Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

5 stycznia 2018

Koktajl dla psyche

0 496

Służą nam wdzięczność, radość, uważność, akceptacja... Taki odżywczy koktajl krąży w nas jak tlen w krwiobiegu, otwiera nas, pomaga, daje siłę. Zawiść czy urazy osłabiają nas, zabierają chęci i odwagę.

Magda Brzezińska: Podobno Mark Twain powiedział kiedyś, że na porządnym komplemencie może przeżyć dwa miesiące. A my często boimy się komplementów, postrzegamy je jako „miłą nieprawdę”, więc nie mówimy ich innym i z nieufnością przyjmujemy, gdy ktoś nas nimi obdarza...
Anna Srebrna: Myślę, że komplementy są ważnym, fajnym, ciepłym elementem życia. Warto je przyjmować i dawać – nie tylko innym, ale też samemu sobie. Bardzo ważna jest umiejętność wewnętrznego komplementowania siebie, doceniania siebie, bycia w dobrej relacji ze sobą i powiedzenia sobie, że robimy, czujemy, przeżywamy coś fajnego, dobrego, ładnego, ciekawego. Wiele osób nie daje tego sobie. Choć robią mnóstwo ważnych, dobrych, ciekawych rzeczy, to przechodzą nad tym do porządku dziennego. Nie zauważają tego.

Dlaczego tak się dzieje?
Ta tendencja do unikania chwalenia jest trochę zakorzeniona w kulturze i wychowaniu...

Ja i moi rówieśnicy, pokolenie lat 70., często słyszeliśmy od rodziców i nauczycieli: „Siedź w kącie, a znajdą cię”.
Albo: „Jak się chwali dziecko, to mu się w głowie przewróci i przestanie się starać, uczyć”. Do tego jeszcze dochodzi przekonanie, że jak jest dobrze, to jest norma, tak ma być, więc po co o tym mówić. Natomiast jak jest źle, to trzeba narobić hałasu. Po pierwsze, takie przekonania są czymś zewnętrznym, przejmujemy je od innych i dlatego nie komplementujemy. Po drugie, gotowość do doceniania siebie jest też trochę indywidualnym uposażeniem, z jakim się rodzimy. Niektórym łatwiej przychodzi dobre traktowanie siebie, a inni muszą to w sobie wypracować, a czasem nawet przejść przez psychoterapię, żeby w ogóle zacząć siebie kochać, doceniać, pochwalić. Po trzecie wreszcie, nie chwalimy samych siebie, bo w pędzie życia, codziennych obowiązków, coraz to nowych zadań nawet nie zatrzymujemy się nad tym, czego doświadczamy. Nie dajemy sobie w sposób świadomy takiego wzmocnienia – rodzaju psychicznej „odżywki”, tak jak się podlewa roślinę, żeby ładnie rosła i kwitła.

Wydaje mi się, że czasem podchodzimy z nieufnością do komplementów, bo obawiamy się, że inni chcą nas zmanipulować.
Komplementy mogą być narzędziem manipulacji, ale myślę, że dużo częściej ludzie traktują komplementy na zasadzie „jednym uchem wpuszczam, drugim wypuszczam”. Nie zatrzymują się nad tym, nie przyjmują ich jako prezentów. Unieważniają je, dewaluują, mówią: „A gdzie mi tam ładnie w tej fryzurze, w dzieciństwie to miałam piękne włosy”. Spotkałam się kiedyś z ćwiczeniem, w którym uczestnicy mieli chodzić po sali i mówić sobie nawzajem dobre, miłe rzeczy. Nie znali się, więc komplementy mogły dotyczyć tylko wyglądu: masz ładny uśmiech, do twarzy ci w tej koszuli, fajnie się dziś ubrałeś. Zadaniem osoby, do której kierowano komplementy, było przyjąć je i powiedzieć „dziękuję”, nic więcej. Przy omawianiu tego ćwiczenia okazało się, jak bardzo było ono trudne, bo natychmiastowym odruchem jest dementowanie – „Wcale nie taki ładny uśmiech” albo odwzajemnienie komplementu – „Ty też pięknie się uśmiechasz”. Powstrzymanie się przed tym i po prostu przyjęcie komplementu było prawie niemożliwe.

Komplement traktowany jest jako coś zobowiązującego, wymagającego rewanżu?
Być może przez to, że nie chcemy zobowiązań, tworzy się w nas blokada na mówienie sobie dobrych rzeczy. Natomiast tendencja do dementowania – „Ależ nie, wcale nie mam ładnego głosu, skrzeczę jak kura” – pokazuje, że nie wierzymy w siebie, nie potrafimy uznać, że mamy w sobie coś dobrego i że nie musimy się z tego tłumaczyć, by nie zostać posądzonymi o zadzieranie nosa. Wiele osób bezpieczniej czuje się w takiej pozycji: „a ja to jestem taki tam..., nic nadzwyczajnego”. „Bezpieczniej” oczywiście w cudzysłowie, bo mądra miłość do samego siebie jest podstawą dobrego życia, nastawionego na rozwój, polepszanie jego jakości, na bycie spełnionym, kochanym i kochającym.

Jak dawać i przyjmować dobre słowa, dobre myśli, komplementy?
Dobry sposób komplementowania to taki, który nie jest ani kadzący, ani „masochistyczny”, czyli polegający na tym, że wszystkich chwalimy, a siebie prezentujemy jako najgorszego. Gdy dobrze myślimy o sobie, to dobrze myślimy również o świecie, gdy dobrze myślimy o świecie, to i o sobie, bo przecież jesteśmy jego częścią. Między tymi dwoma stanami zachodzi pewna osmoza czy sprzężenie zwrotne. Jeśli nasze relacje ze światem, w tym z samym sobą, są lepsze – pełne wdzięczności, radości, docenienia, to doświadczamy i przeżywamy nasze życie jako pełne, wartościowe.

Warto być odżywką dla siebie i innych, ale taka odżywka to nie tylko komplementy...
Przede wszystkim wdzięczność. Umiejętność bycia wdzięcznym, nazywania i docenienia tego, co jest, bardzo wzbogaca nasze życie. Na co dzień zapominamy o różnych dobrach, których codziennie doświadczamy, nie mamy na nie uważności. To, że budzę się rano, mam dach nad głową, ciepłą wodę w kranie, jedzenie w lodówce, nie ma wojny, mam kogo kochać i ktoś mnie kocha... Już samo pomyślenie o tej zapomnianej oczywistości pozwala poczuć wdzięczność do świata, do siebie. Warto sobie o tym przypomnieć nie tylko wtedy, gdy jest nam źle, ale też w codziennych sytuacjach. Zawsze znajdziemy coś, za co można poczuć wdzięczność – że jeszcze kilka minut mogę poleżeć rano, że spotkam dziś kogoś fajnego, że truskawki ładnie pachną.

Włączamy takiego „szperacza” dobrych rzeczy w naszym życiu...
Tak, to jest nasza decyzja, na co nastawimy tego „szperacza”. Czy wolimy ustawić go na to, że mamy zły dzień, że nic nie idzie, czy jednak na to, że coś dobrego nam się przydarza... Czasem daję klientom zadanie polegające na tym, aby codziennie rano przez dwa tygodnie ustawiali swojego „szperacza” na kilka dobrych rzeczy. Okazuje się, że jak wejdzie to w nawyk, to przynosi świetne efekty. Wdzięczność można poczuć nawet w smutnych momentach, trudnych doświadczeniach. Ważne, by ją nazwać – słowo ma ogromną moc.

Dobre myślenie o sobie i innych, komplementowanie, wdzięczność... Co jeszcze jest komponentem odżywki dla siebie i innych?
Myślę, że jej bazą jest uważność, obecność, umiejętność zatrzymywania się i bycia tu i teraz. Gdy jesteśmy w jutrze bądź we wczoraj, to nie ma nas teraz – jesteśmy albo przestraszeni, rozpamiętujący, albo pochłonięci planowaniem. Nie da się zatankować samochodu, jadąc. Trzeba zjechać na stację benzynową i zaparkować przy dystrybutorze. To zatrzymywanie się jest ważne. Ludzie robią fajne rzeczy, osiągają sukcesy i... nie widzą tego. Gdyby ich zapytać, co osiągnęli, to odpowiedzą: na razie to ja jeszcze pracuję nad tym i owym, a osiągnę dopiero jutro, za tydzień, za miesiąc.

Tymczasem chodzi o to, żeby na koniec dnia zobaczyć, ile zrobiliśmy?
Tak, nawet jeśli to są pozornie nieistotne sprawy: uprałam, posprzątałam, zarobiłem pieniądze, zawiozłam dzieci na zajęcia. Ale też: odpoczęłam, zadbałam o siebie. Chodzi też o zatrzymanie uwagi na momentach dnia, które coś do naszego życia wniosły, były czymś nowym, rozwijającym, wzbogacającym. W naszych czasach tę umiejętność zatrzymywania się trzeba pielęgnować, bo codziennie jesteśmy bombardowani tysiącami wyzwań, bodźców i wyborów. Można się w tym zagrzebać i stracić z pola widzenia te cenne chwile, kiedy ktoś się uśmiecha do nas albo my możemy się do...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy