Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

15 marca 2016

Jak władza psuje 

34

Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie - twierdził brytyjski historyk, polityk i pisarz Lord Acton. Zdeprawowała Kaligulę, który konia uczynił senatorem. John Kennedy był przykładnym mężem... póki nie został prezydentem USA. Dlaczego im jesteśmy wyżej, tym niżej upadamy moralnie?

Jakże często osoby zajmujące wysokie stanowiska w polityce czy biznesie dopuszczają się oszustw, malwersacji, nepotyzmu, wykorzystywania, molestowania podwładnych i innych nadużyć. Dominique Strauss-Kahn, dyrektor Międzynarodowego Funduszu Walutowego, oskarżony o napaść na pokojówkę, nie należy do wyjątków. Nie trzeba rządzić długo, nie trzeba mieć władzy absolutnej, piastować najwyższych stanowisk, by zarazić się bakcylem władzy. Władza demoralizuje szybko i skutecznie. Na czym polega jej demoralizujący wpływ? Co takiego ma w sobie, że prowadzi na manowce?

Co wolno wojewodzie
Z definicji władca ma wpływ na tych, którzy mu podlegają. Może więc więcej. Ma dostęp do zasobów, możność realizacji swych dążeń i celów. Ci, którzy zdobywają władzę, zyskują większe poczucie niezależności i kontroli nad zdarzeniami. Uważają, że są lepsi, więc należy im się więcej. Oczekują, że inni im się podporządkują i chcąc nie chcąc będą wypełniać rozkazy swego „pana i władcy”. Władcy patrzą na świat z perspektywy kota wśród myszy. Nie uznają ograniczeń i korzystają ze swoich przywilejów, niekiedy naruszając normy obyczajowe lub prawne. Czują się przy tym bezkarni, bo kto się odważy pociągnąć ich do odpowiedzialności?
Władza wszystko wybaczy... sobie samej.

Jak się okazuje, osoby będące u władzy stosują ostrzejsze normy moralne wobec innych, zaś siebie oceniają łagodniej. W jednym z badań Jorisa Lammersa i Diederika Stapela z Uniwersytetu w Tilburgu oraz Adama Galinsky’ego z Uniwersytetu Northwestern uczestnicy przypominali sobie zdarzenie z własnego życia, kiedy albo sprawowali władzę, albo byli komuś podporządkowani, po czym mieli ustosunkować się do faktu, że ludzie oszukują, na przykład zawyżając koszty delegacji. Sprawujący władzę bardziej potępiali oszustwo niż podwładni – ale tylko cudze. Kiedy sami mogli oszukać, nie oparli się pokusie. Zawyżali liczbę punktów, jakie rzekomo wypadły im w rzucie kostką, dzięki czemu mogli dostać więcej żetonów na loterię. Władcom zawsze dziwnym trafem wypadało więcej punktów niż podwładnym. Oszukiwali, ale nie mieli sobie tego za złe.

Podobnie, gdy łamali przepisy drogowe, oszukiwali w zeznaniach podatkowych czy przywłaszczali sobie skradziony rower, byli zdecydowanie bardziej pobłażliwi niż wtedy, gdy to samo robił ktoś inny.

Ci, co mają władzę, są bardziej skłonni niż podwładni naruszać normy czy przepisy, i na dodatek nie widzą w tym nic zdrożnego. Bo przecież reguły są dla innych, ale rządzących nie obowiązują.

Mistrzowie kłamstwa
Władza czyni z nas hipokrytów. Ale dlaczego nasila skłonność do nieuczciwych działań, do okłamywania, oszukiwania, naruszania norm – zastanawiali się Dana Carney, Andy Yap, Brian Lucas i Pranjal Mahta z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku. Ich zdaniem dzieje się tak dlatego, że władza redukuje emocjonalne, poznawcze i fizjologiczne koszty oszukiwania.

Aby to sprawdzić, przydzielili uczestnikom badania rolę przełożonego lub podwładnego. Szef zajmował duży gabinet, do którego wzywał podwładnego, po czym odsyłał go do małego pokoiku. Razem mieli rozdzielić określoną sumę pieniędzy między kilka osób. Jednak to szef podejmował ostateczną decyzję o tym, jak kwota będzie podzielona, on też przyznawał wynagrodzenie za udział w badaniu zarówno sobie, jak i podwładnemu.

W trakcie badania wydarzało się coś nieoczekiwanego. Otóż jego uczestnicy – i ten grający szefa, i podwładny – dowiadywali się, że między książkami leżącymi w rogu pomieszczenia, w którym akurat przebywali, schowano studolarowy banknot. Połowa badanych dostała polecenie (wyświetlane na monitorze) odnalezienia banknotu i przywłaszczenia go sobie, pozostałych zaś informowano, że mają znaleziony banknot odłożyć z powrotem. Następnie prowadzono dochodzenie w tej sprawie, przy czym badani, niezależnie od tego, czy ukradli banknot, czy nie, mieli przekonać śledczego, że tego nie zrobili. Za skuteczne oszustwo obiecano im nagrodę w wysokości 100 dolarów.

Rozmowy uczestników ze śledczym zostały nagrane, aby można było sprawdzić, czy pojawiają się u nich jakieś niewerbalne sygnały świadczące o tym, że kłamią. Analizowano także ich funkcjonowanie poznawcze testem Stroopa. Polega on na tym, że prezentowane są wyrazy będące nazwami kolorów (np. „czerwony”), ale czcionka czasem jest w tym samym kolorze, na jaki wskazuje treść wyrazu, a czasem w innym – słowo „czerwony” napisane jest kolorem zielonym, zadaniem badanego jest jak najszybsze podanie koloru czcionki. Wbrew pozorom nie jest to łatwe, bowiem trudno uwolnić się od znaczenia wyrazu. Ponadto od uczestników pobrano próbki śliny w celu zmierzenia poziomu kortyzolu.

Wyniki badania pokazały, że ci, którzy dostali rolę podwładnych, gorzej radzili sobie w tej sytuacji. Gdy oszukiwali, mówili podniesionym tonem głosu, zaciskali wargi, wzruszali ramionami, wahali się i robili pauzy – widać było po nich, że oszukują i przeżywają w związku z tym wewnętrzny konflikt. Po oszustwie czuli wstyd i gnębiło ich poczucie winy. Gorzej funkcjonowali poznawczo w teście Stroo[-]pa – czas ich reakcji znacznie się wydłużał, gdy kolor czcionki był inny niż znaczenie wyświetlanego wyrazu.

Inaczej przełożeni – ci kłamali jak z nut i nic w ich zachowaniu nie wskazywało, że mijają się z prawdą. Po kłamstwie nie gnębiło ich ani poczucie winy, ani wstyd z powodu tego, co zrobili. Nie poświęcali temu uwagi, nie rozpamiętywali, dlatego nawet po kłamstwie dobrze wypadli w teście Stroopa. Nie zdradzali żadnych oznak stresu. Co więcej, rzeczywiście mieli niższy po...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy