Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

5 lutego 2016

Głupi w grupie

42

Czy to możliwe, abyś pewnego dnia sprzedał mieszkanie, samochód i cały swój majątek przekazał na konto jakiejś organizacji? Czy rzucałbyś w ludzi kamieniami, dlatego że mają na sobie koszulkę z emblematem drużyny innej niż ta, której kibicujesz? Wydaje się to mało prawdopodobne, dopóki nie znajdziesz się w nieodpowiedniej grupie.


Jaka była pogoda 18 listopada 1978 roku w Jonestown? Nie wiadomo. Prawdopodobnie było gorąco i parno. Blisko tysiąc mieszkańców tej małej, zagubionej w gujańskiej dżungli osady wstało tego dnia, nie wiedząc, co ich czeka. A może już coś przewidywali? Ostatnie dni pełne były chaosu. Tego dnia przywódca Jim Jones zgromadził wszystkich na placu i rozdawał im napój z trucizną. Czy wiedzieli, co piją? Czy sami go wypijali, czy ich zmuszano? Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że w Jonestown zginęło tego dnia 913 osób, członków Świątyni Ludu, w tym 276 dzieci. Czy mógłbyś być wśród nich?
Albo wśród kibiców Legii, którzy w lipcu tego roku, uzbrojeni w pręty i kamienie, wtargnęli na boisko Vetry Wilno, zniszczyli murawę, powyrywali krzesełka. Jeśli myślisz, że to niemożliwe, to nie doceniasz siły wpływu, jaki ma na ciebie grupa.
Już w chwili narodzin stajemy się członkami różnych grup. Oprócz becikowego, pieluch i zabawek, otrzymujemy kawałeczek nowiutkiej tożsamości. Rodzimy się jako Polak, mężczyzna lub kobieta, katolik. A potem zakres tych społecznych przynależności poszerza się. Każdy z nas należy do jakiejś grupy społecznej czy zawodowej. I choć wydaje nam się, że jesteśmy niezależni, w rzeczywistości nasze zachowanie jest zależne od naszego środowiska, które Kurt Lewin nazwał „polem”. Wiele zależy od tego, co mówią i robią tzw. osoby znaczące: liderzy, autorytety, członkowie rodziny. Zgodnie z teorią wpływu społecznego Bibba Latané, wpływ grupy jest tym silniejszy, im więcej osób wywiera nacisk, im większa jest ich siła (np. wyższy status, wiarygodność i atrakcyjność) oraz im są nam bliższe. W grupie zaspokajamy wiele naszych potrzeb, takich jak potrzeba przynależności, tożsamości, aprobaty. Dlatego ten wpływ jest tak silny.


Nie tylko dla głupków
„Nie trzeba być głupkiem, by zostać ogłupionym” – powiedział Robert Cialdini na konferencji poświęconej sektom. Nikt nie jest odporny na działanie sekty. Używają one wielu form manipulacji. Nowy członek jest stopniowo wciągany w grupę, aż czuje, że nie ma już innego wyjścia, jak trwać w niej do końca życia i działać na jej rzecz. Jasne jest, że nikt nie zgodziłby się wstąpić do sekty, gdyby z góry powiedziano mu, że będzie musiał oddawać jej pieniądze (jak np. sekcie Aum), świadczyć przywódcy lub innym członkom usługi seksualne (jak np. w sekcie Davida Koresha – Bractwo Davidowe), dopuszczać się przemocy fizycznej i psychicznej wobec wrogów grupy (jak np. w sekcie Jima Jonesa – Świątynia Ludu), czy godzić się na różne upokorzenia, np. oddawać cześć guru pijąc wodę, w której umył on nogi (np. sekta Ryszarda Matuszewskiego – Himawanti).
A wszystko zaczyna się niewinnie, jak zaloty. Na początku jesteśmy kuszeni i uwodzeni. Przedstawiciele sekty wyszukują osoby, które w jakimś momencie swego życia czują silną potrzebę przynależności, szacunku, bezpieczeństwa. Często są to osoby samotne, po osobistych dramatach, skłócone z rodziną, nieakceptowane w swoim środowisku. Najpierw uwodziciel „przytula”, zapewnia o bezgranicznej miłości, pomaga w życiowych kłopotach, daje poczucie wsparcia i bezpieczeństwa. Jednak miodowy miesiąc mija. Po pewnym czasie uwodziciel staje się coraz bardziej wymagający, nieobliczalny, często agresywny w stosunku do swego „obiektu miłości”. Ale wtedy już trudno się wycofać. Bo wierzymy, że znów może być dobrze, tak jak było wcześniej. Bo już tyle w tę nową grupę zainwestowaliśmy: czasu, starań, pragnień, pieniędzy...


Im dłużej, tym trudniej
Podobnie bywa w bliskich związkach, gdy zafascynowanie partnerem mija. Ukochany niedługo po ślubie zamiast z kwiatami – zaczyna wracać do domu z niedopitą butelką. Zaczynamy dostrzegać jego wszystkie wady. Tak w małżeństwie, jak i w sekcie stajemy wtedy przed dylematem: brnąć w to dalej, czy odejść? Zadajemy sobie wiele pytań: „Co powiedzą inni, gdy odejdę?” „Jak zareaguje rodzina i znajomi?”, „Cóż to będzie za upokorzenie przyznać się, że to był błąd?”, „A czy oni mnie na powrót przyjmą?”, „Tylu mamy wspólnych przyjaciół, czy ich stracę?”. A im więcej partnerowi lub grupie poświęciliśmy, tym trudniej odejść. Bogdan Wojciszke nazywa ten mechanizm pułapką zaangażowania. Roy F. Baumeister i jego współpracownicy piszą w swojej znakomitej książce Utrata kontroli o inercji psychologicznej. Oznacza ona, że „im dłużej ktoś coś robi, tym trudniej mu przestać”.
Co więcej, sprzeczności i wątpliwości, jakie nam się nasuwają, wcale nie muszą prowadzić do uznania, że popełniliśmy błąd. Pół wieku temu Leon Festinger sformułował teorię dysonansu poznawczego. Zgodnie z nią, gdy posiadamy ewidentnie sprzeczne informacje czy przekonania (np. „jestem racjonalny” oraz „jestem w organizacji, która zmusza mnie do nieracjonalnych zachowań”), doświadczamy nieprzyjemnego napięcia psychicznego. I chcemy je w jakiś sposób zredukować. Dążymy więc do usunięcia sprzeczności, np. poprzez zmianę jednego ze sprzecznych elementów. Bardzo wątpliwe, abyśmy zmienili pierwszy element – czyli uznali „a jednak jestem nieracjonalny” (ewentualnie możemy przeformułować znaczenie tego elementu i uznać, np. że „nie ma nic złego w byciu czasem nieracjonalnym, przecież nie ma ludzi, którzy zawsze zachowują się rozsądnie”). Częściej tkwiąc w destrukcyjnej grupie, skłonni jesteśmy zmienić drugi z elementów. Dochodzimy do wniosku, że „skoro nikt mnie do niczego nie zmuszał, więc to, co robię, wcale nie jest takie nieracjonalne”. Możemy też „wezwać na pomoc” jakiś dodatkowy element poznawczy, który przywróci równowagę – np. „to prawda, że mnie zmuszają do absurdalnych rzeczy, ale robię to w imię idei, w którą przecież wierzę”.


Połączeni wspólnym losem
Członkowie sekt wspólnie pracują, jedzą, bawią się, a często nawet śpią w zbiorowych salach. Tak stają się jedną wielką rodziną. Gdy spotykają się z odrzuceniem, wyśmiewaniem (jak choćby widywani czasem na ulicach mormoni czy członkowie Hare Kryszna), tym silniej doświadczają poczucia więzi. Kurt Lewin nazwał to „współzależnością losu”. Ciężki los silnie łączy ludzi. Przeżyte razem trudne chwile sprawiają, że członkowie grupy rozumieją się dobrze, czują się sobie bliscy i podobni. To podobieństwo oraz wspólne rytuały i gesty, znane tylko wtajemniczonym, budują ich tożsamość. Równocześnie przywódcy sekt wpajają współwyznawcom poczucie misji, wiarę, że działają razem, by ocalić świat. Po pewnym czasie sami zaczynają wierzyć w swą wyjątkowość.
Sekta wpływa tym silniej, że działa zazwyczaj w izolacji. Jej członkowie nakłaniani są do zerwania kontaktów z rodziną, przyjaciółmi. Często są daleko wywożeni – np. Świątynia Ludu przeniosła się w 1977 z San Francisco do Gujany, Bractwo Davidowe miało swą siedzibę na farmie w Teksasie, 10 mil od miasta Waco. Grupa współwyznawców staje się jedynym źródłem wiedzy o świecie, jedynym punktem odniesienia w poszukiwaniu własnej tożsamości. Wiele nowych ruchów religijnych często nie decyduje się na życie poza społeczeństwem, ale narzuca jakieś formy samoizolacji. Np. świadkowie Jehowy nie mogą zawierać przyjaźni z osobami spoza organizacji, oglądać filmów, studiować na wyższej uczelni, brać udziału w wyborach czy prowadzić jakiejkolwiek działalności społecznej i politycznej. Podobnie było w polskiej sekcie Niebo, której guru – Bogdan Kacmajor – nie pozwalał członkom sekty korzystać z opieki lekarskiej czy dzieciom, również własnym, chodzić do szkoły. Dlaczego ludzie się na to godzą? Dlaczego nikt nie przeciwstawia się przywódcy? Gdy zaniepokojony działaniem Świątyni Ludu kongresman Leo Ryan przybył do Gujany, spośród prawie 1000 mieszkańców Jonestown zaledwie kilka osób pod koniec jego wizyty zdecydowało się powiedzieć prawdę o życiu w tej osadzie. Może bali się mówić? Niewykluczone. Ale działał też zapewne wpływ normatywny i informacyjny. Członkowie grupy widzą, jak zachow...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy