Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

27 września 2017

Miłość bez przemocy

27

Wspólne życie niejednej pary zaczyna się od sielanki, a z czasem przeobraża się w dramat ofiary i kata. Dlaczego w przestrzeń miłości wkrada się przemoc? Jak do niej nie dopuścić?

Przemek i Marta poznali się na imieninach znajomego. Spojrzeli sobie głęboko w oczy i od razu byli pewni, że łączy ich coś ważnego. Zaczęli się spotykać. Ona lubiła słuchać, więc Przemek mógł swobodnie mówić, do końca wyrażać swoje zdanie. Był zachwycony, bo dotąd nie miał takiej przestrzeni ani w domu rodzinnym, ani w innych relacjach z kobietami. Marta cieszyła się, że Przemek w jej towarzystwie czuje się doceniony, zaakceptowany, spełniony. Była przekonana, że taka jest rola kobiety. On też przy niej czuł się mężczyzną – był sobą, przewodził, prowadził ją za rękę, a ona poddawała się temu z pełną akceptacją. Po kilku miesiącach idylli podjęli decyzję o ślubie. W prezencie od rodziców Przemka dostali mieszkanie. Marta chciała je urządzić za własne oszczędności, ale zanim cokolwiek zaproponowała, Przemek już wszystko zaplanował i przygotował jej niespodziankę – gotowe gniazdko, wyposażone we wszystko, co potrzebne młodej parze. Marcie nie podobał się styl mebli ani kolorystyka. Uznała jednak, że dostaje tak dużo od Przemka i jego rodziny, że powinna im okazać wdzięczność i pominąć te drobiazgi.

Najważniejsze było dla Marty to, że są zakochani, jest im ze sobą dobrze. Wprawdzie czasem myślała o tym, że chciałaby choć raz mieć wpływ na decyzje dotyczące ich obojga – spędzania wolnego czasu, prezentu dla rodziców, wyjazdu na urlop – ale za każdym razem, gdy Przemek informował ją, że już wszystko załatwił, rezygnowała z wyrażenia swojego zdania. Czasem chciała podzielić się z mężem refleksjami na temat książki, którą czyta, czy filmu, który obejrzała, ale zanim cokolwiek powiedziała, Przemek krytykował ją za to, że „skupia się na czymś nieistotnym” i radził, co mogłaby zrobić konstruktywnego w tym czasie. Gdy raz czy drugi chciała go przekonać, że wybiera ciekawe pozycje, ze złością w oczach powiedział, że jest zmęczony, gdyż pracuje ciężko, aby jej było dobrze, więc chce w domu odpocząć, a nie słuchać jej wydumanych przemyśleń. Na łzy Marty zareagował wtedy jeszcze większą irytacją – polecił jej wyjść do drugiego pokoju i zapanować nad emocjami. I zażądał, aby na przyszłość dobrze zastanowiła się, o czym chce z nim rozmawiać, zanim coś powie. Był to pierwszy bolesny kryzys w ich związku – rok po ślubie.

Potem pojawiły się następne różnice zdań, dotyczące ważniejszych kwestii: ona pragnęła dziecka, on najpierw chciał dojść do stanowiska dyrektora w spółce. Ten konflikt wywołał też problemy w ich pożyciu seksualnym – Przemek żądał od żony stuprocentowego zabezpieczenia się przed ciążą, i groził, że gdy wbrew jego woli zachce się jej dziecka, to będzie je wychowywać sama, i nie będzie miała szans powrotu do małżeństwa. Marta coraz mniej miała ochotę na bliskość z mężem, a gdy odmawiała współżycia – egzekwował je siłą. Coraz częściej w silnych emocjach szarpali się, czasem Marta miała siniaki na rękach i ciele. Potem on zaczął oskarżać Martę, że odmawia seksu pewnie dlatego, że ma innego partnera. Sprawdzał jej telefon, pocztę elektroniczną, torebkę, garderobę, krzycząc przy tym i poniżając Martę. Gdy nie znalazł dowodów na rzekomy romans żony – wynajął prywatnego detektywa. Gdy i to nie poskutkowało, zabronił jej wychodzić z domu. Marta, skrajnie wyczerpana, przestała rozmawiać z mężem i widywać się z kimkolwiek.

Gdyby nie przeczucia jej przyjaciółki, Ewy, zaniepokojonej wycofaniem i apatią Marty, pewnie samej trudno byłoby jej poszukać pomocy. Ewa pierwsza zaczęła pytać, co się dzieje. Marta mogła otworzyć się i wypłakać. Przyjaciółka umówiła ją na spotkanie z mediatorem, któremu Marta mogła przedstawić swoją sytuację i zastanowić się, czy mediacja jest odpowiednią dla niej na ten moment formą pomocy. W rezultacie okazało się, że zanim Marta podejmie jakiekolwiek rozmowy z mężem, potrzebuje najpierw pracy indywidualnej, aby wzmocnić swoją siłę i nauczyć się bez lęku i obaw wyrażać siebie. Tak zaczęła się droga powrotu Marty do samej siebie, którą w małżeństwie z Przemkiem całkowicie zagubiła.
Podobny scenariusz powtarza się w wielu związkach.

Ty krzyczysz, ja się chowam

Każdy związek zaczyna się nadziejami na szczęśliwe wspólne życie. Początkowo tym oczekiwaniom, marzeniom i pragnieniom podporządkowane są gesty, słowa, zachowania, działania obojga zakochanych. Trudno jest wtedy zauważyć to, co już wówczas objawia się jako „pułapka” i będzie powtarzać się w późniejszej fazie związku. Marta lubiła słuchać, więc nie widziała zagrożenia w tym, że Przemek głównie mówił, a ona nie wyrażała siebie. Nie wzbudziło jej podejrzeń także to, że Przemek nie uwzględniał jej zdania, działał jedynie w oparciu o to, co sam uważał za mądre, słuszne. Tymczasem przekonanie o własnej nieomylności jest jednym z czynników blokujących kontakt, dialog i rozwój związku. Gdy dwie osoby tak funkcjonują, w kłótniach wygrywa silniejszy albo spory eskalują i nie znajdują rozwiązań.

Jeszcze inaczej może to wyglądać w związkach, w których nierównowaga jest od początku – jednemu z partnerów wydaje się, że ma absolutną rację i próbuje przekonywać do niej drugą stronę, która jest pasywna w wyrażaniu siebie i unika konfliktów. Prowadzi to do nieustannego powielania schematu dominacji i uległości, gdzie strona dominująca zaprzestaje słuchania, a dostosowująca się – wyrażania własnego zdania i potrzeb. Kto uważa, że ma rację, ten jest czegoś pewien, a tym samym tłumi własną ciekawość. Kto jest przekonany, że nie ma nic do powiedzenia, że jego zdanie nic nie jest warte, albo obawia się, że wyrażanie siebie spowoduje odrzucenie, tym samym tłumi własną ekspresję twórczą, jak też zamyka partnerowi drogę do poznawania go.

Tak zostaje zaburzona dynamika związku – zanikają w nim ciekawość i zdumienie, które są podstawą wszelkiego uczenia się, wzrostu, rozwoju. Gdy te schematy polaryzują się – ugruntowuje się głęboka nierównowaga, prowadząca do przemocy. Głęboko niezaspokojone potrzeby bliskości, kontaktu, rozwoju, wzajemności, współpracy zaczynają domagać się – jak wielki głód – zauważenia i zaspokojenia. Wzmagają się coraz gwałtowniejsze reakcje, pełne złości, gniewu, objawiające się agresją wobec partnera. Ten z kolei – z lęku przed odtrąceniem – nadal próbuje ratować związek sposobami, które są mu znane, czyli poprzez dostosowywanie się, uległość, pasywność.

Ty się zmień!

Marcin kupił okazyjnie meble do pokoju córki. Z radością przywiózł je do domu, ale żona od progu skrytykowała go: „Jak zwykle zrobiłeś coś bez namysłu. To przecież niefunkcjonalne i mało estetyczne. I czy ty masz w ogóle odrobinę gustu?”. Zdziwiony i poirytowany Marcin odpowiedział, że przecież córka nadal ma rzeczy w kartonach, choć od przeprowadzki minęło pół roku. „Ale jeśli meble ci się nie podobają, odwiozę je zaraz i wtedy ty kupisz co...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy