Kontemplacja

Ja i mój rozwój I

Wielu ludzi przeżywa kontemplację jako akt międzyosobowej komunikacji, jako wymianę obecności, jako spotkanie z kimś obdarowującym.

W naszej aktywności poznawczej dominują czynności, w których koncentrujemy się na uzyskiwaniu konkretnych informacji o otaczających nas przedmiotach. Bywa jednak i tak, że ogarniają nas przeżycia, które można nazwać poznawczymi, choć nie-informacyjnymi. Jednym z nich jest kontemplacja.

Sam wieloznaczny termin kontemplacja wywodzi się z łacińskiego słowa contemplatio, które oznacza uważny ogląd. Rzeczywiście, typowa kontemplacja, o której chcę tutaj pisać, bazuje na oglądzie wzrokowym. (Bazę tę może stanowić też na przykład ‘ogląd’ słuchowy, jeśli bądź przypadłości życiowe, bądź nasze specjalne nastawienie wysuwają ten zmysł na plan pierwszy). Oto przypatruję się lecącym ptakom, wpatruję się w chmury, patrzę na łąkę, las lub morskie fale, widzę zachód słońca. W każdym z tych przypadków mogę to czynić, aby się czegoś dowiedzieć; mogę to jednak czynić także w innym celu: aby się cieszyć, delektować lub sycić tym, co widziane. Wtedy właśnie mamy do czynienia z kontemplacją.

Najczęściej kontemplujemy w wolnym czasie, w chwilach wypoczynku, na wakacjach. Stany kontemplacyjne wywołują w nas przede wszystkim piękne lub niezwykłe przedmioty natury i sztuki. Jednak estetyczny zachwyt czy upodobanie nie jest ani najważniejszą odmianą kontemplacji, ani jej najgłębszą warstwą. Sądzę, że w oglądaniu dla oglądania chodzi o coś więcej. Czym owo coś jest?

Nieuchwytny horyzont

Wybitny polski epistemolog Stanisław Judycki sugeruje, że kontemplacja lub przeżycia jej pokrewne są formą poznania...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy