego podejścia do życia. I tym wyższy dobrostan psychiczny i społeczny. Badania Jeffreya Froha dowiodły, że u młodzieży wysoki poziom wdzięczności wiąże się z lepszymi wynikami w nauce, lepszą integracją społeczną, wyższą satysfakcją z życia i mniejszą zazdrością.

Jak odróżnić wdzięczność od innych odczuć?
– Na ogół nie mamy problemów ze zidentyfikowaniem wdzięczności, która jest uczuciem pozytywnym, z wyraźnie obecnym elementem prospołecznym. Ta pozytywna odpowiedź na działanie drugiej osoby to wdzięczność personalna. Transpersonalna zaś związana jest z dostrzeganiem ingerencji czynników pozaosobowych, takich jak Bóg, kosmos czy fatum. Wdzięczność można rozpoznać również po tym, że jest emocją odwzajemnianą naturalnie, twórczo i bezinteresownie.
 
A jednak niektórym trudno odczuwać wdzięczność, nie potrafią jej odwzajemnić. Dlaczego tak się dzieje?

– Wdzięczność jest związana z odwróceniem uwagi od „ja”. Ci, którzy uważają, że wszystko, co im się dobrego w życiu przydarzyło, jest tylko i wyłącznie ich zasługą – mają kłopot z rozpoznaniem wkładu innych osób. Trudno jest odczuwać wdzięczność ludziom o cechach narcystycznych. Żyjemy w kulturze promującej narcystyczne myślenie, że wiele nam się po prostu należy, a to, co mamy, wypracowaliśmy sobie – co częściowo jest prawdą, gdyż pracujemy na swój sukces. Sztuką natomiast jest dostrzec, że sumę osiągnięć buduje nie tylko nasz wysiłek, ale też sprzyjające okoliczności, pomocni ludzie. Problem z odczuwaniem wdzięczności ma także młodzież, co wykazały badania Nancy Darling z Oberlin College. Prawdopodobnie jest to związane z silną potrzebą autonomii młodych osób. Brak wdzięczności u nastolatków może więc być strategią podtrzymywania złudzenia, że kontrolują własne życie. Nawet jeśli to jest iluzja, potrzebują jej do zachowania równowagi psychicznej i budowania prawdziwej niezależności.

À propos braku wdzięczności dzieci... W Polsce jest dosyć silne oczekiwanie społeczne, by dzieci okazały wdzięczność rodzicom za opiekę. Za niewdzięczników uznawani są niekiedy ci, którzy wyprowadzą się z rodzinnego domu, choćby do sąsiedniej dzielnicy, albo studiują nie ten kierunek, który wymarzyli dla nich rodzice.
– Trudno tu mówić o niewdzięczności. Powiedziałabym raczej, że to poczucie zobowiązania wzmocnione społecznie, a także rozmijające się oczekiwania obu stron. Natura wdzięczności w relacjach rodzinnych jest nietypowa, uwydatnia aspekty przywiązania i bliskości, więc nie należy jej traktować jako wzorca powinności odwdzięczenia się. W tej sytuacji – na przykład podczas rodzinnej rozmowy – więcej miejsca należałoby poświęcić oczekiwaniom i identyfikacji konkretnych potrzeb. Samo „zawdzięczanie” jest obwarowane stereotypami, choćby co do kierunku wpływu: dzieci zawdzięczają rodzicom, podwładni – szefom, biedni – bogatym, słabsi – silniejszym.

A przecież rodzice też wiele zawdzięczają dzieciom, szefowie podwładnym, bogaci biednym... Tylko czy „zawdzięczanie” czegoś komuś to jest wdzięczność?
– Uznanie dla osoby, która coś dla nas zrobiła, życzliwość wobec niej oraz chęć zrobienia czegoś dla niej, odczuwana jako potrzeba odwdzięczenia się – to trzy elementy tworzące wdzięczność. Bycie wdzięcznym to dostrzeganie, że świat i inni ludzie dają dobro, bezinteresownie. Praktykowanie wdzięczności jest także sztuką uważnego patrzenia. Odwrotnością odczuwania wdzięczności jest poczucie zobowiązania, które spłacamy zgodnie z rachunkiem korzyści. Może się ono wyrażać poprzez bezrefleksyjny nawyk, wyuczoną uprzejmość lub skalkulowany rewanż. Relacja wdzięczności tym różni się od interesownej pożyczki, że zachowanie obdarowanego jest odpowiedzią na dobrą wolę i altruizm dawcy.

Jak rozpoznać zdrową wdzięczność, nieskażoną kalkulacjami i zobowiązaniami?
– Myślę, że fundamentalna w każdej relacji jest wdzięczność za to, że ktoś istnieje, a nie za to, jaki on jest i w jakim stopniu spełnia nasze oczekiwania. Rodzice są szczęśliwi, bo mają dzieci, a dzieci cieszą się, że mają rodziców. Jak rozpoznać tę zdrową wdzięczność? Otóż osoba, z którą jesteś, czuje się z tobą dobrze. Czuje się wysłuchana, respektowana, cieszy się twoją obecnością. To samo dotyczy ciebie – ty też czujesz się dobrze z tą osobą, czujesz się przez nią wysłuchany, szanowany, lubisz z nią przebywać. Niektórym rodzicom wydaje się, że na przykład małym dzieciom nie trzeba okazywać wdzięczności. „To dziecko, ono jeszcze niewiele rozumie, jemu nie ma za co dziękować”. Otóż jest za co! Każdy, bez względu na wiek, ma potrzebę odczucia, że ktoś jest jemu i za niego wdzięczny, że cieszy się jego istnieniem.

Czy samo docenienie istnienia wystarczy? A co w takiej sytuacji: mała miejscowość, skromny dom, rodzice pracują, by zapewnić czwórce dzieci wykształcenie. Dzieci kończą studia i zostają w mieście. Wszyscy oczekują, że z rodzicami zostanie najmłodsza córka, taka jest tradycja. Rodzice czują, że to się im należy za lata poświęceń. Jednak ta córka też ma swoje plany. Docenia rodziców, jest im wdzięczna, ale czułaby się fatalnie, zostając z nimi.
– Racją dla przestrzegania wymogów obyczajowych jest przywiązanie do tradycji, konformizm, pewien nawyk, nie zaś motywacja moralna. Ta córka powinna sobie odpowiedzieć, czy identyfikuje się z taką tradycją, czy chce ją kultywować. Jeśli nie, bo chce żyć po swojemu, to stając się trochę rebeliantem, godzi się z różnymi wynikającymi z tego konsekwencjami. Wdzięczność nie wymaga, abyśmy uznali, że nie mamy do niczego prawa i należy zagryźć wargi i robić to, czego oczekują od nas inni. Możemy być niezmiernie wdzięczni rodzicom, wspomagać ich w ten czy inny sposób, i żyć według własnego scenariusza, choćby wybierając miejsce zamieszkania, zawód itd.

Co z tego, że ona będzie czuła wdzięczność do rodziców, skoro oni będą mieli poczucie „ale niewdzięczna, zostawiła nas samych”. Oni już sobie w planach na przyszłość wszystko „umeblowali”: ty będziesz mieszkać z nami, zadbasz o nas, my ci dzieci podchowamy, jak się pojawią. Będzie nam razem dobrze...
– Wdzięczność to nie jest takie „dziękuję” jak z reklamy czekoladek – ze słodką minką i złożonymi łapkami... Z wdzięcznością łączą się też trudne uczucia, zachowania, postawy. Czasami mobilizuje nas do wyjścia poza sferę komfortu i wyborów wbrew klanowi rodzinnemu czy zastanemu układowi w pracy. Bycie wdzięcznym nie oznacza, że robi się to, czego wszyscy od nas oczekują. Czasami wdzięczność wprowadza nas na drogi jednokierunkowe, gdzie zostajemy sami. I wtedy znajdujemy tę wdzięczność w sobie. Myślimy: aha, nie zrozumieli mnie, ale jestem uczciwy przed sobą. Jestem wdzięczny Bogu/sobie, że byłem na tyle silny, by podjąć decyzję w zgodzie z moimi wartościami, planami, pragnieniami.

Zastanawiam się, czy taką siłę będą miały w przyszłości dzieci współczesnych „rodziców helikopterowych”, którzy całą uwagę skupiają na dziecku, krążą nad nim, zapisują je na dodatkowe zajęcia. Jak mówią, inwestują w dziecko, by miało lepszy start w życie. Oczekują, że odwdzięczy się spełnieniem ich wizji.
– Istotą stosunków pomiędzy rodzicami a dziećmi jest szczególna więź emocjonalna. Jeśli już mówić o długu wdzięczności, jaki ciąży na dzieciach, to raczej o „długu” ze względu na tę emocjonalną więź, a nie dobra wyświadczone przez rodziców. Robert Emmons wskazuje, że wdzięczność ukierunkowuje nas na zauważenie dobra teraz, w tym momencie. Zatem rodzic, który „pakuje” w dziec­ko wszystko, by miało lepszą przyszłość, sprawia, że tak naprawdę nie ma ono teraźniejszości. W zdrowych relacjach rodzic słucha dziecka tu i teraz i odpowiada na to, czego ono potrzebuje tu i teraz. Często jest tak, że to rodzic chce się rozwijać, a nie dziecko. „Maltretowanemu” tysiącem różnych zajęć maluchowi trudno jest odczuwać to jako dobro i na dodatek być
wdzięcznym.

Czy można odczuwać wdzięczność w sytuacji obligacji – kiedy in...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy