Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki

16 sierpnia 2016

Dlaczego warto pozwolić dziecku na niebezpieczne zabawy?

35

Opieka nad dzieckiem wymaga dużego wysiłku. „Tu nie wchodź!”, „Uważaj, bo spadniesz!”, „Nie dotykaj tego!” A może warto pozwolić swoim pociechom na trochę więcej?

W 2007 roku jednym z prelegentów promującej nowe idee konferencji TED był Gever Tulley, założyciel szkoły majsterkowania. Szkoła majsterkowania to letni obóz dla dzieci, w czasie którego uczą się one posługiwania narzędziami, konstruowania nowych urządzeń i naprawiania starych. Tulley nie boi się dawać do rąk siedmiolatków ostrych czy elektrycznych narzędzi. O tym też mówił w czasie swojego wstępu. Jego zdaniem preferowany dziś sposób opieki nad dziećmi polega na tworzeniu środowiska, które jest bezpieczne, ale, niestety, nierealne. Wychowani w ten sposób ludzie nie mogą się potem odnaleźć w świecie obfitującym w różnego rodzaju niebezpieczeństwa. Mówca proponował, byśmy, w odpowiednim momencie rozwoju, pozwolili dzieciom na zabawę z ogniem, posiadanie scyzoryka, rzucanie oszczepem czy rozkręcanie starych urządzeń. To, że dzieci oparzą się albo skaleczą, należy według niego wkalkulować w koszty procesu poznawania świata.

Ze zdaniem Tully’ego zgadza się dr Marie Hartwell-Walker, psycholożka, terapeutka i edukatorka rodzinna. Jak zauważa, nie chodzi tu o to, by rodzice nie reagowali, gdy trzyletnie dziecko bawi się zapałkami. Zaznacza jednak, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat dokonuje się systematyczne zacieśnianie sfery wolności, którą dajemy naszym pociechom i nie jest to zjawisko pozytywne. Wspomina ona, że jej dzieciństwo było szczęśliwe również dlatego, że mogła ze swoimi przyjaciółmi po szkole bawić się na podwórku i robić rzeczy, na które dzisiejsi rodzice z pewnością by się nie zgodzili. Wspólne budowanie fortu ze znalezionych desek i kamieni czy wspinanie się na drzewa uznaje za doświadczenia, które nauczyły ją wielu umiejętności, potrzebnym później w dorosłym życiu. „Nie chodzi o to, żeby wspominać [lt][lt]stare dobre czasy[gt][gt] i narzekać na Internet. Prezentacja Tully’ego skłoniła mnie do zastanowienia się nad tym, czego mogłam się nauczyć dzięki wolności, jaką rodzice dawali mi, gdy byłam dzieckiem” - mówi Hartwell- Walker i podaje sześć takich umiejętności:

  • Bogata wyobraźnia

Piłka nożna, treningi karate i uczestnictwo w klubie pływackim pozwala dzieciom na rozwój ich mięśni, uczy przestrzegania określonych zasad i pokazuje, co to znaczy być członkiem zespołu. Jednak nie wymaga to od nich użycia wyobraźni. Rozpala się ona dopiero wtedy, gdy dzieci bawią się poza wzrokiem dorosłych. Zabawa w szkołę, wojsko, czy policjantów i złodziei pozwala na użycie całej ich zdolności tworzenia wymyślonych światów oraz wchodzenia w rożne role.

  • Współpraca

Kiedy dzieci bawią się razem poza rodzicielską kontrolą, każde z nich ma szanse pokazać swoje unikalne zdolności. Wykorzystanie ich różnorodności wymaga uczenia się współpracy. Kiedy w zabawie konieczne jest żeby część z dzieci przyjęła role złych bohaterów, ktoś musi wziąć to na siebie. Jeżeli któreś nie chce uznać tego, co chcą inne, zabawa się kończy albo buntownik zostaje odsunięty. W ten sposób grupa jest stawiana przed koniecznością wypracowywania kompromisów przez wzajemne przekonywanie się. Ważne jest również to, że zabawa będzie najlepsza, gdy grupa pozwoli każdemu z dzieci na skorzystanie z jego talentów. Uczy to tego, że każdy jest inny i warto to wykorzystać. To wszystko musi dziać się naturalnie, ni...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy