Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

10 stycznia 2019

Dlaczego się spieramy

31

Czasami pod nawoływaniem o poszanowanie abstrakcyjnych wartości kryją się niezaspokojone potrzeby każdej z kłócących się osób – potrzeba bezpieczeństwa, docenienia – lub poczucie opuszczenia i odtrącenia.

„Okrzyk: «Niech żyje!» jest zaledwie okrzykiem tolerancji” – pisał Stanisław Jerzy Lec. Nasza tolerancja może być letnia, wręcz chłodna, albo przeciwnie, życzliwa.

Ta chłodna bliska jest obojętności. Tolerujemy kogoś lub coś, bo tak naprawdę niewiele nas obchodzi i w związku z tym łatwo przychodzi nam tolerować. Chłód tolerancji może być również wyrazem niespójności wewnętrznej: Wiem o sobie, że jestem tolerancyjny, należę do grupy społecznej uznającej tolerancję za wartość, ale już kończy mi się cierpliwość. Już ledwie wytrzymuję, zaciskam zęby, ale jeszcze daję radę to znieść. Jestem tolerancyjny – tak uważam – choć moje emocje mówią coś zupełnie innego. Taka walka wewnętrzna jest sporym wydatkiem psychicznym; raczej na pewno wygrają tu emocje i tolerancja zmieni się w nietolerancję, a konkretnie w zachowanie agresywne – werbalny wybuch, atak.
Istnieje też tolerancja życzliwa, zmierzająca ku akceptacji i zaciekawieniu. Tolerujemy czyjeś poglądy lub zachowania, choć są one zupełnie odmienne od naszych. Na przykład: Jestem katolikiem, nie szukam zmiany wyznania, ale wobec protestantów mam przyzwolenie i zaciekawienie. Nie zależy mi, by zmienili wyznanie, przestali być protestantami. Ciekawi mnie, jak definiują swoją wiarę, tym bardziej że należymy do większej wspólnoty chrześcijan. Poznanie poglądów, odczuć i doświadczeń protestanta może jedynie wzbogacić moje pole refleksji na temat religii chrześcijańskiej i moich doświadczeń z nią związanych.

Życzliwa tolerancja zakłada, że na temat tych samych faktów może istnieć kilka narracji, co jedynie wzbogaca rzeczywistość. Ten rodzaj tolerancji może być szczególnie ważny w grupach, które wypracowują wspólne rozwiązania czy decyzje. Tolerancyjność, a zarazem zaciekawienie różnorodnością poglądów, wzajemną innością, wzbogaca wspólny potencjał grupy, przydatny w dalszych działaniach.

Słowne aikido

W praktycznym asertywnym podejściu do dialogu między ludźmi zwraca się uwagę, że czasem lepiej jest się zaciekawić poglądem osoby, która nas do czegoś przekonuje, i dopytać, poznać, zrozumieć w pełni jej myślenie, niż bronić się i przekonywać do swojego poglądu. Taka postawa nosi nazwę aikido – od japońskiego stylu walki, który zamiast zwarcia siłowego w środku pola, proponuje przechwycenie energii partnera. Aikido polegałoby na tym, że dopytujemy drugą osobę, jak doszła do takiego wniosku. Na czym opiera swoje przekonanie? Skoro ma pogląd tak różny od naszego, jesteśmy zainteresowani pogłębieniem znaczeń, jakie się za tym kryją, by móc ją lepiej zrozumieć i zobaczyć, gdzie są punkty rozbieżności. Gdzie myślimy inaczej i dlaczego? Takie uszczegółowienie, konkretyzacja studzi emocje i z reguły zawęża pole konfliktu, dzięki czemu łatwiej o wzajemną tolerancję.

W relacjach, gdzie w grę wchodzą więzi emocjonalne i bliskość, tolerancja nie jest łatwą postawą. Życzliwa tolerancja zakłada, że osoba, której poglądy czy zachowanie tolerujemy, jest w pełni odpowiedzialna, dojrzała i jednocześnie odrębna od nas. Przejawem takiej tolerancji może być postawa żony, która mówi: Kiedyś tolerowałam, że mój mąż jeździ na motorach. Zgadzałam się, a tak naprawdę nie interesowało mnie to. A teraz zaciekawiłam się; rozumiem, jakie to dla niego ważne; akceptuję, mam zgodę na to, jestem w tym z nim i przy nim, chociaż sama nie wsiadłabym na motor. Ale w sytuacjach i sprawach bardziej osobiście ważnych nie jest to proste. Jeżeli mąż uważa, że za nieposłuszeństwo należy dziecko karać biciem, a żona ma inne zdanie, tolerowanie przez nią poglądów męża prowadziłoby do zagrożenia dobra ich dziecka. Podobnie, gdy dorastająca córka sądzi, że marihuana to nieszkodliwa rozrywka, bo przeczytała w gazecie artykuł, który tak sugerował, nie jest możliwa tolerancja jej poglądów przez rodziców. Mogą natomiast tolerować poglądy dziennikarza, który napisał ten artykuł – o ile mogą!

Tolerancja zatem wydaje się wartością instrumentalną wobec wartości bardziej istotnych – chociażby takich, jak dobro drugiego człowieka. Może dobru sprzyjać, ale jeśli wchodzi z nim w kolizję, należy się z niej wycofać. Nie jest wartością bezwzględną.

Swoją drogą, często spieramy się o wartości – tu bywamy nietolerancyjni. Kłócimy się, co ważniejsze: wolność, sprawiedliwość czy możliwość samorealizacji. Czasami taki konflikt bywa pozorny, bo pod nawoływaniem o poszanowanie abstrakcyjnych wartości kryją się niezaspokojone potrzeby każdej z kłócących się osób – potrzeba bezpieczeństwa, docenienia – lub poczucie opuszczenia i odtrącenia. Często w rodzinie czy w grupie przyjaciół brakuje dobrej woli, miłosierdzia, wyrozumiałości.

Nie dajmy się zwariować

Obszarem, gdzie często ujawnia się brak tolerancji, jest polityka. Ona polaryzuje. Niejedna przyjaźń albo relacja rodzinna została zerwana z powodu odmiennych poglądów politycznych. A przecież poziom relacji wydaje się większą wartością niż poglądy. Skoro się kochamy, przyjaźnimy się, skoro sobie ufamy, a jednocześnie inaczej myślimy politycznie, spróbujmy się zrozumieć wzajemnie, w jaki sposób myślimy i jak widzimy osiągnięcie społecznych i państwowych celów. Niestety, poglądy często okazują się ważniejsze od człowieka i dajemy się wkręcić w spiralę konfliktu.

To samo widzimy w życiu publicznym. Politycy nie zaczynają rozmowy od poszukiwania wspólnych korzeni, wspólnych wartości. Tematem staje się wzajemne wykluczanie. W dyskusjach politycznych w mediach widzimy bitwy strukturalne, kompletnie pozbawione treści. I niekiedy w rodzinach zachowujemy się podobnie.

Jak nie dać się zapędzić w takie spory, gdy spotykamy się przy rodzinnym stole? Słynny psychoterapeuta Carl Rogers mawiał, że akceptacja i emp...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy