Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

19 sierpnia 2022

NR 9 (Wrzesień 2022)

Między normą a zaburzeniem

0 150

O tym, jak cieszyć się seksem, z profesorem Zbigniewem Lwem-Starowiczem rozmawia Zuzanna Piechowicz

Popęd płciowy jest podstawowym popędem, dzięki niemu istniejemy. Seks zaś jest jedną z największych przyjemności w życiu, w dodatku za darmo. Co więcej, sprzyja długowieczności. Cieszmy się nim, zamiast się katować.

Zuzanna Piechowicz: Kto i w jaki sposób wyznacza granicę między normą a zaburzeniem? 
Zbigniew Lew-Starowicz
: W Polsce, podobnie jak prawie na całym świecie, specjaliści są zobowiązani stosować klasyfikację Światowej Organizacji Zdrowia, zwaną ICD-10. Trwają prace nad opracowaniem jej nowej wersji (patrz ramka), co pokazuje, że zmienia się wiedza o zaburzeniach, a także o normach. Póki co w gabinetach opieramy się na klasyfikacji ICD-10. 

POLECAMY

Na czym polega rozpoznanie zaburzenia?
Mamy dokumentację objawów u osoby, a zestawom tych objawów przypisane są nazwy zaburzeń i numery. Przychodzi pacjent z zaburzeniami erekcji albo ma problemy w związkach partnerskich, doświadczył przemocy lub nie może osiągnąć orgazmu – na to wszystko są odpowiednie numery, czyli kryteria medyczne. Jeśli czegoś nie ma w dotychczasowej wersji ICD, to nie można mówić o patologii. Dochodzi do paradoksu. W Polsce powszechnie jest rozpoznawane uzależnienie od seksu, którego ta klasyfikacja nie uwzględnia. Co robi terapeuta? Jeśli jest to ewidentne uzależnienie od seksu, to podciąga je pod zaburzenia kompulsywne. Inni klasyfikują to jako nadmierny popęd seksualny. To już, moim zdaniem, mniej pasuje do opisu tego zaburzenia. 
 


Normy medyczne to jedna kategoria norm. Ale są też inne.
Każda para, każdy związek ma swoją normę. Weźmy przykład. Para żyje w związku otwartym. Wymieniają partnerów, czasami uprawiają seks w trójkę z inną osobą. To jest ich norma partnerska. Dla innego związku byłaby to zdrada, patologia. Świat norm partnerskich jest niezwykle istotny. 

Są również normy prawne. 
I mogą być rozbieżne z normami klinicznymi. Jak wiemy, pedofilia to zainteresowanie seksualne ciałem dziecka będącego przed okresem dojrzewania. Wiek zgody, czyli ten, w którym osoba może świadomie wyrazić zgodę na udział w czynnościach seksualnych, wynosi w Polsce piętnaście lat. Jeśli jednak dziewczynka ma opóźnione dojrzewanie i w wieku szesnastu lat jeszcze nie miesiączkuje, to sprawca nie odpowiada za swoje czyny. Z kolei jeśli czternastolatka szybko dojrzała i wygląda na dwadzieścia pięć lat, to sprawca już odpowiada. Rzadko mówi się także o hebefilii, czyli pociągu seksualnym do młodych kobiet i mężczyzn w bardzo wczesnym okresie dojrzewania. Chodzi o wiek od trzynastego do osiemnastego roku życia. Nikogo nie zaskakuje fakt, że można mieć zainteresowanie młodymi kobietami i mężczyznami. Jednak osoby chcące uprawiać zawód psychoseksuologa muszą znać rozbieżności między normami prawnymi i klinicznymi. 

Uważa pan, że ta norma prawna powinna się zmienić? 
Stanowczo nie. Środowiska pedofilów domagają się, aby uznać ich za kolejną orientację. Aż taki tolerancyjny nie jestem. Pedofilia jest zaburzeniem i wiemy, jak dramatyczne są jej konsekwencje. Myślę jednak, że powinno być większe zróżnicowanie. W wypadku hebefilii nie powinno się wymierzać najwyższego wymiaru kary. Co nie zmienia faktu, że za każdym razem powinno się karać czynności seksualne z osobą poniżej piętnastego roku życia. 

Wtedy większa odpowiedzialność spoczywa na specjalistach, biegłych, którzy oceniają, czy mamy do czynienia z pedofilią, czy z hebefilią. 
Tak. Dużym wyzwaniem jest leczenie. W warszawskim Szpitalu Orłowskiego mam pod opieką teraz sześciu pedofilów. Przyjeżdżają z różnych części Polski. Placówki laboratoryjne, które ich leczą, powinny być jednak w każdym województwie. 

Są również osoby, które są nieaktywnymi pedofilami. Mają to zaburzenie, ale nie złamali jeszcze prawa. Zdarzają się panu tacy pacjenci?
Tak, i to wcale nierzadko. Wielu terapeutów ma bardzo negatywny stosunek do tych osób. Niektórzy nie są w stanie z tymi pacjentami pracować. 

A pan jaki ma do nich stosunek?
Jestem terapeutą. Nie żywię negatywnych emocji, bo nie mógłbym wykonywać tego zawodu. Jednak nie zmuszę nikogo do kontaktu, który wywołuje tak silne emocje. Trzeba mieć predyspozycje, aby być terapeutą pedofilów. I nie chodzi o tolerancję, to za mało. Trzeba zaakceptować pacjenta i szczerze chcieć mu pomóc. 

Lęk przed oceną często powstrzymuje przed wizytą u seksuologa. 
Terapeuta nie może oceniać. 

Pedofila może, a innych nie?
Nikogo nie powinien oceniać. 

Czyli osoby, które nie są w stanie pracować z pedofilami, nie powinny być terapeutami?
Tak uważam. Najważniejszym, najskuteczniejszym sposobem leczenia pedofilów jest wykształcenie w nich empatii do swoich ofiar. Ostatnio badaliśmy w naszym ośrodku człowieka, który twierdził, że oskarżenia wobec niego są sposobem, aby pozbawić go prawa do mieszkania. Nie przyjmuje do wiadomości, że jego siostrzenica jest psychicznie roztrzęsiona, ma syndrom stresu pourazowego. Zupełnie tego nie widzi. Uważa, że ona także jest częścią spisku. Jeśli zrozumie, co zrobił i wytworzy się w nim empatia wobec niej, to osiągniemy po części sukces terapeutyczny. 

Czy pedofila da się wyleczyć?
Mamy trzy kryteria wyleczenia pedofila. Pierwsze, które najbardziej interesuje społeczeństwo, sądy, policję, to brak recydywy. Popełnił przestępstwo, ale do końca życia go nie powtórzy. Drugie kryterium to – poza brakiem recydywy – stworzenie społecznie akceptowanego związku z dorosłą osobą, kobietą lub mężczyzną. Czyli udany seks, udana relacja. Najwyższa półka zaś to brak myśli o czynach pedofilskich. Takiej osoby nie interesują dzieci, nie ogląda się za nimi, nie reaguje na pornografię. Całkiem przestawiła się ona na dorosłe relacje. 

To osiągalne? 
Tak. Miałem takich pacjentów, choć jest to najtrudniejsze do osiągnięcia. Ważne też, by nie odbierać tym ludziom nadziei. I nie pozbawiać jej ich partnerów. Jeśli powie się, że to nie jest do wyleczenia, to partner czy partnerka zawsze już będą czujni. O, patrzy na dzieci idące do szkoły? Za długo bawi się z siostrzeńcem? Jak żyć w takim napięciu? Jak mieć z taką osobą dzieci?

Mówi pan o mężczyznach. A co z kobiecą pedofilią?
Tu mamy dylemat. Po pierwsze: o wiele rzadziej jest zgłaszana. Pewne zachowania kobiet traktowane są jako czułość, bez podtekstu erotycznego. Po drugie, istnieją metody diagnostyczne dla mężczyzn, z kobietami jest dużo gorzej. Chociaż podstawową metodą zawsze pozostaje wywiad. Po trzecie, brak jest standardów terapeutycznych w wypadku kobiet. Zaczyna się o tym mówić. Są pewne ogólne sugestie, co taki standard powinien obejmować. Na przykład dla kobiet o wiele ważniejsza jest sieć relacji, wsparcie społeczne. 

Nie tylko kobieca pedofilia jest tematem, o którym zaczęto mówić. ICD-11 w zakresie zdrowia seksualnego wprowadza dużo zmian w porównaniu z poprzednią wersją. Wyraźnie widać, jak przesunęła się granica między normą a zaburzeniem. 
Nie ulega wątpliwości. W ICD-11 jest zupełnie nowy rozdział Problemy związane ze zdrowiem seksualnym. I nie chodzi o patologizację czy medykalizację. Świat patologii się kurczy. Dam przykład: z klasyfikacji znika transseksualizm. Będzie niezgodność płci. 

To brzmi zupełnie inaczej. Transseksualizm do niedawna był klasyfikowany jako choroba. 
Tak, w ICD-10 ma swój numer. A jak jest choroba, to trzeba ją leczyć. Niezgodność płci to problem związany ze zdrowiem seksualnym. I można go różnie rozwiązać. Można zrobić korektę płci albo tylko częściowo. Niektórym wystarcza odpowiednia terapia hormonalna. To jest rewolucja, jeśli chodzi o świat norm seksualnych. Cieszę się, że to idzie w tę stronę.

Co zaś wzbudza pana niepokój? 
Wyobraźmy sobie, że Jaś mówi, że od dzisiaj jest Elżbietką i tak mamy go od teraz traktować. Jaś ma do tego prawo. Ale mówimy: OK, udowodnij nam, że jesteś Elżbietką. Jeśli Elżbietka jest z nami przez kilka tygodni i jest konsekwentna, to wkracza opieka nad osobami transpłciowymi przed okresem dojrzewania. Udzielamy wsparcia zarówno dziecku, jak i jego rodzicom. U niektórych to mija – podobnie jak pasje, zainteresowania. U niektórych się utrwala i wtedy rusza maszyna farmakologiczna, a w razie potrzeby chirurgia. 

To także element normalizacji. Nie wpadamy w panikę, tylko traktujemy to jak normalną część rzeczywistości. 
Tak, chodzi o to, aby traktować to poważnie, ale nie robić z tego dramatu. 

Rozmawiamy o normie. A kiedy mamy do czynienia z zaburzeniem?
Według nowej klasyfikacji ICD-11 zaburzeniem są zachowania wiążące się z zagrożeniem zdrowia i życia. Weźmy jako przykład sadomasochizm. Załóżmy, że zgłosiła się do mnie osoba, która ma zachowania sadystyczne. Przyznać jej numerek statystyczny czy nie? W ICD-10 to oczywiste: dajemy, aby móc rozpoznać sadyzm. Jednak sadomasochizm bardzo upowszechnił się w kulturze masowej. Statystyki mówią o wysokich wskaźnikach ludzi w średnim wieku mających doświadczenia BDSM. Gdzie więc tu problem? Tu kluczowe jest nowe kryterium, czyli ustalenie, czy mamy do czynien...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy