Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

2 lutego 2016

Każdy wybór ogranicza

0 356

Miałem przyjaciela, psychologa o wybitnej inteligencji, który musiał być najlepszym i pływakiem, i motocyklistą, i narciarzem, i najlepszym w nauce... W efekcie niewiele osiągnął.

PRZEMYSŁAW BĄBEL, DOROTA KRZEMIONKA: – Osiągnął Pan Profesor w psychologii wszystko, co można osiągnąć. Co pozwoliło Panu zajść tak daleko?
JAN STRELAU: – Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Choć nie ukrywam, że źródła swojego sukcesu upatruję w dwóch rzeczach związanych z osobowością. Po pierwsze, od samego początku swoich badań koncentruję się na dość wąskiej problematyce temperamentu, ale interesuję się nią z wszystkich możliwych punktów widzenia: zajmuję się teoriami temperamentu, jego diagnozą, genetycznymi podstawami, a także rolą temperamentu w sytuacji stresu. Po drugie, jestem niezwykle wytrwały i systematyczny w tym, co robię. Od godziny 6 do 8 rano zawsze mam czas dla swojej działalności naukowej. Nikt wtedy do mnie nie dzwoni, nawet żona. Jeżeli nie mam żadnych obowiązków, to siedzę w piżamie do obiadu i zajmuję się nauką.

A co z inteligencją? Jaki ona ma udział w Pana sukcesie?
– Nie pretenduję do grona osób, które mają wybitną inteligencję. Myślę, że obracam się w sferze około 120 IQ, tak podejrzewam. Ale ten próg 120 punktów zupełnie wystarczy, żeby twórczo uprawiać naukę. Lewis Terman interesował się swego czasu wybitnie uzdolnionymi dziećmi. W swoich klasycznych już badaniach longitudinalnych dowiódł, że nie wszystkie dzieci, które miały iloraz inteligencji 140 lub wyższy, gdy dorosły, cieszyły się wybitnymi osiągnięciami – ocenianymi liczbą publikacji, patentów, pozycją społeczną, funkcjami czy stanowiskami. Okazało się, że o sukcesie życiowym obok inteligencji decydują cechy osobowości, takie jak wspomniana sumienność czy otwartość na doświadczenie. Co więcej, wybitny iloraz inteligencji może przeszkadzać w osiągnięciach życiowych.

W jakim sensie przeszkadza?
– Osoba o skrajnie wysokiej inteligencji właściwie nie ma kontaktu z otoczeniem. Staje się kimś niezrozumiałym, bo krąży po orbicie niedostępnej dla swojego otoczenia. W szkole to zwykle tak zwany troublemaker [z ang. sprawiający problemy – dop. red.] – zadaje pytania, na które nauczyciel nie jest w stanie odpowiedzieć nie dlatego, że brak mu wiedzy, ale nie nadąża za uczniem w zdolności do rozumowania, abstrakcyjnego myślenia.
To może wyjaśniać, dlaczego najbardziej inteligentne osoby, członkowie Mensy, zwykle nie mają dużych osiągnięć.
– Właśnie dlatego, że otoczenie ich zwykle nie rozumie.

A przecież w Stanach wyliczono, że każdy punkt IQ wart jest około 186 dolarów. O tyle więcej średnio zarabia rocznie osoba, która ma IQ o jeden punkt wyższy...
– Może nie każdy punkt da się przeliczyć, ale to prawda. Wszelkie metaanalizy potwierdzają, że iloraz inteligencji jest czynnikiem, który zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Co do tego nie ma wątpliwości. Status społeczno-
-ekonomiczny wysoko koreluje z ilorazem inteligencji. Ale inteligencja jest tylko jednym z czynników, które decydują o osiągnięciach, o sukcesie.

Czym zatem jest inteligencja, a czym na pewno nie jest? Często potocznie uważa się inteligencję za coś innego niż naprawdę jest.
– Inteligencja na pewno nie jest umiejętnością. Nie jest też tym, co znamy jako inteligencję społeczną, emocjonalną, praktyczną itd. Powołam się na definicję inteligencji, którą zaproponowało w 1994 roku w „Wall Street Journal” grono bodaj 52 światowej sławy badaczy inteligencji, wśród nich Robert Sternberg, Robert Plomin, Hans Eysenck. Mówią oni, że inteligencja jest to bardzo ogólna zdolność umysłowa, która obejmuje między innymi: zdolność rozumowania, planowania, rozwiązywania problemów, myślenia abstrakcyjnego, rozumienia złożonych idei, szybkość uczenia się i korzystanie z doświadczeń. Ta definicja najbardziej zbliża się do tego, jak rozumiał inteligencję Charles Spearman – jako zdolność do rozumowania i wnioskowania. Bliska jest też temu, co później Raymond Catell wyróżnił jako inteligencję płynną, czynnik Gf, czyli potencjał genetyczny, który przynosimy ze sobą na świat. Potem na tej osnowie inteligencji wrodzonej pod wpływem doświadczeń, uczenia się, rozwija się zdaniem Catella inteligencja skrystalizowana, czynnik Gc. I to między innymi tłumaczy, dlaczego są osoby ponadosiemdziesięcioletnie, które świetnie funkcjonują pod względem intelektualnym. Cechują się mądrością. Wydaje się to niepojęte, jeżeli przyjąć, że biologicznie zdeterminowany potencjał inteligencji rozwija się do wieku studenckiego, pod koniec studiów osiąga plateau, a potem już tylko spada.

Starsze osoby świetnie sobie radzą w znanych sytuacjach, natomiast stojąc przed zupełnie nowym zadaniem, mogą mieć problemy...
– Tak, bowiem wraz z wiekiem zmniejsza się zdolność do nabywania nowej wiedzy, do uczenia się. Dlatego radzimy dzieciom i wnukom: ucz się różnych rzeczy – języka obcego, gry na instrumencie – za młodu. Powyżej 40 czy 50 lat zaczynają się pojawiać deficyty w pamięci roboczej, operacyjnej. To się przejawia na przykład tym, na co i ja „choruję” – brakiem gotowości pamięci. Czasem nie mogę przywołać z pamięci trwałej tego, co doskonale znam.
Jak Pan Profesor wspomniał, inteligencja zależy od czynnika biologicznego i od doświadczenia. W podręcznikach podaje się jako dogmat, że wkład obu tych czynników jest równy, po 50 procent. Ale wydaje się, że doniesienia z badań dotyczących inteligencji kładą nacisk na czynnik biologiczny. Czy jest on istotniejszy?
– Na pytanie, w jakim stopniu czynnik genetyczny, a w jakim środowisko przyczynia się do różnic indywidualnych w inteligencji, odpowiadano w różny sposób. Rolę czynnika genetycznego podkreślano szczególnie w pierwszych latach badań. Klasyczne już badania Hansa Eysencka, Raymonda Catella czy Artura Jansena pozwoliły ustalić, że czynnik genetyczny odpowiada, z grubsza biorąc, za 80 procent różnic indywidualnych w inteligencji. Ale posługiwano się wtedy niedoskonałymi metodami, takimi jak: drzewa genealogiczne, porównywanie bliźniąt jedno- i dwujajowych. Stosowano też bardzo prostą statystykę. Z biegiem czasu włączono do badań porównania par osób o różnym stopniu pokrewieństwa genetycznego, od niespokrewnionych do bliźniąt jednojajowych – wychowywanych razem bądź osobno. Te ostatnie badania dostarczały najsilniejszych argumentów na rzecz znaczenia czynnika genetycznego. Dalej, porównywano biologicznych rodziców dzieci adoptowanych, z którymi te dzieci nie miały kontaktu i okazało się, że korelacja z rodzicami biologicznymi była znacznie wyższa niż z adopcyjnymi. Metodologia badań w zakresie genetyki zachowania zmieniła się. W oparciu o metaanalizy do-
szliśmy do wniosku, że istnieje tzw. arystotelesowski złoty środek, mianowicie różnice w inteligencji w 50 procen-
tach zależą od czynnika genetycznego, a w 50 od środowiska.

Pewna piękna...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy