Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

17 czerwca 2021

NR 7 (Lipiec 2021)

Gdy się napiję, zaczynam oddychać

494

„Różne relacje w życiu mi się posypały – można usłyszeć od osób uzależnionych – jedynie alkohol jest czymś stałym. Nie opuści, jak kiedyś matka czy ojciec. Nie zawiedzie; wystarczy po niego sięgnąć, by poczuć ulgę.” Najpierw chroni, potem wszystko zabiera. Można jednak uwolnić się od jego wpływu. I od demonów z przeszłości, które kryją się za piciem.

Dorota Krzemionka: Alkohol dla wielu staje się nieodłącznym towarzyszem życia. Pytanie, gdzie jest granica, po przekroczeniu której można się niepokoić?
Bożena Maciek-Haściło: Istnieją pewne kryteria, np. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, ile alkoholu i jak często pity mieści się w normie. Zależy to od płci, wagi i wieku osoby. Ale kiedy alkohol lub inna substancja czy czynność staje się jednym z niewielu albo wręcz jedynym sposobem na poradzenie sobie ze stresem i napięciem, to pojawia się niebezpieczna granica i jeśli będziemy ją przekraczać, najprawdopodobniej doprowadzi nas to do rozwoju uzależnienia. 

Taka osoba od rana myśli o chwili, gdy wieczorem będzie mogła się napić?
Czeka na ten moment, czasem cały tydzień organizuje sobie wokół tego, by móc się napić. Przy tym przeżywa taki rodzaj napięcia, który często jest trudny do nazwania, ale odczuwa go w całym ciele. Wczoraj jedna z pacjentek powiedziała mi, że to jest nieustannie tlący się niepokój i właściwie tylko alkohol może go zlikwidować – oczywiście na chwilę, bo potem znowu wraca. 

Rozumiem, że nie ma on wiele wspólnego z zewnętrznymi okolicznościami?
To zależy, jak rozumiemy dynamikę rozwoju uzależnienia. Z jednej strony ten niepokój jakoś wpisuje się w kontekst życia danej osoby. Z drugiej zaś – według koncepcji, która jest mi bliska – wynika z tego, co się działo znacznie wcześniej w życiu tej osoby i co ukształtowało m.in. jej zdolności dotyczące regulacji emocjonalnej. Sandor Ferenczi, węgierski neurobiolog i psychoanalityk, mówił o dwóch rodzajach traumy. W traumie nadmiaru, czyli nadużyć i przemocy, czegoś w dzieciństwie było za dużo, za intensywnie w stosunku do możliwości rozwojowych dziecka. Z kolei trauma niedoboru, opuszczenia i zaniedbania oznacza, że jako dziecko ta osoba nie dostała tego, co było jej niezbędne; nie zostały zaspokojone jej podstawowe potrzeby. Wielokrotnie słyszałam, jak moi pacjenci jako dzieci musieli uruchomić różne mechanizmy, by radzić sobie z trudnymi emocjami: mogli się od nich odciąć, mogli też skierować na siebie złość, którą czuły do zaniedbującego albo nadużywającego rodzica. 

POLECAMY

Czy na takie doświadczenia może nakładać się kryzys wywołany pandemią?
Tak, aktualna sytuacja może sprzyjać uruchomieniu wewnętrznych „demonów przeszłości”. Pandemia mocno nasiliła różne uczucia u ludzi, którzy mieli wcześniej doświadczenia związane z fizycznym obezwładnieniem, zamknięciem, przemocą. Teraz też muszą się poddać różnym rygorom i ograniczeniom. Ponadto, sytuacja była straszliwie nieprzewidywalna. Często doświadczaliśmy mniejszej lub większej bezsilności. W jakimś sensie kontekst wykreowany poprzez pandemię jest zbliżony do traum, których część osób doświadczała w dzieciństwie, dlatego reagują silnym napięciem. W rezultacie, jak pokazują badania prof. Jana Chodkiewicza, a także badania angielskie i amerykańskie, podczas pandemii ludzie piją więcej niż przed. Nasiliło się też oglądanie pornografii i zjawisko nałogowej masturbacji, a także cała gama problemów związanych z uzależnieniem od internetu.

Nie każdy, kto doznał traumy w dzieciństwie, wpadnie w jakieś uzależnienie, ale każdy, kto w nie wpada, jakiejś traumy doznał – pisze Gabor Mate, kanadyjski lekarz, specjalizujący się w leczeniu uzależnień. Jak osoby, które doświadczyły traumy, reagują w sytuacji stresu?
Silnie aktywują to, co działo się z nimi w dzieciństwie, a ponieważ jest to tak przerażające, bardzo potrzebują wtedy ulgi. Mają poczucie, że jeśli się nie napiją, to świat się im zawali – albo zabiją kogoś, albo sami siebie. Nie są w stanie regulować swoich emocji. Nie doświadczyły bowiem dobrej więzi – kogoś, kto by odpowiadał na ich potrzeby, koił i zapewniał poczucie bezpieczeństwa. Gdy cierpieli, nikogo przy nich nie było albo osoby, które miały się nimi opiekować, zadawały im cierpienie. W związku z tym w trudnych momentach nie potrafią przyjąć pomocy, niejednokrotnie odrzucają ją z powodu lęku. Często łatwiej im sięgnąć po substancję albo czynność, która daje ulgę. Napięcie niknie na chwilę. Pacjenci mówią: „gdy się napiję, zaczynam oddychać”. 

Czy alkohol daje im schronienie? W ich odczuciu to nie jest niszczyciel czy wróg, lecz wierny towarzysz, zawsze można po niego sięgnąć?
Zwykle uzależnienie kojarzy się z utratą kontroli i na jakimś poziomie jest to prawda.  Pacjenci często, gdy zaczną pić lub używać, nie potrafią przestać. Gdyby spojrzeć na to z perspektywy teorii więzi, osoby te mają za sobą doświadczenie, gdy bliscy je ranili, zawstydzali, bili i zaniedbywali. Jak mówią, różne relacje w życiu im się posypały. A alkohol jest czymś stałym i przewidywalnym – „nie opuści” ich, jak kiedyś matka czy ojciec. Gdy po niego sięgną, zawsze znajdą ulgę. Whip Whitaker, pilot z filmu Lot Roberta Zemeckisa, wykrzykuje, że nie miał w życiu żadnych relacji oprócz alkoholu.

Relacja z alkoholem wydaje się takim osobom zastępować to, czego im brakowało, a zarazem blokuje możność budowania relacji w realnym życiu. 
Z jednej strony alkohol chroni je, przynajmniej na początku ratuje im życie. A potem, gdy się uzależnią, zaczyna je niszczyć oraz ich relacje. Kiedy rozmawiam z parami, w których mąż albo żona pije, to druga strona żali się: „Alkohol jest ważniejszy ode mnie”, „Alkohol kochasz, a mnie masz gdzieś”. W tym sensie substancja uniemożliwia rozwój relacji albo wręcz ją niszczy. Zarazem dobra relacja może sprawić, że ktoś nie zechce już sięgać po alkohol, chociaż żona lub mąż, którzy też mają swoje zranienia w relacjach, zwykle nie potrafią być przy uzależnionym partnerze w taki sposób, który mu pomoże. Nie powinni pełnić w związku roli „dobrego rodzica”, ponieważ nie są w stanie wypełnić tej pustki, bez względu na to, jak się będą starać. Tę funkcję powinien przejąć terapeuta albo grupa. W relacji z nimi osoba uzależniona uczy się dobrej, bezpiecznej więzi, która daje ukojenie i akceptację, stając się z czasem konkurencją dla alkoholu. Nie potrzebuje już pić i zaczyna odzyskiwać zdolność, by budować relacje na zewnątrz, z żoną czy mężem.

W filmie Zabawa, zabawa Kingi Dębskiej trzy kobiety w różnym wieku mają wokół siebie bliskich ludzi: męża, chłopaka, rodziców, syna czy córkę. A jednak wszystkie czują się samotne. I piją. Samotność sprzyja uzależnieniom?
Wiele osób uzależnionych w swych związkach czuje się bardzo samotnie, choć nie zawsze zdają sobie z tego sprawę. Często przychodzi do mnie pacjent i mówi, że żona go tu wysłała, bo kłócą się o jego picie. Ale poza tym wszystko w jego związku jest ok. A jak się głębiej temu przyjrzeć, to okazuje się, że małżeństwo wisi na włosku. Zaczynamy o tym rozmawiać i powoli pacjent przyznaje, że nie dostaje w związku wielu rzeczy – akceptacji, wolności, bliskości. Zamiast walczyć o to, czego nie potrafi, bo się boi, sięga po substancję. Albo próbuje to zdobyć poprzez agresję wobec partnera. Jedna osoba walczy i kontroluje, a druga odwraca się w stronę substancji. W efekcie obie strony, pragnąc bliskości, ranią się nawzajem. 

Ta agresja też często ma swoje źródło w traumie z dzieciństwa. Czy do tej złości osoba uzależniona nie ma dostępu? 
Jako dziecko nie dopuszczała jej do siebie, bo lękała się, że matka czy inny opiekun zniknie, gdy się rozzłości. Złość zostaje więc zablokowana albo skierowana na siebie.

Co rzutuje na relacje tej osoby w dorosłym życiu. Napisała pani, że pomoc w pomieszczaniu i wyrażaniu złości służy uzyskaniu zdolności do miłości. 
W grupie terapeutycznej jest to bardzo widoczne: kiedy komuś pomożemy poczuć złość do drugiej osoby i ta osoba ją przyjmuje. Początkowo pojawia się przerażenie, że się złość wyraziło i poczucie winy z tego powodu, ale za chwilę, jeśli ta relacja trwa, ludzie stają się sobie bliżsi. Podobnie w małżeństwach, jeśli nie ma w nich złości, to można sądzić, że nie ma w nich miłości. Złość bowiem jest reakcją na to, że ktoś przekracza nasze granice, a w bliskiej relacji to się nieuchronnie zdarza. 

Z jakimi jeszcze uczuciami nie radzą sobie osoby uzależnione?
Trudnym uczuciem jest smutek pochodzący z doświadczenia w dzieciństwie, gdy jako dziecko próbowaliśmy dostać od opiekunów dobrą opiekę, ale jej nie dostaliśmy. Smutek rezygnacji. Jeszcze trudniejszym do przepracowania uczuciem jest wstyd.

Jak pisze Jerzy Pilch w Pod mocnym aniołem: „Pijakowi wstyd pić, jeszcze gorszy wstyd nie pić”.
A tak naprawdę chodzi o inny wstyd – wstyd z powodu tego, kim się jest i jakim się jest, który płynie z tych sytuacji w dzieciństwie, gdy ktoś był zawstydzany. Dlatego podczas terapii przyjmujemy pacjenta takim, jakim jest, dając mu bezpieczeństwo i akceptację także wtedy, gdy popełnia błędy. 

Podobno przybywa młodych ludzi z tzw. dobrych domów, którzy są uzależnieni od różnych substancji czy czynności. Czego im brakuje w ich domach?
Pytanie, czym jest „dobry dom”? Często dzieci, które zmagają się z uzależnieniem, pochodzą z pełnych rodzin, mają wykształconych rodziców, którzy w pewien sposób dbają o ich potrzeby. Ale często w tych domach – choć nie należy tego uogólniać – jest bardzo dużo presji na to, by coś osiągać, być kimś, a jednocześnie mało przestrzeni na kontakt i bliskość. Rodzice dużo pracują i nie mają czasu, wykupują dzieciom kolejne korepetycje. Oczekują od nich, że będą najlepsze. Muszą być kimś. Często naruszana jest godność dziecka, a jednocześnie stawiane są mu wymagania. W efekcie buduje się w nim bardzo silne superego. To jest nie do wytrzymania, a regulacja tego napięcia przez dzieci bywa dramatyczna.  

Takie superego to okrutny, wewnętrzny egzekutor?
Tak, zawierający bardzo wysokie wymagania wobec samego siebie. Ostatnio pacjentka opowiadała, że dwie jej córki już studiują, a trzecia będzie zdawała na medycynę. Widzi teraz, jak dużo w córkach jest napięcia, ile je to kosztuje. Zachęca, by dały sobie spokój, ale one mają już w sobie uwewnętrznione wymagania. Takie silne superego często jest udziałem osób uzależnionych – mają bardzo silne oczekiwania względem siebie. 

Niektórzy z nich dużo w życiu osiągają. Mam na myśli wysoko funkcjonujących alkoholików. We wspomnianym filmie Zabawa, zabawa każda z bohaterek ma na swoim koncie duże osiągnięcia zawodowe. I każda pije. 
Alkoholizm, jak mówił prof. Wiktor Osiatyński, jest demokratyczną chorobą, może dotknąć wszystkich. Często są to inteligentni, ciekawi ludzie. Dużo wysiłku wkładają, by być w tym miejscu, w którym są. Aż w pewnym momencie już nie mają siły. Często mówię swoim pacjentom: „Wydaje mi się, że musi być pan bardzo zmęczony tym wszystkim”. To zdanie bardzo ich porusza. 

Skąd motywacja, by coś zmienić, szukać pomocy? Dawniej mówiło się, że trzeba sięgnąć dna…
Różnie bywa z tą motywacją. Część pacjentów próbuje nie pić, ale im się...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy