Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

6 lipca 2016

Zwodniczy umysł

23

Czasem osaczają nas myśli, które paraliżują nasze działania i wyłączają z życia. Czy można sobie z nimi poradzić? Można - na przykład tak, jak zrobił to bohater filmu „Piękny umysł”. Mentalne upiory można po prostu życzliwie zignorować.

Bohater „Pięknego umysłu”, John Nash, genialny matematyk, noblista, cierpi na schizofrenię. Nawiedzają go halucynacje. Charles jest jego urojonym sublokatorem, Marcee to jego córka, i jeszcze symbolizujący chorobę agent Parcher. Te nieistniejące postacie ciągle towarzyszą matematykowi, pojawiają się nawet podczas uroczystości wręczenia mu Nagrody Nobla. Bohater pokazuje jednak, że z omamami da się żyć. Zauważa, że Marcee mimo upływu lat wciąż pozostaje małą dziewczynką, czyli nie jest rzeczywista. Zamiast koncentrować się na zwidach, bać się czy spierać z nimi, nauczył się życzliwie je ignorować.

W pułapce ruchomych piasków
Steven Hayes, jeden z twórców Terapii Akceptacji i Zaangażowania (Acceptance and Commitment Therapy, ACT), przywołuje „Piękny umysł” jako przykład ilustrujący istotę tej terapii. W odróżnieniu od wielu tradycyjnych psychoterapii, ACT nie skupia się na redukcji symptomów, nie próbuje zmienić treści myśli czy redukować nieprzyjemnych odczuć. Przeciwnie, uczy, jak – mimo wszelkich negatywnych uczuć, myśli, bólu czy trudnych wspomnień – działać skutecznie, zgodnie z wyznawanymi wartościami. Filozofia tego podejścia jest intuicyjnie prosta: zmieniamy to, na co potencjalnie mamy wpływ, czyli nasze zachowanie. To, na co wpływu nie mamy, czyli automatyczne myśli, reakcje emocjonalne oraz doznania cielesne, uczymy się akceptować.

Tak jak Nash zaakceptował towarzyszące mu zjawy. Kiedy przychodzą nam do głowy negatywne myśli, nieprzyjemne wspomnienia, niechciane emocje, gdy czujemy ból – co najczęściej robimy? Zazwyczaj staramy się ich jak najszybciej pozbyć lub przejąć nad nimi kontrolę. Przecież normą we współczesnych czasach jest czuć się dobrze i myśleć pozytywnie. By to osiągnąć, stosujemy różne metody. Odwracamy uwagę od tego, co boli, włączając różne zagłuszacze, racjonalizujemy problem (to mi wyjdzie na dobre, wcale mi na tym tak nie zależało). Sięgamy po leki, alkohol lub objadamy się, za wszelką cenę próbując uniknąć stresujących sytuacji. Metody te przynoszą natychmiastową ulgę, co działa jak wzmocnienie pozytywne i powoduje powtarzanie tego zachowania.

Z czasem jednak znieczulacze powodują, że nasze życie staje się coraz bardziej ograniczone, coraz mniej zgodne z tym, na czym naprawdę nam zależy i co nadaje naszemu życiu sens. Aby zobrazować nieskuteczne na dłuższą metę próby kontrolowania wewnętrznych doświadczeń, terapeuci ACT przywołują metaforę ruchomych piasków. Człowiek, który zapada się w takiej kurzawce, w naturalny sposób zaczyna się szamotać, wykonywać gwałtowne ruchy, które wcale nie ułatwiają mu wydostania się z pułapki. Przeciwnie – sprawiają, że zapada się w nią coraz głębiej. Aby zahamować pogrążanie się, trzeba zachowywać się spokojnie. Analogicznie, skoro próby kontroli automatycznych emocji i myśli nie przynoszą korzyści, ACT sugeruje, abyśmy nie próbowali walczyć z nimi. Niech sobie istnieją i towarzyszą nam, gdy działamy i angażujemy się w to, co dla nas naprawdę ważne.

Nieprzyjemne, bolesne myśli i uczucia nieuchronnie pojawiają się od czasu do czasu. Nie mamy na to wpływu. Jak zatem sobie z nimi radzić, by nie zakłócały nam ważnych codziennych aktywności? Możemy zmienić nasz stosunek do własnych myśli, a tym samym zmienić funkcję, jaką pełnią w naszym życiu. Zamiast traktować je dosłownie, lepiej uznać je za to, czym w istocie są – przemijającymi stanami umysłu, które być może mówią nam coś ważnego o dotychczasowej historii naszego życia, ale niekoniecznie adekwatnie opisują aktualną rzeczywistość.

Przewidziana katastrofa
Terapia Akceptacji i Zaangażowania odwołuje się do spójnej teorii dotyczącej natury naszych problemów psychologicznych. Bazuje ona na badaniach nad procesami uczenia się (nawiązujących do analizy zachowania zapoczątkowanej przez B.F. Skinnera) oraz nad specyfiką ludzkiego języka. Temu drugiemu zagadnieniu poświęcona jest Teoria Ram Relacyjnych. Jest ona głównym teoretycznym filarem ACT. Choć jest dość skomplikowana, to pewne jej twierdzenia są intuicyjnie zrozumiałe. Warto przywołać jedno z nich, które nawiązuje do podstawowych procesów wyróżnianych w tej teorii.

Otóż, podczas przyswajania języka dziecko uczy się, że między obiektami a słowami je nazywającymi występuje relacja zwrotności. Początkowo dziecko uczy się nazw przedmiotów („Zobacz, to jest kaczuszka”), a później zaczyna rozumieć, że słowo „kaczuszka” odnosi się do określonego przedmiotu („Pokaż, gdzie jest kaczuszka. Dobrze!”). Uczenie takiej relacji poprzez niezliczone przykłady sprawia, że rozwija się uogólnione werbalne zachowanie, polegające na automatycznym dopowiadaniu sobie zwrotnego charakteru wszelkich werbalnych bodźców, jakie pojawiają się w naszym umyśle.

Na dalszych etapach rozwoju wszystko to, co pomyślimy, traktujemy jako realnie istniejącą rzeczywistość. Tak rozwija się tak zwana fuzja poznawcza, czyli traktowanie komunikatów werbalnyc...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy