Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

29 marca 2022

NR 4 (Kwiecień 2022)

Książki mają moc. Z Izabelą Wagner, autorką biografii Bauman, rozmawia Marcin Wilk

0 222

MARCIN WILK: Kim jest Keith Tester, któremu dedykowała Pani książkę o Zygmuncie Baumanie? 
IZABELA WAGNER: Kim raczej był Keith Tester – bo zmarł w 2019 r., zbyt wcześnie, nie ukończywszy sześćdziesięciu lat. Tester był profesorem socjologii. W Polsce znana jest jego książka O pożytkach z wątpliwości… 

Książka z wywiadami, jakie przeprowadził z Baumanem.
No właśnie. Tester był doktorantem Baumana, a ich wspólna książka to dzieło dialogiczne. Keith znał bardzo dobrze Baumana i był naznaczony przez niego jako biograf, pracowali nad tym razem. Natomiast ja na początku chciałam napisać tylko rozdział o Baumanie w książce poświęconej karierom socjologów i socjolożek, w której każdy rozdział poruszałby inny aspekt kariery z wybraną biografią jako ilustracją. Rozdział o Baumanie to przykład wpływu historii i wielkiej polityki na karierę, ale też i późna sława globalna – poza akademią. To był projekt planowany z francuskim socjologiem Christophem Brochier. Ale gdy zobaczyłam, ile jest materiału i jak mało znana jest historia życia Baumana, zdecydowałam się na napisanie książki.

POLECAMY

Podczas badań tych karier zetknęła się Pani z Baumanem bezpośrednio.
Wiedziałam już wtedy, że jego papiery są przechowywane w IPN-ie. Jak widziałam się z Baumanem, powiedziałam mu o tym, informując, że tam może być również masa plotek, prywatnych rzeczy i innych śladów, jakie zbierała bezpieka. Na co Bauman odparł, że oczywiście skoro taka moja wola, mogę tam pójść, on nie może mi tego zabronić, ale w takim razie prosi mnie o odnalezienie rzeczy, które Baumanom zarekwirowali w 1968 r. 

To były jakieś jego manuskrypty?
Też. Ale najbardziej zależało mu na pamiętnikach jego żony. Znalazłam je, podobnie jak te manuskrypty. Opisałam sygnatury, przygotowałam rozpiskę, przekazałam, radząc, co rodzina powinna z tym zrobić. Wkrótce zajęła się tym jego córka, odzyskała te materiały, ale nie oryginały. Tych nie oddano aż po dziś dzień. A przecież to była kradzież i teraz instytucja przetrzymująca je powinna to w pierwszej kolejności zwrócić.

To są bardzo osobiste rzeczy?
Znajdują się tam między innymi zeszyty z czasów okupacji, notatki pisane przez nastolatkę. To rodzina powinna decydować o dostępie innym osobom. Wykorzystywanie tego jest sprawą bardzo kontrowersyjną, ale prawda jest taka, że w tej chwili każdy badacz ma do tego prawo.

A nie powinien?
Dzienniczek intymny nie jest pisany dla innych, to jest pisanie absolutnie dla siebie. No i autorka była nastolatką. W latach późnych czterdziestych i pięćdziesiątych mama Janiny przepisała zawarte tam wiersze, więc część się zachowała, dzięki czemu Janina mogła cytować te przepisane fragmenty w swojej książce Zima o poranku. To jest oczywiście materiał bezcenny dla badaczy Holokaustu, ale najpierw powinien on wrócić do rodziny i rodzina następnie zdecyduje, jak tym dalej dysponować. 

A wracając do mojego pierwszego pytania: pomysł na biografię Baumana zrodził się niejako przy okazji Pani pracy badawczej niezwiązanej z życiorysem socjologa?
Tak, absolutnie tak. Jestem socjolożką, ze specjalizacją socjologia pracy i organizacji. Moim zagadanieniem badawczym są kariery profesjonalistów. Badanie kariery Baumana mieściło się w tych ramach. Chcę przez to również powiedzieć, że nigdy wcześniej nie pisałam biografii, aczkolwiek zajmowałam się nimi, metoda biograficzna w socjologicznym nastawieniu, czyli historie życia członków grupy, relacje między ludźmi itd., była dla mnie ważna.

Ten pierwszy wywiad z Baumanem był o jego karierze?
Tak, na to był nastawiony i na jego podstawie powstał rozdział w książce. Uważam, że jest on bardzo ciekawy, bo pokazuje, jak pisał, jak organizował swoją pracę. Ukazuje też instytucjonalny kontekst tej organizacji – gdzie i jak zaryzykował.

Na przykład?
Wybór nowego wydawnictwa, co zresztą uczyniło z niego tego Baumana, którego zna większość świata. I to już nie jest ten Bauman, który się wykształcił w Polsce. 

To ciekawy wątek, ważny zresztą w Pani biografii: jak Bauman – człowiek stał się Baumanem – gwiazdą intelektualnego świata? 
Na początku nie chciałam w ogóle pisać tej książki. Wydawało mi się po prostu, że to jest temat może dla historyków. Chodziłam nawet z tym kilka miesięcy, szukając, czy ktoś nie jest już w trakcie pisania takiej biografii. W końcu nikogo nie znalazłam, postanowiłam się zająć tym sama.

Jak zareagował Bauman?
Gdy pojechałam do niego w 2015 r. i mu o tym powiedziałem, odparł: „Ale moja biografia już powstaje”. Miał wtedy na myśli pracę nad nią z Keithem Testerem. Oraz dodał: „Po co pani takie kłopoty? Tylko sobie sprawi pani trudności”. Była przy tym wywiadzie profesor Jasińska-Kania, która stwierdziła, że z powodu nastawienia do Baumana będzie trudno, aby to była książka profesorska. 

To znaczy?
To było nawiązanie do mojego zaawansowania kariery akademickiej. Tylko, że ja nie mam takiej perspektywy, że piszę książkę habilitacyjną czy profesorską. Wykształciłam się we Francji. Piszę o tym, co mnie interesuje. 

Ma Pani inną motywację?
Mnie w tej pracy najbardziej interesuje zresztą dokumentacja i badania terenowe. Nie czerpię szczególnej satysfakcji z opowiadania o tym, co skończyłam. Uczestnictwo w promocjach książki poza światem akademickim jest więc pewnego rodzaju nietypową sytuacją dla mnie.
Jak wspomniałam, praca nad książką trwała od 2013 r. – najpierw myślałam o rozdziale, a od 2014 r. już wiedziałam, że będzie książka. Od 2015 r. wiedziałam, że wspomniany wcześniej Keith Tester pisze biografię. Było dla mnie oczywiste, że z powodu swych doświadczeń i bliskości z Baumanem skupi się na kontekście brytyjskim, a mnie fascynował najbardziej kontekst polski. Ten podział zadań wydawał mi się fair, bo każdy odpowiedzialny byłby za to, w czym się orientuje najlepiej. Zaczęłam nad tym pracować, zrobiłam wywiady, a potem – gdy miałam kłopoty ze znalezieniem wydawcy i pokryciem kosztów kwerendy – napisałam do Keitha, by mi coś doradził. Właściwie do dzisiaj nie wiem, dlaczego do niego napisałam, bo na zdrowy rozum powinnam się przecież obawiać konkurencji. I od razu mi odpisał, że to jest fantastyczna sprawa, że będę pisać, bo on właśnie zrezygnował. Nie zna języka polskiego, nie zna dobrze kontekstu polskiego, przerasta go to wszystko. I jednocześnie, jak się zorientował, w jaki sposób ja piszę i co ja piszę, tak mu się to spodobało, że odesłał mi wszystkie jego rozmowy z Baumanem. 

To teraz jasne, dlaczego jemu ta książka jest zadedykowana.
Gdy byłam w połowie książki, chciałam włączyć Testera w tę pracę. W pewnym momencie spotkaliśmy się bezpośrednio, na wywiadzie w Londynie. Zaproponowałam wtedy, żebyśmy książkę razem napisali. On odmówił. Pomoże mi, owszem, ale absolutnie to jest moja książka. Powiedział, że ja sobie świetnie poradzę. W dwa miesiące później zmarł. Wydaje mi się, że już wtedy wiedział, że nie będzie miał czasu, aby się zobowiązać i dokończyć. 

Nawet nie wiem, co powiedzieć.
To było bardzo trudne…. Ktoś powiedział, że to jest książka przyjazna Baumanowi, bo ja go tak lubię. A przecież go nie znałam. Przeprowadziłam dwie rozmowy kilkugodzinne. Nie mogę więc powiedzieć, że ja go lubię. Lubię osoby, które znam, jego nie znam. Natomiast faktem jest, że: przede wszystkim nie znalazłam w dokumentach nic takiego wiarygodnego, co mogłoby go obciążać oprócz tego, że był typowym produktem swojego pokolenia. Ale te jego wielkie wybory były najszlachetniejsze w danym momencie. Teraz na ten temat powstają różne teorie, ale trzeba powiedzieć, że komunizm może mieć też bardzo szlachetne odsłony – wystarczy pomyśleć o dawniejszej Hiszpanii czy kibucach. Ci ludzie czynili pokój, a nie wojnę. Niestety,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy