Masz skrzydła. Naucz się ich używać i leć. Czy umiem stawać po swojej stronie?

Na temat

Jeśli nie będziemy kochać samych siebie, nie będziemy również potrafili obdarzyć miłością innych. Jak tego dokonać? Jak nauczyć się miłości i czułości wobec siebie?

„Odczep się od samego siebie” – tak brzmi jedna z najbardziej pomocnych rad, których moglibyśmy udzielić sobie sami. Czy nie zdarza się bowiem, że w duchu wypowiadamy do siebie słowa, których nigdy nie powiedzielibyśmy, zwracając się do innych ludzi? Nie ma takiej surowej krytyki, tak bezwzględnego potępienia, bezlitosnych i prześmiewczych słów, jak te, których używamy sami wobec siebie. Czy nie jest tak, że nasz wewnętrzny krytyk jak gończy pies tropi każdy nasz błąd i dopada bezlitośnie? 

POLECAMY

Bezlitosny pies gończy

Jego ujadanie słyszymy szczególnie w tych chwilach, kiedy jesteśmy najbardziej zranieni i bezbronni – gdy popełniliśmy błąd, który ma przykre konsekwencje, albo zostaliśmy opuszczeni przez kogoś, komu ufaliśmy, albo odnieśliśmy porażkę w czymś, co było dla nas ważne. Czy potrafimy wtedy z miłością i szacunkiem przyjąć i ukoić nasz ból? Stanąć po swojej stronie i współczuć sobie? Czy raczej czujemy się wtedy jak starożytni gladiatorzy wystawieni na kły i pazury dzikich zwierząt na arenie, z której nie ma ucieczki?
A przecież, jak pisze Rumi, poeta i mistyk perski żyjący w XIII w.: „Urodziłeś się, mając skrzydła / Dlaczego chcesz spędzać życie, pełzając? / Masz skrzydła? Naucz się ich używać i leć”.
Użyj skrzydeł, leć… Łatwo powiedzieć. Za każdym razem, kiedy przebywam w towarzystwie obcokrajowców, po pewnym czasie uderza mnie ta sama myśl: jacy oni są swobodni, pogodzeni ze sobą, życzliwi wobec siebie. Nie wstydzą się fałszować, kiedy śpiewamy karaoke, ani też powiedzieć o gafie, którą popełnili i śmiać się z niej razem z innymi. Zauważyłam też, że bardzo łatwo jest mnie zawstydzić, nawet gdy nikt mnie wprost nie krytykuje. Dlaczego?

Dobre wychowanie, czyli zwracając się przeciw sobie

Dobre wychowanie wciąż polega na zaszczepianiu przez rodziców i szkołę krytycznej zdolności do analizowania własnych potknięć i błędów, a także niekończących się wymagań wobec siebie. Czy to źle? Wydaje się, że tym, którzy tak zostali wychowani, powinno żyć się łatwiej. Samokrytyczni i wymagający wobec siebie są bardziej skłonni do tego, żeby naprawiać własne błędy i uczyć się na nich. Jednak rzadko kiedy wychowując dzieci, wymagając od nich albo krytykując je czy zawstydzając, myślimy o tym, że w ten sposób uczymy swoje dziecko także tego, kim ono jest i jak powinno traktować samo siebie. I że ta pobierana właśnie lekcja zostanie zapamiętana i uwewnętrzniona na zawsze. To, że nasze dziecko nie potrafi posprzątać po sobie czy ładnie jeść przy stole, zwykle mija, ale uczucia, jakie wtedy w nim powstają, i przekonania na własny temat potrafią przetrwać dekady i skutecznie niszczyć mu życie. 
Żeby poradzić sobie z uczuciami do rodzica w reakcji na raniące je słowa, dziecko musi uruchomić mechanizmy obronne, które budują jego wewnętrzny świat i stale odtwarzają się w relacjach z innymi. Te mechanizmy zaczynają działać jak samonapędzający się proces. Tworzą system tzw. obron charakteru, z którymi jesteśmy bardzo zidentyfikowani i które odtwarzamy w niezmienionej postaci w różnych relacjach. Dzieje się tak dlatego, że traktujemy siebie tak, jak byliśmy traktowani, a także dlatego, że spodziewamy się podobnego traktowania ze strony innych, a czasem wręcz prowokujemy ich do tego. W ten sposób stale doświadczamy tych samych bolesnych uczuć, jakie pojawiały się, kiedy dochodziło do naruszania lub zerwania więzi z naszymi pierwszymi opiekunami. Miłość do nich i zależność od nich powodowała, że musieliśmy odgrodzić się od naszych bolesnych uczuć i złości w reakcji na nie. Musieliśmy zwrócić się przeciwko sobie, by ocalić więź z naszymi bliskimi.
W gruncie rzeczy wielu z nas, dorastając w tzw. dobrych domach, uczy się mniej lub bardziej pogardliwego stosunku do siebie. Uczymy się, że nasze potrzeby nie są ważne, bo zawsze jest ktoś, komu powinniśmy ustąpić. Uczymy się żyć, prawie nie oddychając, żeby przypadkiem nie sprawić komuś kłopotu. Bez względu jednak na to, z jakim bagażem podobnych doświadczeń weszliśmy w dorosłe życie, naszym zadaniem jest uporać się z nim. Mamy jedno życie, aby nauczyć się kochać, czyli z miłością i czułością obejmować to kruche istnienie, którym jesteśmy, tak byśmy byli w stanie kochać innych. Tylko wtedy jesteśmy naprawdę gotowi coś dać innym. Cała reszta nie jest niczym więcej jak udawaniem. Nie możemy siebie oszukiwać, że będziemy w stanie kochać innych, podczas gd...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy