Matka swojej dorastającej córki

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

Jak zadbać o dobrą relację i zdrowe granice w trudnym okresie, kiedy córka staje się kobietą?

Kiedy trzymamy w ramionach nasze nowo narodzone dziecko, w pełni od nas zależne, mamy niekiedy poczucie, że to będzie trwać wiecznie. Karmimy niemowlę, tulimy je, zmieniamy pieluchy. Dni stają się podobne do siebie, wypełnione rutynowymi czynnościami. Nierzadko pojawia się przygnębienie. Mamy wrażenie, że ta opieka nigdy się nie skończy. Patrzymy na dzieci znajomych, które już są w szkole albo na studiach, i myślimy sobie – kiedy z naszym dzieckiem tak będzie? Ta perspektywa wydaje się tak odległa, że aż nierealna. 
A zarazem, będąc blisko dziecka, towarzysząc mu dzień po dniu, często nie dostrzegamy, jak się zmienia. Patrzymy na córkę: jeszcze wczoraj była małą dziewczynką, a dziś to już kobieta. Kiedy to się stało? Czy poradzi sobie w życiu? Jaka w tym jest nasza rola?

POLECAMY

Chłonna jak gąbka 

Każda relacja w rodzinie jest ważna i niepowtarzalna, ale bez wątpienia ta między matką a córką jest wyjątkowa. Jako matka jesteśmy dla córki najbardziej dostępnym i najważniejszym wzorcem zachowań. Czy chcemy, czy nie, kształtujemy jej sposób postrzegania siebie i innych ludzi. Pokazujemy, co to znaczy być kobietą i jak radzić sobie w relacji z innymi. W sposób naturalny i często niepodlegający świadomej kontroli córki chłoną jak gąbka nasze zachowania, postawy, przekonania. I nawet jeśli w przyszłości się z nimi nie zgadzają, a nawet wobec nich się buntują, to zdarza się, że mimowolnie i bezrefleksyjnie nasze zachowania powielają w swoim życiu. 
Wpływ matki na przebieg rozwoju tożsamości i osobowości córki dokonuje się na dwóch płaszczyznach: jawnej i ukrytej. Na poziomie jawnym komunikujemy córce nasze przekonania i postawy dotyczące różnych kwestii – choć same czasem w nie tak naprawdę nie do końca wierzymy lub się do nich nie stosujemy. Trzymamy się wówczas warstwy tak zwanego „ja powinnościowego”, które odnosi się do przekonań, jaką osobą powinnyśmy być z uwagi na oczekiwania rodziny, społeczeństwa czy znajomych (patrz ramka s. 89). Na przykład mówimy, żeby córka ograniczyła czas spędzany przed smartfonem lub wzięła się za ćwiczenia fizyczne, choć same nigdzie się bez telefonu nie ruszamy, a z ćwiczeń najchętniej uprawiamy „kanapowanie”. Córki szybko orientują się w naszej hipokryzji i wytykają brak konsekwencji. Taka sytuacja obala nasz wyidealizowany wizerunek w oczach dziecka. Najgorsze, co możemy wtedy zrobić, to zaprzeczać niespójności i z pozycji niepodlegającego krytyce autorytetu wygłaszać stwierdzenia w stylu: „co ty wiesz o życiu”, „dorośniesz, to zobaczysz” albo „co wolno wojewodzie…”. Odsłonięcie się natomiast przed córką i przed samą sobą może być okazją do rozwoju i przemiany. Warto zastanowić się nad źródłem rozbieżności między tym, co deklarujemy, a tym, co rzeczywiście w życiu robimy i jak postępujemy. Może to przyczynić się nie tylko do większej autentyczności i bliskości w relacji z córką, ale także do głębszej relacji z samą sobą – z wyobrażeniem, jaką kobietą, matką i osobą chciałabym być, czyli do większej zgodności z naszym „ja idealnym”.

Niejawne wpływy 

Obok jawnie deklarowanych wobec córki oczekiwań i przekonań pozostaje szeroki obszar wpływu ukrytego, nieujawnianego wprost. Od niego zależy, w jaki sposób nasza córka postrzegać będzie własne ciało, czy dobrze się będzie w nim czuć jako kobieta, jak będzie wchodzić w relacje romantyczne oraz czym dla niej będą osiągnięcia...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy