Gorzej być nie może

Ja i mój rozwój Praktycznie

Choć dobrze życzymy znajomym, czasem czujemy ulgę, że nie powodzi im się lepiej niż nam. Lubimy razem ponarzekać na pogodę, szefa, świat, służbę zdrowia, gospodarkę. Dlaczego? Skąd w nas ta marudność?

Anna jest tuż po trzydziestce. Jej sytuacja życiowa przypomina tę, w jakiej żyje mnóstwo ludzi w jej wieku: praca, rodzina, kredyt na mieszkanie. A jednak może o sobie powiedzieć, że jest szczęściarą. O etat i umowę na czas nieokreślony dzisiaj bardzo trudno, a bez tego nie ma mowy o kredycie. Wielu jej znajomych wciąż wynajmuje mieszkania, a ona ma własne, ładnie urządzone. – Gdy miałam problemy w firmie, groziło mi bezrobocie i szukałam nowego zajęcia, przyjaciele chętnie o tym słuchali, pocieszali mnie, wzdychali. Sami byli w podobnej sytuacji. Kiedy zaczęło mi się dobrze układać, nagle pojawił się z ich strony dystans. Nie odwiedzali mnie już tak chętnie, nie słuchali. Nie umieli nawet pogratulować i powiedzieć, że cieszą się z moich osiągnięć – opowiada Anna. Uważa, że z biegiem lat znajomi stali się bardziej powściągliwi. Kiedy byli młodsi, uczyli się w szkole czy na studiach, w otwarty sposób mówili o swoich sprawach, bez porównywania się z innymi i zastanawiania się, jak wypadają na tle rówieśników.

Gorzki smak porównań

– Większość ludzi ma skłonność do porównywania się z innymi i budowania samooceny w oparciu o to właśnie kryterium. Człowiek jest istotą społeczną, więc zależność od otoczenia jest w pewnym zakresie czymś naturalnym. Czasem jednak przybiera paradoksalne, uciążliwe dla otoczenia formy – mówi dr Agnieszka Świderska, psycholog i psychoterapeuta z Benefits of Psychotherapy, niezależnej instytucji psychoterapeutyczno-badawczej.

To, czego doświadcza Anna, dobrze przewiduje model utrzymania samooceny, sformułowany przez amerykańskiego psychologa Abrahama Tessera. Zgodnie z nim to właśnie porównania z innymi ludźmi są miarą tego, ile jesteśmy warci. Wynik porównań niekiedy podnosi naszą samoocenę, innym razem ją obniża. Zależy to od trzech czynników: rozbieżności między naszymi osiągnięciami a wynikami innych ludzi, bliskości między nami a tymi innymi, z którymi się porównujemy, oraz ważności dla nas dziedziny, której porównania dotyczą. Sukces bliskiej osoby cieszy nas i podnosi nam samoocenę, jeśli dotyczy dziedziny, która nie jest dla nas osobiście ważna. Możemy się wtedy pławić w blasku odbitej od niej chwały. Co jednak ma zrobić Urszula Radwańska, tenisistka, gdy jej siostra Agnieszka wciąż jest wyżej od niej w światowym rankingu? Być może jej samoocena doznaje uszczerbku w wyniku porównań z siostrą.
Model Tessera przewiduje trzy sposoby podtrzymania samooceny w tych warunkach.

Po pierwsze, można próbować zmniejszyć różnicę między osiągnięciami własnymi i bliskiej osoby. Urszula Radwańska może wzmóc wysiłek na treningach. Jeśli nie przynosi to oczekiwanych rezultatów, może próbować zdeprecjonować rezultaty bliskiej osoby, zakładając, że wyjątkowo jej się udało, los jej sprzyjał. Albo – co jest posunięciem bardziej perfidnym – wycofać pomoc dla bliskiej osoby (np. Urszula nie użyczy rakiety siostrze, gdy ta będzie jej potrzebowała).

Po drugie, chroniąc własną samoocenę, można zwiększyć dystans między sobą a bliską osobą, która odnosi większe od nas sukcesy w ważnej dla nas dziedzinie. Coraz mniej mamy ochoty spotykać się z siostrą, żoną czy przyjaciółką, by wysłuchiwać opowieści o jej kolejnych sukcesach. Spostrzegamy ją jako mniej podobną do nas. Właśnie tego mogła doświadczyć Anna, gdy przyjaciele się od niej odsunęli, a ona nie rozumie, dlaczego tak się stało.

Jeśli i to nie przynosi skutku, pozostaje nam zmienić ważność dziedziny, zająć się czymś innym (Ur...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



 

Przypisy

    POZNAJ PUBLIKACJE Z NASZEJ KSIĘGARNI