Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

7 kwietnia 2019

NR 4 (Kwiecień 2019)

I po zabawie…

132

Jest dziedzina, w której kobiety osiągnęły, niestety, pełne równouprawnienie: mogą pić alkohol tak jak mężczyźni. I piją! Jednak płacą za to znacznie wyższą cenę niż panowie. Czy jest dla nich ratunek?

Nasze babki i prababki z pewnością miałyby czego zazdrościć Polkom Anno Domini 2019. Z pewnymi tylko wyjątkami mamy prawo – tak samo jak mężczyźni – robić, co chcemy, nie pytając nikogo o przyzwolenie. 

POLECAMY

Możemy zatem chodzić do szkoły, wykonywać dowolne zawody, posiadać konta w banku, wybierać sobie mężów, a nawet wymieniać ich na lepszych, albo zakładać rodzinę bez... mężczyzny. Możemy nie tylko podróżować bez przyzwoitki, lecz także chodzić same do barów i nikt nas za to nie wyrzuci poza nawias społeczeństwa. Doprawdy: rzecz nie do pomyślenia 100 lat temu. 

I jest jeszcze coś – możemy publicznie, jawnie pić alkohol tak często i tak dużo, jak chcemy. Jak mężczyźni. Możemy, więc pijemy. Typowo męskie przypadłości sprzed lat – patologiczne alkoholizowanie się i uzależnienie – zaczęły dotykać coraz więcej kobiet, a nawet już dziewczynki. Odnotowują to statystyki we wszystkich krajach naszego regionu. Tylko patrzeć, jak i tu zostanie osiągnięte całkowite równouprawnienie. Niestety.

Według statystyk Europejki konsumują już 30 proc. całego spożywanego alkoholu i mniej więcej 5–7 proc. pijących kobiet ma dość szybko poważne problemy zdrowotne, rodzinne, zawodowe i społeczne. 
Z moją superwizorką policzyłyśmy pacjentów z ostatniego roku, którzy zgłaszali się z problemem alkoholowym. Ona miała ok. 30 proc., a ja prawie 75 proc. kobiet. Ona pracuje w placówce odwykowej, ja konsultuję prywatnie i najczęściej to właśnie kobiety szukają u mnie porady. Dane GUS i PARPA (Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych) potwierdzają, że we współczesnej Polsce, w dużych miastach, wśród kobiet o średnim i wysokim statusie materialnym problem alkoholowy narasta. Pokazuje to film Kingi Dębskiej „Zabawa, zabawa” – jego bohaterki to pani prokurator, lekarka, studentka. Piją szampana albo białe wino, albo wódkę. Ale każda z nich straciła już nad tym kontrolę. 

Cztery pokolenia

Czy problem dotyczy tylko środowisk wielkomiejskich, tych „z wyższej półki”? Osobiście przekonałam się, że nie. Minionego lata w ramach projektu „Teatr Polska” przez kilka miesięcy jeździłam po małych miastach ze spektaklem „Gardenia” Elżbiety Chowaniec w reżyserii Wojciecha Urbańskiego. Opowiada on o przekazywaniu alkoholizmu i przemocy domowej na przykładzie poruszającej historii czterech pokoleń kobiet z jednej rodziny. Po każdym przedstawieniu rozmawiałam z publicznością. Dyskusje ciągnęły się nieraz do późnej nocy. Widzowie wspominali, często łamiącym się głosem, ciężkie przeżycia z alkoholowych rodzin swego dzieciństwa. Pamiętam kobietę, która powiedziała wprost: – Ta sztuka to o mnie. Ja byłam tą trzecią matką. Ale przeszłam leczenie w ośrodku, wstąpiłam do AA i już osiem lat nie piję. Zawdzięczam to córce, która sama poszła na terapię DDA, jak ta najmłodsza bohaterka sztuki – i nie odpuściła mi, dopóki nie zgłosiłam się po pomoc.

Czy – jak w „Gardenii” – pić zaczyna się zawsze z nieszczęścia? Czy alkoholizm matki musi przenieść się na córkę? Pytania ciekawe, zjawisko też. Poznajemy je coraz lepiej między innymi dzięki badaniom naukowym, głównie amerykańskim, ale w ostatnich dekadach prowadzonym również przez polskich badaczy. Na przykład dr hab. Małgorzata Dragan z Uniwersytetu Warszawskiego badała, jak nadużywanie substancji psychoaktywnych, w tym alkoholu, wiąże się z doświadczeniami traumatycznymi. Z danych, przedstawionych w monografii Problemowe picie alkoholu przez młode kobiety (Nagroda Teofrasta za najlepszą psychologiczną książkę naukową), wyłania się obraz kobiet używających alkoholu jako lekarstwa na wstrząsy i urazy emocjonalne. Wiele pań leczy w ten sposób swoje zadawnione traumy, które często na całe życie rujnują im poczucie wartości. Nie jest to jednak obraz pełny.

Przy winku i kolorowych drinkach

Pani Elwira (naprawdę ma na imię inaczej) żyje w dużym mieście, opływa w dostatki. Podobnie jak pani prokurator w filmie Kingi Dębskiej ma młodość, urodę i świetne wykształcenie. Jest szczęśliwą żoną i matką kilkuletniej córeczki. Ma pomoc domową, dobrze płatną pracę oraz duży krąg równie zadowolonych z życia znajomych. A pije. Pije coraz więcej i więcej. Już w czasie studiów nie stroniła od zakrapianych imprez, ale na dobre zaczęła pić podczas urlopu macierzyńskiego. Z innymi mamami z sąsiedztwa spotykała się na pogawędki przy winku lub kolorowych drinkach. Szykowała obiad albo usypiała małą, sącząc ulubione chardonnay. Potrafiła wypić pół butelki i więcej. Teraz wróciła do pracy i też wypija kieliszek lub dwa wina, gdy wyskakuje coś zjeść. Wieczorami z mężem też lubią napić się do kolacji dobrego wina. Elwira poprosiła o dyskretną rozmowę. Zauważyła, że od dłuższego czasu niemal codziennie zaczyna dzień od kilku tabletek od bólu głowy. W pracy już kilkakrotnie zwracano jej uwagę, że z obiadu wraca na chwiejnych nogach.

Ale punktem zwrotnym były słowa matki. Spędzały razem część wakacji nad morzem i matce to wystarczyło, żeby zaniepokoić się piciem córki. Powiedziała jej bez ogródek, że „idzie w ślady ojca”. 

Elwira zgłosiła się na terapię, a nawet zachęciła jedną ze swoich „kum od kielicha”, żeby wybrała się razem z nią. Czytają teraz książki o uzależnieniu polecone przez terapeutkę, rozmawiają z bliskimi o tym, czego dowiadują się na terapii, ale obie po cichu liczą, że terapia pomoże im znaleźć sposób na powrót do bezproblemowego używania alkoholu, takiego „jak na początku”. – Zobaczymy... – mówią. Gdyby jednak okazało się to niewykonalne, wtedy, trudno, nauczą się żyć bez ulubionego wina.

Nie zawsze wyhamowanie picia odbywa się tak spokojnie. Przykładem może być Halina, 48-letnia urzędniczka, rozwiedziona, teraz znowu bez pracy, samotnie borykająca się z wychowaniem dwóch nastoletnich synów. Podejmowała kilka prób terapii, każda pomagała jej na krótko; po kolejnych zapiciach popadała w coraz gorsze tarapaty. Jest wyniszczona fizycznie i psychicznie, bierze leki na depresję i na sen, non stop choruje. Ma nadzieję, że uda jej się załatwić rentę. – Jak tylko chłopaki się ustatkują, wysiadam. Już nikomu do niczego nie będę potrzebna. Takie życie – mówi. 

Trudno jej pomóc. Nie chce jej się żyć i w dodatku nie ma kto zatroszczyć się o nią.

Powody do niepokoju

Od czasu do czasu wypijasz kieliszek wina albo drinka. Czy to powód do niepokoju? 

Wśród stwierdzeń poniżej zaznacz te, które opisują twoje reakcje:

  • Po wypiciu jednego kieliszka czy drinka mam silne pragnienie, by wypić kolej...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy