Dołącz do czytelników
Brak wyników

Materiały PR

7 października 2019

Historia bywa wielką traumą. Wywiad z Danutą Chlupovą

53

„Staram się, żeby w moich książkach były nie tylko ból i mrok, ale też światło i nadzieja” - mówi Danuta Chlupová, laureatka nagrody Literacki Debiut Roku, której najnowsza powieść zatytułowana „Trzecia terapia” właśnie trafiła do księgarń.

Często wydaje się nam, że dziś, po tylu latach od zakończenia wojny, tamte tragiczne wydarzenia już nas bezpośrednio nie dotyczą, że nie mają wpływu na nasze życie. Tymczasem w pani powieściach – zarówno w debiutanckiej „Bliźnie”, jak i najnowszej, zatytułowanej „Trzecia terapia”, echa wielkiej historii wkradają się w codzienność zwykłych ludzi, determinując ich losy i odciskając na nich swoje piętno. To dla Pani ważny temat?

Ważny, chociaż muszę powiedzieć, że w przypadku „Blizny” do napisania książki skłoniły mnie inne pobudki niż w przypadku „Trzeciej terapii”. Tragedię wioski sąsiadującej z moją pamiętali wszyscy starsi ludzie w okolicy, bezpośrednio dotknęła mojej rodziny. „Trzecia terapia” jest natomiast próbą wczucia się w położenie potomków nazistowskich oprawców. Kiedy zaczynałam pisać „Trzecią terapię”, przeczytałam książkę Tatiany Freidensson pt. „Mój ojciec był nazistą”. Są to rozmowy z potomkami czołowych przywódców III Rzeszy. Wtedy zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak wielka, w porównaniu z winą Rudolfa Hӧssa czy K. H. Franka, jest wina szeregowych esesmanów czy innych funkcjonariuszy służb represyjnych Trzeciej Rzeszy, tych wszystkich ludzi, którzy zabili „tylko” kilku ludzi, a może nawet „zaledwie” jednego człowieka....

W „Trzeciej terapii” przedstawia pani historię Mathildy, Niemki, nad którą ciąży rodzinna klątwa – jej dziadek był esesmanem w obozie Auschwitz. Mathilda próbuje wyzwolić się od demonów przeszłości, które uparcie ją prześladują, ale nie radzi sobie z tym zadaniem zbyt dobrze... Proszę opowiedzieć, jak powstawała ta postać? Czy jest całkowicie fikcyjna?

Mathilda jest w całości fikcyjną postacią. Moja bohaterka o wiele silniej od wielu innych osób przeżywa winę swojego dziadka. Ma to źródło w jej dzieciństwie, w chorobie jej matki. Gdyby była osobą silniejszą psychicznie, bardziej pewną siebie, wtedy prawdopodobnie, tak jak jej koleżanki, nie interesowałaby się tym, co robili jej przodkowie podczas wojny, a w każdym razie wiedza ta nie miałaby na nią tak wielkiego wpływu.

Mathilda, pragnąc wyzwolić się od ciężaru, jakim jest wiedza o przeszłości jej dziadka, wpada w ręce Thomasa, podającego się za psychoterapeutę wyrachowanego oszusta, który wykorzystuje ją w każdy możliwy sposób. Opis tej patologicznej relacji z pewnością poruszy wszystkie kobiety, czytające „Trzecią terapię”. Tworząc ten wątek, chciała Pani przestrzec czytelniczki przed przemocą, zarówno psychiczną, jak i fizyczną, której mogą doświadczyć ze strony mężczyzn?

Raczej chciałam pokazać, jak osoba zagubiona, samotna, z niskim poczuciem własnej wartości, łatwo ulega różnym wpływom zewnętrznym i manipulacjom ze strony innych osób, które mogą mieć wobec niej złe zamiary. Na szczęście zarówno w mojej powieści, jak i w życiu, są ludzie źli i ludzie dobrzy i dzięki temu Mathilda nie jest w sytuacji bez wyjścia.

Jednym z głównych pytań, jakie nasuwają się po przeczytaniu „Trzeciej terapii”, jest: czy ponosimy winę za przeszłość naszych przodków? W pewnym momencie bohaterka Pan...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy