Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

1 grudnia 2015

Marzenia o życiu od nowa

221

Bywa że porzucamy pracę, rodzinę, znajomych i ruszamy w nieznane. Zostawiamy to, co sprawdzone i znajome, by dążyć ku temu, co upragnione. Chcemy spełnić marzenie, nawet gdyby wymagało to przewrócenia życia do góry nogami. Czy to się może udać? Jaką cenę przyjdzie za to zapłacić? A co, jeśli tego nie zrobimy?

Od dziś co dzień maluję – miał oświadczyć słynny malarz Paul Gauguin w 34. wiośnie życia. I rzucił pracę w banku, przynoszącą mu niezły dochód, a rodzinie zapewniającą stabilność finansową i życie na dobrym poziomie. Był żonaty, miał piątkę dzieci, mieszkał w Paryżu i wiedział, że jego prace nie sprzedają się. Pokazywał je na wystawach impresjonistów w Paryżu, ale nie znalazły uznania ani krytyków, ani potencjalnych nabywców. Wkrótce rodzina wpadła w tarapaty finansowe. Paul co dzień malował, ale nie mieli za co żyć. Żona z czwórką dzieci wróciła do Kopenhagi. Artysta zarabiał na życie, jeżdżąc rowerem po mieście i rozlepiając plakaty. Dyrekcja banku była skłonna zatrudnić go powtórnie, jednak odmówił. Co dzień malował.

Życie do góry nogami

Trudno o bardziej spektakularny obraz wielkiej zmiany życiowej. Zmiany podyktowanej decyzją o samospełnieniu i rozwijaniu talentu (który mało kto doceniał), co wiązało się z koniecznością porzucenia pracy, bo zabijała w artyście to, co najważniejsze: kreatywność, wrażliwość, poczucie wolności i umiłowanie piękna. Zmiana otoczenia wymusza inne zmiany w życiu: pojawiają się inni ludzie, inny rytm dnia, odmienna aktywność. Płótno i pędzel zamiast kalkulacji finansowych, improwizacja i spontaniczność w miejsce rutyny i uporządkowanego życia, niepewność zamiast stałych dochodów, swoboda bycia zamiast uniformu, bezpośredniość i ekspresja potrzeb w miejsce konwencji i wystudiowanej grzeczności wobec klienta. Tylko co na to żona? Co na to dzieci? Bliższa i dalsza rodzina, sąsiedzi i znajomi?
Zmiana wiele kosztuje. Uwalnia zarazem od zobowiązań, nawet tych wydawałoby się zasadniczych, jak utrzymanie rodziny czy wychowanie dzieci; owocuje też poczuciem zgodności ze sobą, przekonaniem o wypełnianiu misji, robieniu czegoś, co uzasadnia sens istnienia. Patrząc z perspektywy tego, jak dziś ocenia się wartość artystyczną dzieł Gauguina, można pomyśleć: warto było. Ale z punktu widzenia człowieka, który przewrócił do góry nogami swoje życie osobiste i zawodowe, nie zyskując w zamian uznania współczesnych mu, decyzja była ryzykowna. I niesłychanie kosztowna. A cóż dopiero z punktu widzenia jego rodziny.
Przykład wybitnego francuskiego postimpresjonisty z pewnością przemawia do wyobraźni i znajduje naśladowców. Tylko co, jeśli nie mają talentu na miarę Gauguina?

Psychologowie próbują opisywać i wyjaśniać prawidłowości i zawiłości ludzkich losów. Niektórzy wspierają ofiary takich spektakularnych zmian. Nie wiemy, czy Matte-Sophie Gad, żona Gau­guina, potrzebowała kogoś, kto pomógłby jej zrozumieć, co stało się w jej życiu i dlaczego, a także co z tego wynika dla przyszłości jej rodziny. Być żoną opuszczoną przez męża, zajmować się dziećmi porzuconymi przez ojca… trudna rola społeczna. Nie znamy też przeżyć żony Johna Koffenda, redaktora „Time’a”, który na początku lat 70. porzucił pracę, rodzinę i dosłownie zniknął, a następnie opublikował książkę List do mojej żony, wyjaśniając powody zmiany życia i rozpoczęcia go od nowa na antypodach. Ruszył śladem Gauguina i choć nie został artystą, żył w poczuciu (samo)spełnienia. Być może to samo bywa udziałem biznesmenów japońskich, którzy pewnego dnia nie wracają z pracy – zamiast tego próbują żyć gdzieś w naturze, w prymitywnych warunkach, z dala od stresu cywilizacji technicznej. Zapewne coś podobnego dzieje się z ludźmi opuszczającymi korporacje i podejmującymi działalność charytatywną. Przykładów jest wiele, choćby Joanna Bochniarz, córka Henryki, która pracowała jako prawnik w międzynarodowej firmie, świetnie zarabiała. „Kiedy mówiłam, że się w pracy nie realizuję, słyszałam, że jestem rozpieszczona” – przyznaje w rozmowie opublikowanej w „Wysokich Obcasach” w styczniu br. Porzuciła firmę, wyprowadziła się na wieś, zaczęła doradzać organizacjom pozarządowym, początkowo bezpłatnie.

„Być czy mieć?” – pisał Erich Fromm. Mieć czy być? – po wielekroć pytamy, nierzadko nie znajdując odpowiedzi.

Wędrówka ku sobie

Przykład życia wybitnego artysty sprawił, że jego imieniem nazwano jedno z najbardziej tajemniczych i słabo poznanych zjawisk rozwojowych, tzw. syndrom Gauguina. Z literatury na temat life span wiadomo, że jest to wielka zmiana życiowa. Ale co to znaczy wielka? Czy zmiana pracy jest taką zmianą? Albo rozwód? Początek kariery twórczej? Zaangażowanie w działalność charytatywną? Wyprawa dookoła świata? Turystyczny lot w kosmos? A może porzucenie pracy w korporacji i osiedlenie się nad rozlewiskiem? Hodowla owiec w Bieszczadach przez niedawnego menedżera? Wyjazd do Afryki Środkowej znakomicie zapowiadającego się chirurga? Warzywniak i hotelik rodzinny założony przez profesor antropologii?

Gdzie przebiega granica między – umówmy się – zwyczajną a wielką zmianą życiową? Jakie są powody takich zmian? Czy da się je przewidzieć? I jakie są ich skutki, oczywiście nie (tylko) dla sztuki, przede wszystkim dla rozwoju człowieka? Historia życia wybitnego artysty niesie szereg pytań i jeszcze ciekawszych odpowiedzi.

Emigracja rodziny do Peru z przyczyn politycznych (gdy Paul był dzieckiem) sugeruje, że w rodzinie panował w jakimś sensie etos nieposłuszeństwa wobec władzy (czytaj: konwencji). Pełna niebezpieczeństw morska wyprawa przez Atlantyk, podczas której zmarł ojciec Paula, niosła doświadczenie, że wydarzenia, nawet te tragiczne i straszne, można pokonać. Życie w egzotycznym kraju pomagało rozumieć uniwersalny kod ludzkich znaczeń (jungowska podświadomość kolektywna?); kontakt z dziką przyrodą uczył, że w każdych warunkach można dać sobie radę, a to, co dziwne i nieznane, może okazać się atrakcyjne, inspirujące i dobre. Ucieczka z domu i służba na morzu pozwoliły Gauguinowi poznać smak przygód i pobudzenia, jakie towarzyszy otwartości na doświadczenie. Gwałtowny charakter Paula sprawiał, że trudno było mu usiedzieć na miejscu i zajmować się finansami. Nie wiemy, jakie znaczenie miała dla niego sztuka. Z pewnością jednak była odskocznią od rzeczywistości, dawała pole wyobraźni, pozwalała kreować świat, a nie tylko w nim uczestniczyć…

Wielka zmiana życiowa, jakiej dokonał Paul Gauguin, musiała mieć wiele przyczyn. Hipotetycznie wymienić można rozczarowanie ustabilizowanym mieszczańskim życiem, jego monotonią i rutyną, zwłaszcza jeśli zestawić je z Paula naturą podróżnika i artysty. Innym powodem mógł być talent, a właściwie jego przeczucie: pracując w banku i malując po amatorsku nigdy nie będę prawdziwym artystą; sztuka jest zazdrosna jak kochanka, wymaga poświęcenia i zaangażowania – czy mógł tak myśleć? Patrząc z perspektywy psychologii biegu życia można dodać jeszcze jedną przyczynę. Kiedy w wędrówce życia docieramy do jego symbolicznej połowy, gdy młodość mamy za sobą, a wczesna dorosłość się kończy, rodzi się lub powraca niepokojące pytanie: jakiej sprawie warto oddać życie, czemu je poświęcić? Jeśli teraz zdecydujemy się na zmianę, to jeszcze nie jest za późno, jeszcze można ukierunkować przyszłość zupełnie inaczej i niejako stać się innym człowiekiem. Ale mając rodzinę i pracę, czy można zaryzykować to, co osobiście ważne, a zarazem pewne i stabilne? W imię samorealizacji? Jak mówi Joanna Bochniarz: „pociąg był już rozpędzony i jako osoba odpowiedzialna tłumaczyłam sobie, że takie jest życie”. Nie można mieć wszystkiego. I trzeba ponosić konsekwencje własnych wyborów, nawet tych nietrafionych.

Trzeba? Wielka zmiana życiowa sprawia wrażenie odcięcia się od przeszłości, porzucenia dotychczasowego życia i rozpoczęcia czegoś zupełnie nowego. Wydaje się, że nie ma miejsca na ciągłość doświadczeń i jakąś spójną narrację, łączącą oba brzegi: to, co było i co ma być.

Iść za marzeniem

A co mówią ludzie, którzy wyruszyli śladem Gauguina? Badaliśmy to zjawisko w dwóch projektach magisterskich, realizowanych w pomysłowy i niekonwencjonalny sposób przez Monikę Kłosok-Ścibich i Elżbietę Kozłowską w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Trzeba było jakoś dotrzeć do osób, które dokonały takiej zmiany. Ale jak? O niektórych piszą media, inne dzielą się refleksją nad życiem i jego wartością przed i po, o jeszcze innych wiemy od znajomych.

Kilka wyników było zaskakujących. Przede wszystkim okazało się, że wielkiej zmiany życiowej ludzie dokonują – wbrew temu, co twierdzi psychologia biegu życia – w każdym okresie dorosłości, a osiągnięcie „półmetka” nie zwiększa jej prawdopodobieństwa. Po drugie ludzie pytani o historię swojego życia, zawsze potrafili wskazać, co łączy ich przeszłość z jakże różną teraźniejszością i przyszłością. A to oznacza, że zmiana nie jest skokowa, ale ma za podstawę ciągłość doświadczenia i refleksji. Dan McAdams, wybitny przedstawiciel nurtu narracyjnego w psychologii osobowości, zapytany, czy wydobyte zjawisko ciągłości mogło być pochodną zastosowanej metody – jego wywiadu „Historia życia”, odpowiedział, że to niewykluczone. Metoda opiera się na założeniu, że tożsamość narracyjna oznacza konstruowaną historię, która spaja przeszłość z teraźniejszością i przeszłością w sposób, dzięki któremu nadajemy życiu spójność, cel i sens. Wydobyte historie oddawały płynną zmianę aktywności, uzasadniającej sens istnienia i wartość życia. Właściwość człowieka czy pochodna metody badania?

A co mówili uczestnicy badań? Wskazywali na marzenia z dzieciństwa i okresu dorastania, na osobiście ważne kontakty i poznane przed laty przykłady ciekawego życia, na doświadczenia z wakacji, podróży, kontaktu z przyrodą, z odmiennymi warunkami i stylami życia, na swoje hobby lub zainteresowania, które mogli (nareszcie) rozwinąć lub do nich powrócić dzięki dokonanej zmianie. Niektórzy mówili nawet o życiowym powołaniu, misji, której sens odczytywali w młodości, ale nie mieli odwagi lub środków, by ją spełnić. Dysponując możliwościami, mając znaczny zasób doświadczeń dorosłego życia, mogli zwrócić się ku tym zapomnianym marzeniom, pragnieniom, celom… Metoda nie wywołuje takiego efektu, raczej pozwala go wydobyć.

Kiedy studiujemy dokładniej biografię Paula Gauguina, znajdujemy dokładnie to samo. W dzieciństwie Peru, w dorosłości wyspy Polinezji. Tu i tam kontakt z egzotyczną kulturą i dziką przyrodą, życie pełne wyzwań, wrażeń i zmian. Tułaczka w roli marynarza po świecie, a na Martynice i Tahiti konieczność budowy domu, zdobywania żywności, kontakty z zupełnie innymi ludźmi i nie zawsze przyjazną przyrodą. Za sprawę prywatną uznajmy małżeństwo z nastoletnią Maoryską i dwa kolejne podobne związki. Ale już konflikt z władzami kolonialnymi i zakonnikami pasuje idealnie do etosu sprzeciwu i wyłamywania się z konwencji, tak charakterystycznych dla życia artysty.

Błogosławiona porażka

Powróćmy do naszych badań. Narracje uczestników ujawniły, że wielka zmiana życiowa zapowiadana była znacznie wcześniej, gdzieś u progu dorosłości. Badani znali swoje marzenie życiowe, ale jego realizację odkładali na potem, wiedząc, że trzeba najpierw zdobyć pozycję zawodową, założyć rodzinę, okrzepnąć w życiu dorosłym. Nie rezygnowali z marzenia, pamiętali o nim, i czekali na swoją szansę. Pozorną rezygnację ze spełnienia marzeń życiowych – w imię pragmatycznych dążeń – traktowali raczej jako ich odroczenie, a nie wyrzeczenie się ich. Żyli ze świadomością, że robią coś mało istotnego, a niekiedy nawet sprzecznego z idealną wizją życia, jednak jest to stan przejściowy. Czyżby reinterpretacja ex post? Trudno orzec, istotne jest to, że wielka zmiana życiowa była spektakularnym powrotem do wcześniej ukształtowanej tożsamości: priorytetów, wartości, idealnej koncepcji siebie – a nie poszukiwaniem zupełnie nowej tożsamości. To kolejny nieoczekiwany wynik! Samej zmianie sprzyjały lub nawet inicjowały ją specyficzne wydarzenia życiowe, najczęściej o charakterze porażki: brak koniunktury, utrata zaufania do partnera w interesach, choroba dziecka, odmowa awansu. W ich wyniku kontynuacja dotychczasowej linii życia stawała się trudna lub prawie niemożliwa. (Niektórzy biografowie artysty twierdzą, że do decyzji porzucenia pracy w banku skłonił Gauguina kryzys finansowy). Zmianie sprzyjała także zdolność do formułowania pozytywnych znaczeń w niekorzystnych okolicznościach, coś jak skłonność do pozytywnego myślenia lub emocjonalna inklinacja pozytywna. Postanowienie: „Od dziś co dzień maluję” też pasuje do tego!

I jeszcze jedno, ale już nie z naszych wyników, tylko z literatury psychologicznej: wśród pośrednich i niespecyficznych przyczyn wielkiej zmiany
życiowej są również takie, jak posiadanie nieprzeciętnych zdolności oraz większa niż przeciętnie gotowość do podejmowania ryzyka.

Czas zmiany

Jako psycholog osobowości skłonny byłem interpretować syndrom Gauguina jako efekt zjawiska „teraz albo nigdy”. Polega ono na tym, że mamy coś ważnego do zrobienia, może to być spełnienie marzenia (wyprawa w Himalaje lub na Alaskę, podróż balonem przez Atlantyk…) albo misja (lekarze świata, pomoc ofiarom tsunami…) czy odmienna wizja życia (hodowla kóz w Bieszczadach, pasieka na obrzeżach Puszczy Białowieskiej…) lub talent – jak u Paula Gauguina. W toku życia, pod presją czasu, dochodzimy w końcu do przekonania, że jeśli nie zdecydujemy się TERAZ, to nie zrobimy tego nigdy. Ostatnia szansa na wygrane życie, ostatni dzwonek przed wielką zmianą. I że ma to związek z wiekiem – wejściem w wiek średni, kiedy dorosłość nie jest już zagadką, świeże są jeszcze w pamięci echa idealizmu młodzieńczego, a szansa na autorską wersję życia duża z racji doświadczenia, możliwości i energii. Tymczasem… nic z tych rzeczy. Owszem, u progu wieku średniego ludzie dokonują wielkich zmian życiowych, ale dokonują ich też znacznie wcześniej i później. Czy zjawisko „teraz albo nigdy” nie ma związku z wiekiem?
Poszukajmy zatem innych przyczyn. Joanna Bochniarz ujmuje to tak: „Skończyłam 35 lat. Któregoś dnia, stojąc z dziećmi w korku między Rakowiecką a rondem ONZ, usłyszałam: »Mamo, nie możesz z nami dzisiaj posiedzieć?«. Odpowiedziałam: »Muszę iść do pracy«. Następnego dnia scena się powtórzyła. W tym samym korku, w tym samym miejscu. Zrozumiałam, że nie chcę dawać im takiego przykładu. Dorastały, zaczynały widzieć, że ich matka jest niespójna. Bo czego innego je uczy, żyje wbrew własnym zasadom. Starałam się im pokazywać, że świat jest cieka...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy