Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

14 stycznia 2021

NR 2 (Luty 2021)

Co nas czeka?

124

Podczas ostatniej Nocy Księgarń Krzysztof Kaniasty z University of Indiana w rozmowie z Wiesławem Łukaszewskim stwierdził, że pandemia może być nie tylko przykładem klęski żywiołowej, lecz także jest kataklizmem w sensie społecznym. Ten kataklizm dotyczy relacji między ludźmi – u osób chorych czy odbywających kwarantannę dominuje poczucie osamotnienia. U wielu innych pojawiają się symptomy depresji. Jednocześnie zdarza się, że duża liczba ludzi nawiązuje kontakty z osobami, z którymi od dawna nie rozmawiały. Najczęściej są to kontakty online. Kontakty bezpośrednie stanowią źródło potencjalnego zagrożenia, choć z drugiej strony poszukujemy żywych osób, a nie tylko głów gadających w telewizorze czy na ekranie laptopa. Kaniasty zwrócił także uwagę na to, że w przeciwieństwie do innych kataklizmów, które mają zwykle trzy fazy – nagły początek, walka z zagrożeniem i koniec, pandemia ma rozmyty w czasie początek, a potem następuje faza mobilizacji, a potem trudno cokolwiek przewidzieć. Najgorsze jednak jest to, że nikt nie potrafi określić końca pandemii. Stąd też wiele osób próbuje się adaptować do zagrożenia i niekiedy efektem tego jest zaprzeczanie jego istnieniu. Z takim zjawiskiem mieliśmy do czynienia w Polsce, zapewne występowało także w innych krajach. Jednak wirusy nie posłuchały zaklęć obwieszczających koniec zarazy i dalej robiły swoje – rozprzestrzeniały się na coraz to nowe terytoria i nowe osoby. 

Zauważmy, że choć sytuacja jest obiektywnie coraz poważniejsza (szybko rośnie liczba zakażeń i zgonów), nie odpowiada temu stan emocjonalny całego społeczeństwa. Na początku pandemii Krystyna Skarżyńska i Konrad Maj przeprowadzili badania na reprezentatywnej próbce polskiej populacji. Lęk i zaskoczenie spowodowały, że ponad 80% badanych deklarowało swoją akceptację dla ograniczeń wprowadzonych przez władze. Dotyczyło to m.in. ograniczeń w kontaktach z innymi ludźmi, podporządkowania się kwarantannie w wypadku kontaktu z osobą zakażoną czy przestrzeganiem zaleceń bezpieczeństwa epidemicznego. Wprawdzie aktualnie nie dysponujemy danymi, które pozwoliłyby na porównanie tych wyników ze stanem obecnym, ale można przypuszczać, że proporcja osób zaprzeczających powadze sytuacji jest większa. Nawet prezydent nie wymienił zagrożenia epidemicznego...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy