Dołącz do czytelników
Brak wyników

historia psychologii

28 września 2016

Geniusz, który zawiódł

94

Rzucił prawo dla psychoanalizy. Balansował między Freudem i jego największym przeciwnikiem. I to go zgubiło. Nim Victor Tausk odebrał sobie życie - ocalił je wielu dezerterom, których kwalifikował jako chorych psychicznie.

Przez prawie ćwierć wieku skromnie ubrana kobieta przyjeżdżała co roku z Belgradu do Wiednia jedynie po to, aby odwiedzić pewien grób na tamtejszym Cmentarzu Centralnym. Kosa Lazarević długo wędrowała po alejach tej największej wiedeńskiej nekropolii, by położyć różę i postać w milczeniu przy prostej płycie, upamiętniającej człowieka, z którym na krótko związała swoje życie w trudnych miesiącach I wojny światowej. Pochowany tam Victor Tausk był człowiekiem wszechstronnie uzdolnionym: studiował prawo i medycynę, parał się literaturą, szkicował węglem i nieźle sobie radził jako poliglota. Okazał się jednak niespełnioną nadzieją psychoanalizy...

POLECAMY

Lubelskie epizody
W biografiach uczonych działających poza granicami naszego kraju szczególnie interesujące są ich polskie związki. Takie związki znajdujemy również w biografii Victora Tauska, który przez osiem miesięcy mieszkał w Lublinie.

Lublin kilkakrotnie wpisał się w życiorysy psychologów i psychoanalityków światowej renomy. To tu urodził się w roku 1899 Paul Friedman (zm. 1972), ekspert w zakresie suicydologii (nauki o samobójstwach), od roku 1938 działający w USA. W Nowym Jorku cieszył się opinią znakomitego psychoterapeuty, z którego usług korzystali znani aktorzy, pisarze, muzycy, a nawet... rabini. Kilkanaście lat później rogatki miasta przekroczył (Jean) Martin Freud, syn i biograf Zygmunta, twórcy psychoanalizy! Był on podobno pierwszym oficerem austriackim, który wjechał do grodu nad Bystrzycą latem 1915 roku, robiąc rozpoznanie w ślad za wycofującą się armią rosyjską. W pewien sposób ziściło się chłopięce marzenie Martina: oto przybył do obcego sobie miasta nie jako najeźdźca, lecz jako bohater. „Zaczęły bić dzwony kościelne i otoczyła mnie gromada pięknych, młodych dziewcząt, w ślicznych ludowych strojach, z bukietami kwiatów w rękach” – napisał po latach z emfazą w swych wspomnieniach pt. Freud – mój ojciec.

Mniejsza z tym, że wspomnienie Martina Freuda zdaje się nieco mijać z prawdą historyczną. Faktem jest, że gdy Niemcy oddali Lublin wojskowej administracji austriackiej, w mieście powiało optymizmem. Zimą 1915 roku znalazł się tu lekarz-psychiatra Victor Tausk. Na kilka miesięcy zamieszkał w surowo urządzonym pokoju na terenie szpitala wojskowego. Miał tu doskonałe warunki do obserwacji pacjentów: dezerterów i „nadwrażliwców” wyczerpanych stresem wojennym.

Kronika wypadków wojennych
Jak pisał Tausk w jednej ze swych prac – w literaturze psychiatrycznej stało się modne pojęcie „psychoza wojenna”. Pojawiło się ono na oznaczenie zaburzeń, które ujawniają się z powodu nowej, ciężkiej sytuacji spowodowanej wypadkami wojennymi. On sam nie był pewien, czy specyficzna psychoza wojenna istnieje. Zauważył, że psychiatrzy wojskowi mają zazwyczaj do czynienia z chorymi, o których wcześniejszej historii życia nic nie wiadomo. Ówczesne problemy diagnosty miały dwa główne źródła – po pierwsze, żołnierze austrowęgierscy rekrutowali się z różnych grup etnicznych, więc często ciężko było się z nimi porozumieć, aby dokładnie wysondować istotę problemu. Po drugie, wywodzili się z różnych środowisk, co w owym czasie również utrudniało komunikację. Pacjenci szpitala wojskowego nie przypominali w niczym pacjentów kliniki uniwersyteckiej, w której zdobywała szlify lekarskie cywilna kadra medyczna zmobilizowana na czas wojny. To czyniło lekarzy bezradnymi i często miało wpływ na ich nietrafne rozpoznania. Wprowadzenie nowej jednostki chorobowej wydawało się dobrym rozwiązaniem tego problemu.

Tausk sporządził statystykę, z której wynikało, że wśród około 1500 przypadków chorych, z którymi zetknął się w pierwszym roku wojny, głównie na froncie, znalazło się tylko pięć przypadków typowej „czystej” paranoi. Najczęściej reprezentowane były zaburzenia depresyjne (Tausk nazywa je melancholią), którym zazwyczaj towarzyszyły próby samobójcze. Podkreślił też, że wbrew doniesieniom innych autorów, nerwica we wszelkich postaciach występuje równie często u przedstawicieli klasy średniej, jak u osób pochodzenia chłopskiego, czy u niewykwalifikowanych robotników.

Dezerterzy i schizofrenicy
Równie ciekawe były spostrzeżenia Tauska na temat „psychologii dezerterów”. Po pierwsze, zauważył, że akty dezercji zdarzają się najczęściej nie na polu bitwy, wobec realnego zagrożenia, lecz poza frontem, w miejscach werbunku i stacjonowania oddziałów wojskowych. Po drugie, dezerterzy doświadczają o wiele cięższego losu niż żołnierze w koszarach, tygodniami chroniąc się w lasach, cierpiąc z głodu i pragnienia, kryjąc się przed ludźmi. Podawał przypadek szeregowca, Niemca, który wędrował zimą z Warszawy do Lublina, przeżywając niewyobrażalnie ciężką niedolę i stres. Ludzi takich utrzymuje przy życiu chyba tylko wiara w to, że wolność w miejscu zamieszkania, do którego mają nadzieję w końcu wrócić, jest lepsza niż służba wojskowa. Po trzecie, więcej niż połowa dezerterów, z którymi Tausk miał do czynienia, to osoby, u których już w pobieżnym kontakcie rozpoznać można było takie zaburzenia jak: niedojrzałość emocjonalną, problemy z podejmowaniem decyzji, tępotę lub nawet upośledzenie umysłowe. Analizując biografie dezerterów, Tausk skonstatował również, że wielu z nich od dzieciństwa uciekało z domu lub szkoły, często wielokrotnie. Powołując się na słynne stwierdzenie Freuda, że „dziecko jest ojcem dorosłego”, dał pionierską próbę analizy wpływu dzieciństwa na akty dezercji. Wyróżnił osiem typów dezerterów. Są wśród nich tacy, którzy całe życie od czegoś uciekają, inni boją się restrykcji ze strony dowódców, jeszcze inni są neurotykami. Pewną grupę stanowią ci, którzy cierpią z powodu nostalgii za domem (tęsknią zwłaszcza za matką) lub tacy, którzy dezerterują ze względów ideologicznych (politycznych).

Jeszcze jeden tekst Tauska wart jest uwagi. To obserwacje dotyczące tzw. machiny owładnięcia (influencing machine), której urojonego działania doświadczają niektórzy chorzy na schizofrenię. Twierdzą oni mianowicie, że ktoś (lub grupa osób, najczęściej mężczyzn bądź lekarzy) manipuluje ich myślami albo czynami za pomocą specjalnego urządzenia, któremu muszą być powolni. Sam aparat ma jakoby tajemniczą naturę, więc chorzy nie są w stanie przedstawić go szczegółowo. Dokładny opis tego urojenia, ilustrowany studium przypadku Natalii A., trzydziestojednoletniej byłej studentki filozofii, pogłębiony został przez psychiatrę analizą w duchu freudowskim. W tejże konwencji utrzymana jest także najbardziej chyba „freudowska” ze wszystkich prac Victora Tauska – „Krótki przyczynek do interpretacji snów”, omawiający użyteczność analizy motywów strojów i kolorów jako głównych elementów marzenia sennego.

Śliwowica za ostatnie korony
Zmobilizowany po wybuchu pierwszej wojny w randze kapitana włoski psychoanalityk Eduardo Weiss (1889-1970), przydzielony w połowie 1916 roku do pociągu wiozącego rannych z rosyjskiego frontu do szpitala wojskowego w Lublinie, przypadkiem spotkał Ta...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy