Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Wstęp

30 marca 2016

Jedzenie

Zastanawiam się, w jakim stopniu jedzenie, szczególnie gdy wokół są ludzie bliscy, może stanowić przeciwwagę dla ciemnej strony życia.

W języku polskim jedzenie ma dwa znaczenia. W pierwszym oznacza czynność, w drugim – pokarm. Jako czynność jedzenie jest sprawą dość banalną. Jako pokarm banalną już nie jest. Nie dość, że utrzymuje nas przy życiu, to jeszcze pełni wiele innych funkcji. W wielu kręgach na przykład jest wskaźnikiem sympatii („tak mało jesz, chyba mnie nie lubisz” – można nieraz usłyszeć). Sam z jedzeniem mam pewne kłopoty.

Był w moim życiu taki czas, szczęśliwie niedługi, kiedy brakowało pożywienia, więc jadało się wszystko (dosłownie), co choćby w minimalnym stopniu nadawało się do jedzenia. Może dlatego obfitość jedzenia już na zawsze stała się dla mnie czymś osobliwym, nienormalnym. Nie lubię patrzeć na jedzenie, choć lubię, kiedy ładnie wygląda i ładnie pachnie, a obfite szwedzkie stoły skłaniają mnie do ucieczki. Im jedzenia jest więcej, tym mniejszą mam na nie ochotę. Nadmiar pożywienia, typowy na przykład dla świąt i przeróżnych uroczystości, budzi mój opór.

Lista rzeczy, których nie jadam, bo nigdy się tego nie nauczyłem, jest bardzo długa (choć większość moich przyjaciół sądzi, że chodzi tylko o pomidory). Jedne mi nie smakują (na przykład słodycze), inne budzą wstręt (jak wspomniane pomidory). Jedzenie nie jest moim ulubionym zajęciem, a pokarm – szczególnie ważną częścią świata. Lubię jednak czytać o jedzeniu.

Bynajmniej nie chodzi o książki kucharskie, ale o fragmenty powieści, które jedzenia dotyczą. O uświęconym rosole z kury u Jerome’a Salingera czy o krewetkach Ramony u Saula Be[-]ll[-]owa. Takie frazy mogę czytać bez...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy