Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

1 grudnia 2021

NR 12 (Grudzień 2021)

Masz skrzydła. Naucz się ich używać i leć. Czy umiem stawać po swojej stronie?

0 367

Jeśli nie będziemy kochać samych siebie, nie będziemy również potrafili obdarzyć miłością innych. Jak tego dokonać? Jak nauczyć się miłości i czułości wobec siebie?

„Odczep się od samego siebie” – tak brzmi jedna z najbardziej pomocnych rad, których moglibyśmy udzielić sobie sami. Czy nie zdarza się bowiem, że w duchu wypowiadamy do siebie słowa, których nigdy nie powiedzielibyśmy, zwracając się do innych ludzi? Nie ma takiej surowej krytyki, tak bezwzględnego potępienia, bezlitosnych i prześmiewczych słów, jak te, których używamy sami wobec siebie. Czy nie jest tak, że nasz wewnętrzny krytyk jak gończy pies tropi każdy nasz błąd i dopada bezlitośnie? 

Bezlitosny pies gończy

Jego ujadanie słyszymy szczególnie w tych chwilach, kiedy jesteśmy najbardziej zranieni i bezbronni – gdy popełniliśmy błąd, który ma przykre konsekwencje, albo zostaliśmy opuszczeni przez kogoś, komu ufaliśmy, albo odnieśliśmy porażkę w czymś, co było dla nas ważne. Czy potrafimy wtedy z miłością i szacunkiem przyjąć i ukoić nasz ból? Stanąć po swojej stronie i współczuć sobie? Czy raczej czujemy się wtedy jak starożytni gladiatorzy wystawieni na kły i pazury dzikich zwierząt na arenie, z której nie ma ucieczki?
A przecież, jak pisze Rumi, poeta i mistyk perski żyjący w XIII w.: „Urodziłeś się, mając skrzydła / Dlaczego chcesz spędzać życie, pełzając? / Masz skrzydła? Naucz się ich używać i leć”.
Użyj skrzydeł, leć… Łatwo powiedzieć. Za każdym razem, kiedy przebywam w towarzystwie obcokrajowców, po pewnym czasie uderza mnie ta sama myśl: jacy oni są swobodni, pogodzeni ze sobą, życzliwi wobec siebie. Nie wstydzą się fałszować, kiedy śpiewamy karaoke, ani też powiedzieć o gafie, którą popełnili i śmiać się z niej razem z innymi. Zauważyłam też, że bardzo łatwo jest mnie zawstydzić, nawet gdy nikt mnie wprost nie krytykuje. Dlaczego?

POLECAMY

Dobre wychowanie, czyli zwracając się przeciw sobie

Dobre wychowanie wciąż polega na zaszczepianiu przez rodziców i szkołę krytycznej zdolności do analizowania własnych potknięć i błędów, a także niekończących się wymagań wobec siebie. Czy to źle? Wydaje się, że tym, którzy tak zostali wychowani, powinno żyć się łatwiej. Samokrytyczni i wymagający wobec siebie są bardziej skłonni do tego, żeby naprawiać własne błędy i uczyć się na nich. Jednak rzadko kiedy wychowując dzieci, wymagając od nich albo krytykując je czy zawstydzając, myślimy o tym, że w ten sposób uczymy swoje dziecko także tego, kim ono jest i jak powinno traktować samo siebie. I że ta pobierana właśnie lekcja zostanie zapamiętana i uwewnętrzniona na zawsze. To, że nasze dziecko nie potrafi posprzątać po sobie czy ładnie jeść przy stole, zwykle mija, ale uczucia, jakie wtedy w nim powstają, i przekonania na własny temat potrafią przetrwać dekady i skutecznie niszczyć mu życie. 
Żeby poradzić sobie z uczuciami do rodzica w reakcji na raniące je słowa, dziecko musi uruchomić mechanizmy obronne, które budują jego wewnętrzny świat i stale odtwarzają się w relacjach z innymi. Te mechanizmy zaczynają działać jak samonapędzający się proces. Tworzą system tzw. obron charakteru, z którymi jesteśmy bardzo zidentyfikowani i które odtwarzamy w niezmienionej postaci w różnych relacjach. Dzieje się tak dlatego, że traktujemy siebie tak, jak byliśmy traktowani, a także dlatego, że spodziewamy się podobnego traktowania ze strony innych, a czasem wręcz prowokujemy ich do tego. W ten sposób stale doświadczamy tych samych bolesnych uczuć, jakie pojawiały się, kiedy dochodziło do naruszania lub zerwania więzi z naszymi pierwszymi opiekunami. Miłość do nich i zależność od nich powodowała, że musieliśmy odgrodzić się od naszych bolesnych uczuć i złości w reakcji na nie. Musieliśmy zwrócić się przeciwko sobie, by ocalić więź z naszymi bliskimi.
W gruncie rzeczy wielu z nas, dorastając w tzw. dobrych domach, uczy się mniej lub bardziej pogardliwego stosunku do siebie. Uczymy się, że nasze potrzeby nie są ważne, bo zawsze jest ktoś, komu powinniśmy ustąpić. Uczymy się żyć, prawie nie oddychając, żeby przypadkiem nie sprawić komuś kłopotu. Bez względu jednak na to, z jakim bagażem podobnych doświadczeń weszliśmy w dorosłe życie, naszym zadaniem jest uporać się z nim. Mamy jedno życie, aby nauczyć się kochać, czyli z miłością i czułością obejmować to kruche istnienie, którym jesteśmy, tak byśmy byli w stanie kochać innych. Tylko wtedy jesteśmy naprawdę gotowi coś dać innym. Cała reszta nie jest niczym więcej jak udawaniem. Nie możemy siebie oszukiwać, że będziemy w stanie kochać innych, podczas gdy nie kochamy siebie. Stawanie po swojej stronie to nasze najważniejsze zadanie. A co się dzieje, kiedy stanąć po swojej stronie możemy, tylko konfrontując się z innymi?

Wielkie tradycje duchowe, czyli jak przejść przez wieś, by żaden pies nie zaszczekał

„Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” – czytamy w Biblii. We wszystkich wielkich tradycjach duchowych w takiej czy innej formie słyszymy to zdanie. Kłopot jednak polega na tym, że niestety nikt nas nie uczy, jak mamy kochać samych siebie. Co to w ogóle znaczy kochać samego siebie? 
To oznacza przede wszystkim być wobec siebie szczerym i uczciwym. Nauczyć się widzieć swoje prawdziwe pragnienia i uczucia, szanować je i nie lekceważyć wewnętrznego głosu, który nas ku nim prowadzi. Odkryć i zrozumieć ten wszechświat, którym jesteśmy, a także zrozumieć, w jaki sposób jest on fundamentalnie powiązany z wszechświatem, w którym żyjemy. Mamy całe życie, by się tego nauczyć. Dla wielu czasu nie starczy.
Nasze powiązanie ze światem wokół nas jest fundamentalne. Nosimy w sobie cały wszechświat, a rzeczywistość, którą tworzymy wokół siebie, stanowi jedynie jego odbicie. Cokolwiek rozgrywa się na naszej wewnętrznej scenie, prędzej czy później zacznie się też ujawniać w naszych kontaktach ze światem i innymi ludźmi. Jak twierdzi prof. Manfred F. R. Kets de Vries, holenderski badacz zarządzania i psychoanalityk, to od nas zależy, czy będzie to arena, na której toczy się krwawa i okrutna walka, czy też liryczna i pełna subtelnej poezji opowieść o tym, co stanowi istotę życia. 
To prawda, nasze życie wypełnia także pasmo obowiązków, konfrontacji i walk, jednak gdzieś ponad tym jest ciche i spokojne miejsce, które jest naszym schronieniem. Warto przyjrzeć się sobie, kiedy mamy wolny czas. Czas bez planu. Co wtedy wybieramy? Czy wyruszamy do lasu, zapraszamy przyjaciół i rozmawiamy z nimi, dajemy swojemu ciału odpocząć, czy raczej biegniemy na zakupy, włączamy telewizor albo w inny sposób wyłączamy się z kontaktu z samym sobą? Jeśli zauważamy, że często mamy skłonność, by się odłączać od siebie, to warto zdać sobie sprawę, od czego w ten sposób próbujemy trzymać się z daleka. Dlaczego nasze własne uczucia i pragnienia zagrażają nam tak bardzo, że nie jesteśmy w stanie być z nimi w kontakcie?
Jest takie powiedzenie pochodzące z jednej ze wschodnich sztuk walki, aikido: „Nie jest sztuką przejść przez wieś, odganiając od siebie sforę ujadających psów. Sztuką jest przejść przez wieś tak, żeby żaden pies nie zaszczekał”. Ono pokazuje dwa różne aspekty tego samego procesu. Odnosi się do relacji pomiędzy „ja” a innymi i jednocześnie do relacji naszych wewnętrznych części ze sobą. Kiedy spoglądamy na nasz wewnętrzny krajobraz, być może często słyszymy ujadanie sfory. Wewnętrzy świat pozostaje tak pełen wewnętrznych konfliktów, że być może odwrócenie się od niego wydaje się nam dobrą decyzją. Jednak prawdziwe zadanie nie polega na tym, żeby znaleźć jakiś sposób, by ta sfora przestała ujadać, lecz jak ją oswoić i zrozumieć.

Sześć kroków, by stanąć po swojej stronie

Chodzi o to, by stanąć po swojej stronie. By wewnętrzne, bezlitosne psy gończe przestały ujadać i nas ranić. Pytanie, jak to zmienić? Co możemy dla siebie zrobić? Postanowiłam znów sięgnąć do tekstów perskiego poety i mistyka Rumiego, by poszukać w nich wskazówek na tej drodze.

Po pierwsze, zacznij zauważać własny niepokój. „Rozpal w swoim życiu ogień i szukaj tych, którzy wzniecają Twoje płomienie”.*
Zacznijmy zauważać własny niepokój i lęk, jaki towarzyszy nam w ważnych dla nas relacjach. Traktujmy te uczucia jako okazję, by dowiedzieć się czegoś nowego o sobie. Nasz lęk, jeśli go nie ignorujemy, prowadzi nas zwykle w stronę tych zaniedbanych spraw i uczuć, które porzuciliśmy, którymi zdecydowaliśmy się nie zajmować, których chcielibyśmy nie widzieć. Jest jednak jakaś większa od nas siła, jakiś wewnętrzny głos w nas, który o nich wie i nie daje nam spokoju. Lęk podobnie jak inne sygnały z nieświadomości stanowi cenną wskazówkę w naszym wewnętrznym świecie. Jest reakcją na stłumione uczucia i informacją o tym, jakie nasze potrzeby pomijamy. 

Po drugie, zacznij zauważać i reagować na własne potrzeby i uczucia. Naucz się im ufać. „Jest świeca w Twoim sercu gotowa, by ją rozpalić; jest otchłań w Twojej duszy gotowa, by ją wypełnić. Czujesz to? Prawda?”.*
Kiedy staje się dla nas jasne, jak...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy