Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

27 stycznia 2016

Geografia pojmowania siebie

22

Wszyscy ludzie chcą dobrze o sobie myśleć, a problemem politycznym jest jak sprawić, aby tak się stało. Ale w różnych zakątkach świata dobre ja może oznaczać coś zupełnie innego.

Wielkie zasługi w dziele szerzenia kulturowej perspektywy w psychologii ja ma amerykańsko-japoński tandem badaczy: Hazel Markus ze Stanford University i Shinobu Kitayama z University of Michigan. Kulturowe ramy pojmowania siebie Hazel Markus nazwała sposobami-bycia-ja (self-ways). Zawierają one, jak pisze Markus: „kulturowe ideały i wartości, w tym przekonania, czym jest osoba ludzka i jaki sens nadawany jest byciu ‘dobrą’, ‘moralną’ czy ‘właściwą’ osobą. Te idee – jak być człowiekiem – odzwierciedlają się w znaczących kulturowo narracjach, metaforach, przysłowiach, obrazach, symbolach i podstawowych tekstach”.

Istnieją dwa podstawowe znane psycho[-]logom sposoby bycia: ja niezależne (powszechne w kulturach indywidualistycznych) i ja współzależne (w kulturach kolektywistycznych). Różnią się one zawartością, czyli właściwościami tworzącymi pojęcie ja, znaczeniem poczucia własnej wartości oraz podstawowym mechanizmem regulacyjnym związanym ze strukturą ja.

Niezwykłe wywyższenie
W kulturze anglosaskiej, będącej kolebką indywidualizmu, ukształtował się niezwykły obyczaj pisania ja gramatycznego wielką literą (I am...). W języku angielskim mamy więc do czynienia z niezwykłym wywyższeniem ja, które w innych językach byłoby błędem ortograficznym, a także świadczyłoby o zadufaniu (narcyzmie) wypowiadającej się osoby. Para psychologów japońskich pracujących w Melbourne, prof. Yoshihisa Kashima i jego żona dr Emiko Kashima stwierdziła, że języki światowe można podzielić na takie, które dopuszczają lub nie pominięcie zaimka osobowego ja jako podmiotu mówiącego.

Język angielski i inne zachodnioeuropejskie nie zezwalają na takie pominięcie. Języki słowiańskie i wiele innych – poza kontekstem indoeuropejskim – dopuszczają (np. po polsku można powiedzieć Myślałem..., jak i Ja myślałem...; po angielsku sensowna jest tylko fraza I thought...). Okazuje się, że językowa poprawność opuszczania zaimków osobowych jest silnie pozytywnie skorelowana z kulturowym kolektywizmem. Co więcej, języki takie jak polski posługują się jednym jedynym terminem dla oznaczenia zarówno ja gramatycznego, jak i ja psychologicznego. Powoduje to nieprzezwyciężalne trudności psychologów w pisaniu na temat ja! W języku angielskim istnieje wyraźny rozdział między „I” oraz „self”. Nie trzeba sięgać do języka Inuitów, by na podstawie bogactwa terminów oznaczających „śnieg” wykazać relatywizm językowy poznania. Język kultury indywidualistycznej jest równie bogaty w określniki centralnego dla tamtejszego człowieka pojęcia ja!

Kim jesteś? – trudno o bardziej elementarne w psychologii, a jednocześnie filozoficznie trudne pytanie. W języku angielskim pytanie: Who am I? jest również nazwą testu, zaadaptowanego do diagnozy struktury ja w kulturach indywidualistycznych i kolektywistycznych. Uczestnicy proszeni są o uzupełnienie dwudziestu trzonów (początków zdań) zaczynających się od „I”. Wśród odpowiedzi, jakie wpisują badani, wyróżnić można role społeczne (np. jestem studentką, córką, dziewczyną) oraz cechy osobiste (np. jestem młoda, piękna i bogata). Jako wskaźnik przyjmuje się odsetek ról społecznych w takim samoopisie.

Można sądzić, że osoby wywodzące się z kultur kolektywistycznych powinny mieć wyższe wskaźniki ról w samoopisie, a to dlatego, że role określają zawsze relację między podmiotem a inną osobą lub grupą; cechy przymiotnikowe nie sugerują takiego kontekstu społecznego (albo robią to w mniejszym stopniu). Harry C. Triandis, emerytowany profesor z Cornell Univer[-]sity, ze współpracownikami wykazał trafność tych przewidywań: studenci z Chin (zwłaszcza ChRL) lub Amerykanie pochodzenia chińskiego w znacznie większym stopniu ujmowali własne ja przez pryzmat ról społecznych niż Euro-Amerykanie.

W oryginalnej postaci Test Dwudziestu Stwierdzeń nie sugeruje żadnego kontekstu udzielania odpowiedzi – ja jest tam ponadczasowe i ponadsytuacyjne. Okazuje się jednak, że zawartość odpowiedzi właściwych dla ja niezależnego lub współzależnego jest wrażliwa na manipulację wprowadzającą kontekst społeczny (np. pomyśl o wszystkim, co cię łączy/dzieli względem rodziny i przyjaciół). Ponadto, kultury różnią się stopniem uwzględniania kontekstu przy dokonywaniu samoopisów. Stanley Cousins stwierdził, że Japończycy zaczynają używać cech przymiotnikowych, gdy opisują siebie w konkretnych sytuacjach: w domu, w pracy, z kolegami, a unikają ich, gdy zawartość własnego ja nie jest odniesiona do żadnego kontekstu. O ile Amerykanin powie o sobie, że jest po prostu pracowity lub wesoły, o tyle Japończyk będzie skłonny do określenia siebie w konkretnym kontekście: jestem pracowity w firmie lub wesoły z kolegami.
Na wyniki te można spojrzeć pod kątem spójności osobowości, która w psychologii zachodniej traktowana jest jako ważna właściwość zdrowia psychicznego. Sytuacyjna zmienność cech u dalekowschodnich Azjatów sprawia, że ich ja jest mniej spójne niż u Amerykanów. Eunkook M. Suh porównywał spójność struktury ja Koreańczyków i Amerykanów – i stwierdził u tych pierwszych znacznie mniejszą spójność wewnętrzną, a także słabszy związek między spójnością ja a skalą zadowolenia z życia.

Miesiąc poczucia własnej wartości
Począwszy od klasyków psychologii osobowości, takich jak Carl Rogers i Abraham Maslow, przyjmuje się wręcz za aksjomat, że wysokie poczucie własnej wartości jest fundamentem zdrowia psychicznego, a jego podwyższenie stanowi cel zabiegów psychoterapeutycznych. Ludzie zadowoleni z siebie są zarazem szczęśliwi i czynią takowym świat innych ludzi, z którymi są w kontakcie. A bycie szczęśliwym jest wartością rangi konstytucyjnej. Nic dziwnego, że w kalendarzu stanu Kalifornia luty jest oficjalnie miesiącem wysokiej samooceny! W polskiej psychologii przyjął się podobny sposób myślenia. W latach 70. ubiegłego wieku, kiedy popularna była regulacyjna teoria osobowości, jej autor Janusz Reykowski twierdził, że dążenie do utrzymania lub podwyższenia poczucia własnej wartości stanowi fundamentalny mechanizm ludzkiej motywacji. Czy rzeczywiście tak jest?

W niedawno opublikowanym artykule David Schmitt i Jurik Allik przedstawili sprawozdanie z badań, w których poczucie własnej wartości mierzono w 53 krajach za pomocą znanej skali SES Morrisa Rosenberga. Wartości średnie uzyskane dla każdego z krajów lokowały się powyżej punktu środkowego skali (wynoszącego 25,0); średnia wynosiła 30,85. Wynik ten świadczy na korzyść uniwersalnej hipotezy o dążeniu ludzi do utrzymywania i podnoszenia poczucia własnej wartości. Autorzy odnotowali jednak godne uwagi różnice międzykulturowe w poczuciu własnej wartości. Jej poziom był niższy w krajach Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, a szczególnie wśród Japończyków – uzyskali oni najniższe wskaźniki poczucia własnej wartości spośród wszystkich badanych narodowości.

Podobne dane przedstawili przed 10 laty Steven Heine, Darrin Lehman, Hazel Markus i Shinobu Kitayama w artykule pod tytułem „Czy istnieje powszechna potrzeba pozytywnego obrazu własnej osoby?”. Autorzy na to pytanie udzielili negatywnej odpowiedzi, bazując głównie na porównaniach kanadyjsko-japońskich. Rozkład wyników na skali Rosenberga w przypadku Euro-Kanadyjczyków jest mocno skośny – zdecydowana większość badanych, bo aż 93 proc., mieści się powyżej jej punktu środkowego. Natomiast wśród Japończyków, którzy nigdy nie opuszczali swego kraju, rozkład ten nie odbiega od normalnego. Jeszcze ciekawsze są porównania, w których uwzględnia się trzy pokolenia imigrantów oraz Kanadyjczyków pochodzenia japońskiego. Okazuje się, że w kolejnych grupach pokoleniowych w miarę wrastania w kulturę i nabywania właściwości Amerykanina, wzrasta poczucie własnej wartości.

Zrób co w twojej mocy
W kulturze zachodniej ludzie są przekonani o swej niezwykłości. Mają skłonność do widzenia siebie jako lepszych niż przeciętna, a z drugiej strony do przypisywania sobie niższej niż przeciętna szansy udziału w negatywnych wydarzeniach. Paradoks w tym, że w ten sposób ocenia się większość ludzi. A zatem niezwykłość zanika w powszechności, okazuje się złudzeniem. Hazel Markus i Shinobu Kitayama pytali Amerykanów i Japończyków: od jakiego odsetka osób (o podobnym statusie) jesteś bardziej ‘wyposażony’ w określone pozytywne właściwości? Zgodnie z oczekiwaniami, wśród studentów amerykańskich wywyższające złudzenie własnej wyjątkowości wystąpiło ze znaczną siłą, podczas gdy ich japońscy koledzy plasowali się poniżej lub wokół wyobrażonej średniej w większości cech, nawet tych bardzo cenionych w ich kulturze (np. ciężko pracujący, umiejący dobrze układać stosunki z innymi). Jak ujawniły wyniki,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy