Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

14 grudnia 2015

Innymi oczyma

0 383

Zmiana perspektywy pozwala dostrzec to, co inaczej nie przyszłoby do głowy. Wystarczy zmienić otoczenie albo wyobrazić sobie, że jest się kimś innym.

Artyści chętnie ukrywają swoją prawdziwą tożsamość, sięgają po pseudonimy. Nierzadko robią to z przyczyn bardzo praktycznych. Na przykład Nicolas Kim Cop[-]pola nie chciał być kojarzony ze swoim słynnym wujkiem, reżyserem Francisem Fordem Coppolą („Czas apokalipsy”, „Ojciec chrzestny”), więc zaczął przedstawiać się jako Nicolas Cage. Z czasem zyskał sławę jako aktor i producent filmowy. Niekiedy pseudonim artystyczny bywa bardziej medialny niż prawdziwe nazwisko – Demi Moore zdecydowanie szybciej zapada w pamięć niż Demetria Gene Guynes. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że pseudonim nie jest prawdziwym nazwiskiem – nie wszyscy wiedzą, że Mark Twain naprawdę nazywał się Samuel Langhorne Clemens.

Dziś przemawia de Campos
Żadna ze sław szklanego ekranu nie posunęła się jednak w posługiwaniu się pseudonimami tak daleko jak Fernando Pessoa. Ten znany dziewiętnastowieczny pisarz z Portugalii tworzył pod kilkoma pseudonimami, a właściwie heteronimami. Heteronim to coś więcej niż alternatywne nazwisko czy pseudonim artystyczny – kryje się za nim fikcyjna postać, stworzona przez artystę. Heteronimy portugalskiego pisarza – a stworzył ich ponad 70 – były wymyślonymi przez niego osobistościami. Każda z nich miała własną datę i miejsce urodzenia, upodobania, antypatie, a nawet charakterystyczny styl pisarski. W jednym z listów do swojego przyjaciela – Adolfa Casais Monteiro – Pessoa napisał, że bez trudu potrafi przywołać w głowie każdą z alternatywnych osobowości: „Ricardo Reis urodził się w 1887 roku w Porto (nie pamiętam dokładnie dnia ani miesiąca), jest lekarzem i aktualnie przebywa w Brazylii (...). Álvaro de Campos urodził się 15 października 1890 roku w Tavirze (...). Jest, jak zapewne wiesz, inżynierem budującym statki (w Glasgow), ale obecnie przebywa w Lizbonie. Caeiro jest średniej postury (...). Ricardo Reis jest odrobinę, ale tylko odrobinę niższy, krzepki i szczupły. Álvaro de Campos jest wysoki (1,75 m, 2 cm wyższy ode mnie), chuderlawy i nieco pokracznie się porusza”.

Oczywiście heteronimy Pessoi znały się i pozostawały ze sobą w bliskim kontakcie. I tak Ricardo Reis recenzował powieści Alberta Caeiro i Álvara de Campos, zaś de Campos krytykował dzieła samego Pessoi. Jeden ze znajomych pisarza powiedział, że gdy spotkał kiedyś Pessoę na ulicy, usłyszał: „Dziś rozmawiasz z Álvarem de Campos”.
Trudno stwierdzić, gdzie w przypadku tego autora kończyło się odgrywanie roli, a zaczynało szaleństwo. Tak czy inaczej wiele wskazuje na to, że jego niezwykła produktywność literacka wiązała się z tym osobliwym „lawirowaniem” między różnymi wcieleniami. Trzy główne heteronimy pisarza – Reis, później Caeiro i de Campos – stworzyły wspaniałe dzieła literackie.

POLECAMY

Nietypowy proces twórczy artysty pokazuje, że nasza kreatywność bywa ograniczona przez ramy osobowości i utarte schematy myślenia. Jeśli uda nam się w pewnym stopniu od tej zależności uwolnić, może to zaowocować przypływem większych sił twórczych. Jak to zrobić?

Złap oddech
„Uwolnienie się” od „ja” wcale nie musi oznaczać zmiany tożsamości. Już odrobina dystansu powinna nam pomóc zmienić sposób myślenia. Dowodzą tego badania prowadzone na New York University i Cornell University. Zadanie uczestników eksperymentu polegało na znalezieniu sposobu ucieczki z więzienia. Do dyspozycji mieli linę – niestety, była zbyt krótka i nie sięgała do ziemi. Część uczestników badania wyobrażała sobie, że są więźniami, którzy próbują uciec, pozostali zaś – że pomagają w ucieczce innemu skazanemu.

Choć wydaje się, że planowanie włas[-]nej ucieczki powinno sprzyjać szybszemu znalezieniu rozwiązania, to w rzeczywistości okazało się, że po dwóch minutach połowa badanych z tej grupy wciąż tkwiła w więzieniu. Za to aż dwie trzecie „pomocników” znalazło w tym czasie sposób na opuszczenie więzienia.

Efekt Pessoi zakłada, że zdystansowanie się wobec własnego „ja” uwolni w nas kreatywność. Uczestników jednego z badań poproszono, by napisali opowiadanie o przybyszu z kosmosu. Jedna grupa miała podpisać historię własnym imieniem i nazwiskiem, pozostali mieli tworzyć jako inna osoba. Okazało się, że uczestnicy z drugiej grupy wymyślali bardziej oryginalne opowiadania. Oznacza to, że „oddalenie się” od własnego „ja” sprzyja inwencji twórczej.
Zgodnie z zasadą Pessoi każda sytuacja, która pozwala nabrać dystansu do siebie, sprzyja kreatywności. Jedną z metod pobudzenia kreatywności jest przysłowiowe „złapanie oddechu”, czyli tymczasowe zdystansowanie się od problemu. Każdy pisarz wie, jak bardzo czasem pomaga kilkudniowa przerwa w pisaniu. Po takim „odetchnięciu” patrzymy na tekst innymi oczami, bo przecież przez ten czas my sami odrobinę się zmieniliśmy.

Daleko stąd
Podobne korzyści przyniesie nam dystans przestrzenny, i to nawet tylko wyobrażony. Dowiódł tego w swoich badaniach Lile Jia, psycholog z Indiana University. Uczestnicy jednego z jego eksperymentów mieli za zadanie wymienić jak najwięcej środków transportu. Podzielono ich na dwi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy