Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

1 sierpnia 2018

Nie ma mety

31

Jest pewien sposób poradzenia sobie ze światem, który nas zatrważa, zniechęca czy zniesmacza. Sposób ten ma wielowiekową tradycję i niebanalnych praojców.

Gdy przyglądamy się sobie i swoim reakcjom, gdy patrzymy na innych i obserwujemy, co nas cieszy, co nas martwi, zauważamy, że tym, co często nam dostarcza zadowolenia i przyjemności, a może nawet szczęścia, jest sukces. Bo mój ulubiony klub wygrał mecz, bo miałem miłe spotkanie, bo ugotowałem smaczny obiad...

Czasem jest to satysfakcja głębsza, odnosząca się do jakichś wyższych wartości (pomogłem innemu), czasem płytsza (smakował mi obiad), ale zawsze czujnikiem wskazującym, że jest tak, jak byśmy chcieli, jest odczuwanie przyjemności z sukcesu. Gorzej, gdy dochodzi do porażek. Jest nam smutno albo jesteśmy zirytowani, gdy coś nam się nie udało, gdy przegrywamy mecz, tracimy coś ważnego w relacji międzyludzkiej, czy choćby czas, oglądając w telewizji słaby film. Sukcesem życiowym są więc gromadzone stany przyjemności lub/i dokonania na polu rodzinnym czy zawodowym.

Sprawa staje się bardziej skomplikowana, gdy nasze poruszanie się na osi „sukces–porażka”, „przyjemność–nieprzyjemność” dotyczy zagadnień bardziej ogólnych: problemów społecznych, politycznych, gdy angażujemy się w realizację jakiejś idei. Jakże pamiętne są te chwile, gdy nasz kandydat odniósł sukces wyborczy, nasza ukochana partia okazuje się najsilniejszą w parlamencie, a wynik referendum jest zgodny z naszymi oczekiwaniami, a może nawet marzeniami. Mocna rzecz, sukces.

Ale co się z nami dzieje, gdy nasze pragnienia, wyobrażenia o tym, co byłoby dobre dla nas, dla kraju, dla świata, ponoszą porażkę? Zostaje wściekłość i smuta. Co zrobić, by tego typu porażka nie rozbijała nas wewnętrznie? Jak nie ulec przygnębieniu, gdy mamy wrażenie, że nasze ideały (np. wysokie mniemanie o mądrości i wrażliwości społeczeństwa, w którym żyjemy) zostają przez konkretne wydarzenia zdewastowane? Czy pozostaje nam jedynie odciąć się od rzeczywistości, emigrując wewnętrznie (pozbyłem się telewizora, gazet nie czytam, ciekawi mnie tylko poezja i muzyka klasyczna)? A może dawać upust swojemu gniewowi, komentując wpisy w Internecie i radykalizować swoje poglądy? Takie rozwiązania mogą nas jednak osłabić, a nawet zniszczyć, wprawić w przewlekłą melancholię i zgorzknienie.

Otóż uważam, że jest inny sposób poradzenia sobie ze światem, z którego nie jesteśmy zadowoleni, a może nawet nas zatrważa, zniechęca czy zniesmacza. Co ciekawsze, ten sposób ma wielowiekową tradycję, niebanalnych praojców, a tym, którzy sięgną po niego, zapewnia skokowo lepsze samopoczucie. Kłopot w tym, że żyjemy w XXI wieku,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy