Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , I

1 grudnia 2015

Kontemplacja

44

Wielu ludzi przeżywa kontemplację jako akt międzyosobowej komunikacji, jako wymianę obecności, jako spotkanie z kimś obdarowującym.

W naszej aktywności poznawczej dominują czynności, w których koncentrujemy się na uzyskiwaniu konkretnych informacji o otaczających nas przedmiotach. Bywa jednak i tak, że ogarniają nas przeżycia, które można nazwać poznawczymi, choć nie-informacyjnymi. Jednym z nich jest kontemplacja.

Sam wieloznaczny termin kontemplacja wywodzi się z łacińskiego słowa contemplatio, które oznacza uważny ogląd. Rzeczywiście, typowa kontemplacja, o której chcę tutaj pisać, bazuje na oglądzie wzrokowym. (Bazę tę może stanowić też na przykład ‘ogląd’ słuchowy, jeśli bądź przypadłości życiowe, bądź nasze specjalne nastawienie wysuwają ten zmysł na plan pierwszy). Oto przypatruję się lecącym ptakom, wpatruję się w chmury, patrzę na łąkę, las lub morskie fale, widzę zachód słońca. W każdym z tych przypadków mogę to czynić, aby się czegoś dowiedzieć; mogę to jednak czynić także w innym celu: aby się cieszyć, delektować lub sycić tym, co widziane. Wtedy właśnie mamy do czynienia z kontemplacją.

Najczęściej kontemplujemy w wolnym czasie, w chwilach wypoczynku, na wakacjach. Stany kontemplacyjne wywołują w nas przede wszystkim piękne lub niezwykłe przedmioty natury i sztuki. Jednak estetyczny zachwyt czy upodobanie nie jest ani najważniejszą odmianą kontemplacji, ani jej najgłębszą warstwą. Sądzę, że w oglądaniu dla oglądania chodzi o coś więcej. Czym owo coś jest?

Nieuchwytny horyzont

Wybitny polski epistemolog Stanisław Judycki sugeruje, że kontemplacja lub przeżycia jej pokrewne są formą poznania horyzontalnego. W poznaniu takim ważny jest nie – jak to standardowo bywa – jego przedmiot lub temat, lecz jego tło. W kontemplacji niejako wyłączamy przedmiot naszej uwagi, względnie ogołacamy ją z jej centrum. Dzięki temu żyjemy poznawczo tym, czego nie chcemy lub nie możemy stematyzować czy uprzedmiotowić. Owszem, nieraz zdarza się, że w kontemplacji skupiamy się na jednej rzeczy. Rzecz ta jednak nie stanowi dla nas kolejnego przedmiotu do zbadania lub poznawczego spenetrowania. Raczej staje się horyzontem lub czymś, co ułatwia nam otwarcie na horyzont. Wydaje się, że kontemplowany szczyt górski, im bardziej go podziwiamy, odsyła nas do otaczającej go bezkresnej dali lub sam się z nią stapia. Ona zaś niejako z niego wypływa, jak fale morskie przypływające z miejsc, do których nie docieramy wzrokiem.

Czym jest nieuchwytny horyzont, który odsłania się w kontemplacyjnej szt...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy