Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

16 czerwca 2021

NR 7 (Lipiec 2021)

Miłość w czasach… pandemii, czyli uwikłani i splątani

0 114

Pandemia wystawiła nasze związki na próbę. Zabrała przestrzeń i indywidualność, zatarła osobiste granice, wydobyła to, co dzieli. Szczególnie dotknęła te relacje, w których partnerzy toczą ze sobą bezwiedną grę wynikającą z niezaspokojonych potrzeb. Czy zatem wszelkie problemy w naszych relacjach są spowodowane obecną sytuacją, ­ czy pandemia tylko wydobyła nasze najsłabsze punkty?

Gdy przyszedł pierwszy lockdown, wiele osób obawiało się, że zamknięcie w domu i przebywanie ze sobą non stop destrukcyjnie wpłynie na relacje w związkach. Początek pandemii przyniósł jednak zaskoczenie. Oczekiwana katastrofa w życiu małżeństw nie nadeszła. Pary korzystające z konsultacji w gabinecie uśmiechały się. Znajomi podczas spotkań online, zwykle dalecy od demonstracji uczuć, trzymali się za ręce. Mechanizm wydawał się prosty. Partnerzy (zazwyczaj mężowie) już nie spędzali w pracy po kilkanaście godzin dziennie. Wrócili – dosłownie, bo fizycznie – do swoich domów i rodzin. W odpowiedzi partnerki stały się bardziej otwarte na seks. A im częściej on był w domu, tym bardziej ona miała ochotę na seks. Im więcej zaś mieli seksu, tym bardziej on miał ochotę być w domu. Proste? Zbyt proste, by mogło trwać. Gdzieś w okolicy drugiej fali pandemii zaczęła wzbierać inna fala – telefonów z prośbą o konsultację pary.

Para zmieszana

Upragniona bliskość w parze powoli stawała się przekleństwem. Seks przestał smakować, przybywało konfliktów o drobiazgi, a narastające napięcie odreagowywano na partnerze lub dzieciach. Zabrakło przestrzeni, której para – obok bliskości – potrzebuje jak tlenu. Przestrzeni oznaczającej możność zachowania indywidualnych granic, granic własnego „ja” w bliskiej relacji. A przecież nawet w tej najbliższej, jak pisze Patrick Casement w książce O uczeniu się od pacjenta – ciąg dalszy, „możliwa jest całkowita swoboda myślenia, odczuwania, wyrażania siebie oraz bycia wszystkim, co przynależy do naszego autonomicznego bytu”.
Do zachowania odrębności i autonomii partnerów potrzebna jest też przestrzeń fizyczna, możliwość oddalenia się. W normalnych warunkach tę przestrzeń nieustannie tracimy i odzyskujemy w codziennych wyjściach i powrotach, ale w ciasnych mieszkaniach zamienionych w biura i szkoły stało się to niemożliwe. W ciągłym przebywaniu razem dochodzi do zakłócenia wzajemnych granic. Nie można ani na chwilę uwolnić się od oczekiwań czy roszczeń partnera. Narasta poczucie zmieszania się z drugą osobą, a wtedy trudno się jej sprzeciwić lub choćby pomyśleć, na które jego/jej potrzeby mogę i chcę odpowiedzieć.
Na takie zmieszanie w parze narażeni są szczególnie ci, którzy doświadczyli czegoś podobnego w rodzinie: mieli kontrolujących, intruzywnych rodziców, którzy ciągle naruszali ich osobistą przestrzeń, wchodzili bez pukania do ich pokoju, próbowali kierować ich życiem. Teraz na skutek ciągłego przebywania z partnerem regresują się. Mają poczucie utraty siebie, nawet jeśli partner daleki jest od kontrolowania ich czy intruzji.
Wiele osób zaczęło szukać sposobów, by odzyskać swą indywidualność i uniknąć poczucia zlania się z partnerem. Niektórzy próbują zaznaczyć swoje granice poprzez agresywną wymianę zdań i odrzucanie wszystkiego, co partner proponuje. Reagują jak dwulatek, który buntując się i na wszystko mówiąc: „Nie!”, daje do zrozumienia: „Nie jestem tobą”. Inni próbują odzyskać przestrzeń psychiczną przez fizyczną separację. Pacjenci podczas sesji mówili mi: „Wie pan, biorę samochód i jadę przed siebie, nie wiadomo dokąd”. Zaczęły się wyprowadzki do znajomych, w pokojach pojawiły się zamki. Byle dalej, byle fizycznie odgrodzić się od partnera.

Ten trzeci w raju

Niestety próby chronienia osobistych granic poprzez fizyczne oddalenie nie zawsze działają – chodzi wszak o przestrzeń psychiczną. Donald Winnicott, brytyjski psychoanalityk dziecięcy, wprowadził pojęcie „przestrzeni przejściowej”, czyli czegoś pomiędzy matką a czekającym na nią niemowlęciem – między jej realną obecnością z zapachem i ciepłem karmiącej piersi a tym wszystkim, co dzieje się w umyśle niemowlęcia, gdy wyobraża sobie jej zaspokajającą obecność.
Ta przestrzeń pomiędzy realnością a fantazją pozwala też zrozumieć, co się dzieje w parze. Rozłąka między partnerami przynosi doświadczenie braku, a ten może być wypełniony wspomnieniem czy wyobrażeniem. Pojawiają się fantazje o bliskiej osobie, także te seksualne, bez których seks staje się tylko rozładowaniem. Odzyskujemy własne uczucia – możemy tęsknić za partnerem i zakochiwać się w nim na nowo. Bez chwilowej rozłąki nie jest to możliwe. Psychiczna przestrzeń przejściowa pary obumiera.
Wraz z rozwojem pary jej przestrzeń przejściowa jest zazwyczaj wypełniana fantazjami o dziecku. Gdy para cały czas jest bardzo blisko, traci swoją przestrzeń i nawet nie dostrzega tego. Wpuszczenie „tego trzeciego” do ich małego raju może budzić dużo lęku i uruchamiać nieświadome reakcje, zapobiegające poczęciu dziecka, choć na świadomym poziomie para deklaruje chęć zostania rodzicami.

POLECAMY

Tajne paso doble

Ludzie dobierają się w pary nieprzypadkowo. Zakochaniu się, poza miłością, towarzyszy bezwiedna nadzieja, że partner uleczy nasze dziecięce deficyty i rany. Osoby, którym rodzice dali za mało miłości i troski, nie dość akceptacji, za mało albo za dużo kontroli, wchodzą w życie z niezaspokojonymi potrzebami jak z otwartą raną. Aż któregoś dnia spotykają osobę, która – jak im się wydaje – jest w stanie ich uleczyć i dać wszystko, czego kiedyś nie dostali. Przyciąga ich ktoś o biegunowo odmiennych potrzebach. Osoba zależna i szukająca bezpieczeństwa przyciąga kogoś, kto będzie je zapewniał, ale kosztem rezygnacji z autonomii. Osoba spragniona podziwu znajduje podziwiającego, a wątpiący w swą męskość – stuprocentową kobietę.
Rozpoczyna się wtedy w relacji nieświadoma gra, której przyczyną jest nierozwiązany wewnętrzny konflikt, poczucie niezaspokojenia. Szwajcarski terapeuta par Jürg Willi nazywa tę bezwiedną grę koluzją. Choć różne potrzeby tkwią u jej podłoża – potrzeba opieki, podziwu, władzy czy zależności – to we wszystkich takich związkach powtarza się pewien schemat (patrz ramka). Znamy zapewne pary, które określilibyśmy jako związek ojca z córką (lub matki z synem), albo związki, w których partner kontroluje każdy krok drugiej strony. Ta natomiast wydaje się jego przeciwieństwem, a tak naprawdę chodzi o spolaryzowane warianty tego samego konfliktu, tej samej niezaspokojonej potrzeby. Doświadczają jej oboje partnerzy, choć w różny sposób ją wyrażają – jeden w sposób aktywny, drugi w pasywny. Przyjrzyjmy się na przykład potrzebie opieki – aktywne jej wyrażanie to dawanie opieki, pasywne to jej branie. W efekcie tworzy się para „rodzica” (opiekuna) i „dziecka” (zaopiekowanego). Podobnie podziwiająca odnajduje podziwianego, władca swoją poddaną. Nie ma w tym nic złego, dopóki role są elastyczne, „rodzic” czasami może się zregresować i stać się „dzieckiem”, „poddany” przez chwilę porządzić, a podziwiająca osoba zaznać nieco podziwu. Wprawdzie w koluzyjnych związkach nierzadko dochodzi do kłótni, ale bywają one trwałe. Jeśli zaś partnerzy utkną w sztywnym podziale ról, co do niedawna było usankcjonowane społecznie, układ nadal może działać, ale taka para jest bardziej podatna na ciosy zadawane przez rzeczywistość, np. przez pandemię. Koluzyjny układ może się wtedy załamać.
 

SŁOWNIK

Koluzja – uwikłanie obojga partnerów w nieświadomą grę, w której bezwiednie przenoszą na drugą osobę własne, nierozwiązane w dzieciństwie konflikty. Tworząc związek, mają nadzieję, że partner zaspokoi to, czego kiedyś nie dostali.
Koluzja narcystyczna (jedności) – wynika z niezaspokojonej potrzeby bezwarunkowej akceptacji i poczucia bycia kimś ważnym, przejawia się niskim poczuciem własnej wartości. Jeden z partnerów pragnie podziwu i akceptacji, drugi identyfikuje się z jego wyidealizowanym „ja”, by w ten sposób dowartościować siebie.
Koluzja oralna (opieki) – wynika z niezaspokojonej potr...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy