Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

17 czerwca 2021

NR 7 (Lipiec 2021)

Na codzienne zmagania – stoicyzm
Jak radzić sobie z życiowymi komplikacjami?

38

Gdy wiecznie brakuje nam czasu, gdy złości nas, jeżeli coś idzie nie tak, jak było zaplanowane, gdy coś się komplikuje i ponosimy porażkę – często powtarzamy sobie w myślach: „Zachowaj stoicki spokój”. Ale czy wiemy, co to właściwie znaczy? Czy jest możliwe życie według tej starożytnej filozofii?

Kilka lat temu jako świeżo upieczona doktorantka zdecydowałam się na podróż do Jokohamy na konferencję naukową. Dopiero zaczynałam podróżować samolotami, wcześniej unikałam tego jak diabeł święconej wody. Środki na wyjazd miałam ograniczone, trzeba więc było nimi rozsądnie gospodarować. Oczywiście wcześniej zarezerwowałam pokój w hostelu o wdzięcznej nazwie „Zen”. 
Sama podróż z przesiadką na lotnisku w Dubaju nie była jeszcze niczym niezwykłym, dopiero po lądowaniu w Jokohamie odczułam na własnej skórze, co oznacza jet lag. Z każdą minutą moja percepcja stawała się coraz wrażliwsza, a ja myślami byłam już tylko przy moim upragnionym „Zen”. Jakoś dostałam się do autobusu jadącego do centrum. Stamtąd musiałam dotrzeć jeszcze do odpowiedniej dzielnicy. Potem wszystko działo się jak we śnie: po dotarciu do centrum pogubiłam się totalnie, wsiadłam więc w taksówkę. Gdy po przejechaniu paru ładnych dzielnic zobaczyłam kwotę do zapłaty – przerażona kazałam kierowcy się zatrzymać, zapłaciłam i dalej poszłam piechotą. Trzymając w ręku małą mapkę z okolicą rzeczonego hostelu, podeszłam do młodych Japończyków i poprosiłam ich po angielsku o pokierowanie na miejsce. Niewiele zrozumiałam z tego, co mówili. I z pewnością wzajemnie. Doprowadzili mnie na stację kolei miejskiej. Poprosili jednego z pracowników o kupienie mi biletu w automacie, bo – jak powiedzieli – jesteśmy lost in translation. Przy okazji, gdy wjeżdżaliśmy na peron ruchomymi schodami, przez nieuwagę zostawiłam im moją mapkę. Wsiadłam do pociągu – byle jakiego – nic już nie wiedziałam i nie rozumiałam. Miałam wrażenie, że za chwilę zapomnę, jak się nazywam i po co tu w ogóle jestem. Chciałam już tylko mojego „Zen”…
Czyż nasze codzienne zmagania z rzeczywistością nie wyglądają podobnie: wiecznie zaganianych, zagubionych, ciągle w tzw. „niedoczasie”? Rozzłoszczonych, rozczarowanych i bezradnych, gdy tylko coś nie idzie po naszej myśli. Gdy jesteśmy lost in translation – z rzeczami wokół nas, innymi ludźmi lub samymi sobą! W życiu komplikacje napotykamy właściwie wszędzie – w pracy, podczas zabawy, w domu albo w trakcie podróży. I to nie tylko do Jokohamy. Kiedy nie wszystko idzie zgodnie z planem, musimy stworzyć nowy. Ważne staje się wypracowanie skutecznej strategii poradzenia sobie z komplikacjami, tak byśmy nie dali ponieść się trudnym emocjom. Takie strategie znali już ponad dwa tysiące lat temu stoicy: Marek Aureliusz, Seneka, Epiktet. A gdyby wieść życie zgodnie z ich filozofią? Tak właśnie czyni William B. Irvine – profesor filozofii Wright State University. W książce Wyzwanie stoika. Jak dzięki filozofii odnaleźć w sobie siłę, spokój i odporność psychiczną przekonuje, że traktując wyzwania jako próby charakteru, zmienimy nasze nastawienie i reakcje. 
W trakcie podróży do Japonii byłam sceptycznie nastawiona do stoicyzmu, choć pragnęłam spokoju ducha (i „Zen”). Po latach dałam stoicyzmowi drugą szansę.

Gdy los rzuca pod nogi kłody

Lou Gehrig był jednym z najlepszych baseballistów w historii. Podczas dwunastu sezonów w latach 1926–1937 miał średnią uderzeń powyżej 0,300, a w 1934 r. uzyskał niesamowity wynik 0,363. W sezonie 1938 było nieco gorzej – zamknął go średnią „zaledwie” 0,295. Narzekał na zmęczenie, a w kolejnym sezonie wyraźnie brakowało mu koordynacji i siły, co widać było po gorszych odbiciach i próbach łapania piłki czy biegów do bazy. Trenerzy zaczęli rozważać odsunięcie go od gry, w końcu w maju 1939 r. sam zrezygnował „dla dobra drużyny”. Na zwieńczenie kariery – pobił rekord i zagrał aż w 2130 kolejnych meczach – publiczność na stadionie zgotowała mu owację na stojąco. W dniu 36. urodzin, nieco ponad miesiąc od przerwy w grze, zdiagnozowano u niego stwardnienie zanikowe boczne – dziś znane jako SLA lub choroba Lou Gehriga. Dwa dni później New York Yankees poinformowali, że gracz odchodzi na dobre. W mowie pożegnalnej powiedział, że choć z pozoru los potraktował go źle, uważa się jednak za „najszczęśliwszego człowieka pod słońcem”. Podziękował fanom, drużynie, trenerowi, pracownikom stadionu, teściowej, rodzicom oraz żonie, puentując: „Być może los potraktował mnie źle, ale naprawdę mam po co żyć”. Żył jeszcze dwa lata, powoli tracąc władzę nad ciałem. Przed śmiercią napisał: „Zamierzam wytrwać najdłużej, jak to możliwe, a kiedy spotka mnie to, co nieuniknione, podejdę do tego filozoficznie, nie tracąc nadziei. Nic więcej nie możemy zrobić”. Instynktownie wyrażał to, co rozumieli stoicy dwa tysiące lat wcześniej.
Odporności psychicznej możemy się nauczyć. Amy Morin w książce 13 rzeczy, których nie robią silni psychicznie ludzie przekonuje, że nie jest ona zarezerwowana tylko dla supermanów czy osób do niej predysponowanych. Osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne też mogą wzmacniać odporność, nawet jeśli będzie to nieco trudniejsze. 

Stoicka strategia prób

Według Williama B. Irvine’a, gdy komplikuje się nasze życie, świadomość jest podatna na podwójny wpływ: podświadomości i emocji. Podświadomość postrzega komplikacje jako nieuzasadnione męczarnie i przekonuje, że nas skrzywdzono. Szukanie winnego wzmaga przypływ emocji. W rezultacie możemy mimowolnie zacząć krzyczeć na osobę podświadomie uznaną za winną. Próba radzenia sobie świadomości z tym podwójnym atakiem to zadanie na całe życie. Rzymscy stoicy nie byli przeciwnikami emocji, przypisywali dużą wartość pozytywnym uczuciom, rozkoszy, radości i zachwytowi, bez których życie byłoby bezbarwne. Starali się też doświadczać jak najmniej frustracji, gniewu, żalu i rozczarowania. W tym celu stworzyli stoicką strategię prób. Zgodnie z nią komplikacje nie są udrękami, lecz próbą pomysłowości i odporności psychicznej, zesłaną nam przez wyobrażonych stoickich bogów. Aby ją przejść, musimy rozwiązać problem i nie dać się owładnąć negatywnym emocjom. Wyrywamy wtedy podświadomość z pętli problem–reakcja. Nie interpretujemy wydarzeń, poszukując winnych.
U podstaw strategii prób leżą dwa efekty „na nowo odkryte” przez psychologów u schyłku XX wieku – dwa tysiące lat po tym, jak zastosowali je stoicy. Pierwszy to efekt zakotwiczenia, znany z badań Amosa Tversky’ego i Daniela Kahnemana. W 1974 r. przeprowadzili oni eksperyment z kołem fortuny, na którym były liczby od jednego do stu. Wynik był manipulowany – wskazówka zatrzymywała się jedynie na liczbie dziesięć lub sześćdziesiąt pięć. Kołem kręcono w obecności uczestników eksperymentu. Mieli oni powiedzieć, czy odsetek krajów afrykańskich należących do ONZ jest wyższy czy niższy od wylosowanej liczby, i jaki jest naprawdę. Gdy wylosowano dziesięć, uczestnicy średnio szacowali go na 25%, gdy wylosowano sześćdziesiąt – na 45%. Choć wynik losowania nie miał związku z odsetkiem krajów afrykańskich w ONZ, to wpływał na szacunki badanych (w rzeczywistości odsetek wynosił 36%). To przykład efektu zakotwiczenia – zmanipulowane koło fortuny „rzuciło kotwicę” w podświadomość badanych, co przełożyło się na ich późniejsze szacunki na temat świata. Nie mieli oni wystarczających danych, by oprzeć się na racjonalnych przesłankach, ich świadomość oddała więc pole podświadomości wysuwającej własne, zniekształcone przypuszczenie.
Stoikom efekt ten pomagał wieść bardziej satysfakcjonujące życie: czasem wyobrażali sobie, że mogło im się układać gorzej. Wizualizując sobie takie scenariusze, zatapiali w podświadomości kotwicę, co wpływało na postrzeganie własnych realiów. Dochodzili do wniosku, że wcale nie układa im się tak źle. W takiej negatywnej wizualizacji nie chodziło o roztrząsanie negatywnych wizji, lecz o przelotną refleksję, że może być gorzej.
Drugie zjawisko psychologiczne to efekt ram interpretacyjnych. Wyobraźmy sobie, że lekarz diagnozuje u nas poważną chorobę i daje do wyboru dwie metody leczenia. W pierwszej wskaźnik przeżywalności w okresie jednego miesiąca wynosi 90%, w drugiej wskaźnik śmiertelności w pierwszym miesiącu wynosi 10%. Wiele osób wybierze pierwszy wariant. Ale po zastanowieniu widzimy, że oba są równoważne. Nie jesteśmy jednak w pełni racjonalni, wpływa na nas sposób przedstawiania możliwości: przeżycie będzie atrakcyjniejsze od śmierci. Efekt ram interpretacyjnych znali już stoicy. „Jeżeli cię trapi coś zewnętrznego, to nie to ci dolega, ale twój własny sąd o tym. A ten zmienić – już jest w twej mocy” – twierdził Marek Aureliusz w Rozmyślaniach. Życie jest niczym galeria sztuki, gdzie obrazami są codzienne wydarzenia. Mamy ograniczony wpływ na to, jakie obrazy wejdą do kolekcji. Możemy jednak decydować, w jakich zawisną ramach, a od tego zależy, jak prezentuje się sam obraz. Optymista oprawi obraz w piękne ramy; pesymista – w brzydkie.
 

POLECAMY

...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy