Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , I

1 grudnia 2015

Ludzie i zwierzęta

0 432

Jakie jest miejsce człowieka na Ziemi? Czy jest wysoko rozwiniętym zwierzęciem, czy raczej bytem przekraczającym przyrodę?

Byłem niegdyś na odczycie pewnego wybitnego biologa o stanowisku człowieka na Ziemi” – tak zaczyna się, napisany niemal 70 lat temu przez Romana Ingardena, największego polskiego filozofa XX wieku, szkic Człowiek i jego rzeczywistość. Przypomniałem go sobie, gdy niedawno i ja znalazłem się na odczycie twórczego badacza zajmującego się porównywaniem ludzi i zwierząt. Zadałem sobie wtedy pytanie: jak się ma treść referatu, którego słuchał Ingarden, do tego, co dziś – już w XXI wieku – możemy się dowiedzieć od ewolucyjnych psychologów porównawczych lub etologów? I czy na tle tej nowej wiedzy da się utrzymać Ingardenowską koncepcję człowieka jako bytu przekraczającego przyrodę?

Rozwinięte zwierzę

Teza biologa, z którą niegdyś mierzył się Ingarden, brzmiała: „człowiek zdołał opanować przyrodę w wyższej mierze niż jakikolwiek gatunek zwierząt i na tym właśnie polega jego wyjątkowe stanowisko”. Domyślam się, że i dziś większość uczonych-specjalistów podpisałoby się pod tą tezą. Oczywiście z zastrzeżeniem, że o poznawczych i twórczych możliwościach zwierząt wiemy obecnie znacznie więcej. Ptaki, bezbłędnie odnajdując schowaną przez siebie żywność, muszą mieć dobrą pamięć. Małpy nie dość, że potrafią nauczyć się opracowanego dla nich języka, to są zdolne do zachowań altruistycznych. Delfiny z powodzeniem spełniają psychologiczne testy kreatywności.

Sądzę, że żaden z tych przykładów nie zmienia wymowy przytoczonej tezy. Wszak badacz przywiązany do paradygmatu ewolucyjnego opatruje je zwykle komentarzem, że wszystkie te zaskakujące umiejętności zwierząt mają wyłącznie sens biologiczny: służą przystosowaniu do otoczenia, przetrwaniu i reprodukcji. Podobnie jest z ludźmi: natura wyposażyła ich w bardziej rozwinięte zdolności, jednak mechanizm ich funkcjonowania i sens biologiczny jest zasadniczo ten sam, co u ich ewolucyjnych poprzedników. Człowiek to lepiej lub (by nie urazić „niegatunkowistów”) inaczej rozwinięte zwierzę – i nic więcej.

Nadwyżka zwana kulturą


Czy jednak ograniczanie człowieka do takiego wymiaru jest poznawczo sprawiedliwe? Ingarden przekonywał, że nie. W tym celu proponował eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie – pisał – że „z tego świata nagle znikły wszystkie dzieła sztuki, wszystkie teorie naukowe i filozoficzne, wszystkie państwa, instytucje publiczne i prywatne itd.”. W takim świecie moglibyśmy spełniać wszelkie funkcje biologiczne, lecz nie moglibyśmy „żyć jak ludzie”. Brakowałoby nam bowiem czegoś, co tworzy nas...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy