Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

8 grudnia 2015

Ciała,w których mieszkamy

0 536

Ciało jest źródłem niezwykłych iluzji, które zachwieją pewnością niejednego sceptyka – przekonuje prof. Henrik Ehrsson.

Jon Sutton: – Tworzy Pan i bada iluzje, które w nauce odgrywają rolę biednych kuzynek iluzji optycznych. To złudzeniom wzrokowym należą się konferencje, granty i nagrody. Dlaczego iluzje cielesne pozostają w cieniu?
Prof. Henrik Ehrsson: – System wzrokowy był zawsze modelem dla neuronaukowców i psychologów, którzy chcieli zrozumieć, jak działają nasz mózg i umysł. Wiemy o nim więcej niż o innych systemach, ponieważ w prosty sposób można go badać. Wystarczy na przykład pokazać bodziec na ekranie komputera, by zaobserwować odpowiedź neuronów, która będzie się zmieniać przy manipulacji bodźcem. System wzrokowy odgrywa ważną rolę w naszym życiu i zajmuje znaczącą część mózgu – dlatego właśnie do niego sięgają naukowcy, gdy chcą zrozumieć procesy świadomości
i percepcji. O ciele łatwo się w nauce zapomina – jest skomplikowane, pełne źródeł informacji z odmiennych systemów sensorycznych, narządów zmysłów i receptorów. Oczywiście neurologowie prowadzą badania nad ciałem, ale ze specyficznej, wąskiej perspektywy – szukają najlepszych metod rehabilitacji po udarze czy terapii mowy w afazji. To znamienne, że niemal każdego klinicystę żywo interesują zagadnienia cielesności, a większość naukowców i neuronaukowców koncentruje się na wzroku.

Jak zaczęła się Pana przygoda z problematyką cielesności?
– Zrobiłem doktorat z kontroli motorycznej i wtedy spotkałem się z fascynującymi cielesnymi iluzjami, które przyniosły mi więcej radości niż mój projekt badawczy! Zaczęło się od eksperymentu z wibracją ścięgna. Każdego uczestnika poproszono o zamknięcie oczu, a na jego ścięgnie i bicepsie umieszczono nadajnik, nastawiony na częstotliwość około 70 Hz. Ponieważ głowa i reszta ciała uczestnika pozostały bez ruchu, miał on wrażenie, że jego nieruchoma ręka porusza się, osuwa coraz bardziej w dół, a w końcu rozciąga się, jakby była z gumy! A jeśli uczestnik chwycił się wibrującą ręką za nos, doświadczył „iluzji Pinokia”– wydawało mu się, że ta część jego twarzy wydłuża się, nawet o 30 centy-
metrów.
Takie iluzje opisywali fizjologowie już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Przeprowadziliśmy na nowo kilka ich eksperymentów, by badać czucie kończyn. To było niezwykle intrygujące, zwłaszcza gdy doszliśmy do bardziej złożonych badań. Uznałem, że bardzo ważne jest zrozumienie, jak mózg tworzy model naszego ciała. A potem przeczytałem o iluzji gumowej ręki. Uczestnik eksperymentu chowa jedną rękę pod stół, a bezpośrednio przed nim na blacie zostaje położona ręka gumowa. Jeśli obie te ręce – ludzką i sztuczna – są w tym samym momencie głaskane, niektórzy doznają przekonującej iluzji, że sztuczna kończyna na stole to ich własna ręka. Udało mi się zdobyć specjalną protezę i sprawdzić na własnej skórze, jak wygląda takie złudzenie.
Potem wyjechałem do Wielkiej Brytanii w ramach stażu podoktorskiego dla naukowców. A tam zachęcano mnie, bym pracował nad tym, co mnie naprawdę fascynuje. Taka dobra brytyjska tradycja: naukowa wolność! Wtedy postanowiłem przeprowadzić i rozbudować eksperyment z iluzją gumowej ręki. Najbardziej fascynujące było to, że udało się nam zmienić poczucie cielesnej tożsamości uczestników. Wcześniej badałem iluzje, które jedynie sprawiały, że ludzie myśleli, iż ich nieruchoma kończyna porusza się albo wydłuża. Natomiast w tym wypadku badani wierzyli, że obcy element stał się częścią ich ciała. Równie intrygujące są iluzje, które powodują u ludzi przekonanie, że przebywają poza swoim ciałem albo że ich ciało należy do kogoś innego.

A zatem iluzje cielesne to nie tanie sztuczki magiczne, ale eksperymenty, które pozwalają nam dowiedzieć się czegoś ważnego?
– Tak, wiele mówią o ludzkiej percepcji oraz zdolności rozróżniania między sobą i tym, co nie jest nami. Uważam takie złudzenia za iluzje percepcyjne, a nie za sztuczki umysłu, które wykorzysta na scenie magik czy iluzjonista manipulujący uwagą i oczekiwaniami widowni. W badaniach nad iluzjami cielesnymi staramy się tego unikać. Na przykład pokazujemy badanym gumową rękę ułożoną pod nieco innym kątem. Albo dotykamy prawdziwej kończyny sekundę później niż sztucznej. Stosujemy zatem niewielkie manipulacje zmysłowe, zamiast tych zakrojonych na szeroką skalę manipulacji, którymi posługują się doświadczeni magicy.

No właśnie, wszystko jest tak oczywiste: ludzie widzą, że leżąca przed nimi kończyna jest z gumy. Dlaczego mimo to ulegają iluzji?
– Ponieważ iluzje percepcyjne są zaskakujące i nie da się ich łatwo rozgryźć. Podobnie jest zresztą z iluzjami optycznymi.

W swoich badaniach odszedł Pan od problematyki iluzji w kierunku zagadnień tożsamościowych – nadal jednak poszukując ich neurobiologicznych podstaw.
– No cóż, nie jestem psychologiem. Ukończyłem medycynę, a karierę naukową rozwijałem pod okiem neuronaukowców. Dlatego we wszystkich badaniach poszukuję podłoża obserwowanych zjawisk i ich mechanizmów w mózgu. Wiele czytałem o zjawisku wielozmysłowości i pomyślałem, że może ono pomóc wyjaśnić iluzję gumowej ręki i jej podobne. Można przyjąć, że za poczucie posiadania sztucznej dłoni odpowiada mechanizm integracji wielozmysłowej. Połączenie informacji wzrokowych, dotykowych i tych dotyczących położenia naszego ciała przekłada się na świadome doświadczenie: „to jest moja ręka”. Oczywiście niektórzy powiedzą, że potrzebujemy bardziej złożonego modelu. Ale ja, cóż, lubię prostotę – zwłaszcza na początek.

Co inni neuronaukowcy i psychologowie myślą o Pana badaniach?
– Zwykle przyjmują je dobrze i cytują. Jestem zapraszany na konferencje jako prelegent. Entuzjastyczni są zwłaszcza psychologowie.

Marzy się i im, i Panu, że te badania przełożą się na praktykę?
– Tak, jestem bardzo zainteresowany możliwościami zastosowania ich w różnych obszarach. Oczywiście wyniki tych badań są kluczowe dla neuroprotetyki, ale otwierają również możliwości w diagnozie i terapii psychoz. Przypuszczam, że niektóre mechanizmy integracji zmysłów mogą być zaburzone u osób ze schizofrenią. Problem w tym, że w psychozach szwankuje wiele funkcji poznawczych, a trudności obserwuje się zarówno w zakresie świadomości własnego ciała, jak i całej osobistej tożsamości. Eksperymenty nad postrzeganiem cielesności mogą być również pomocne w terapii zaburzeń odżywiania, dla których charakterystyczne są problemy z obrazem ciała. Prowadzone są obecnie ważne badania kliniczne, ale potrzebne są kolejne. Na przykład nadal niewiele wiemy o neuronalnych podstawach zaburzeń odżywiania i obrazu ciała.

Czy iluzje cielesne działają tak samo na wszystkich ludzi?
– Nie. Iluzje gumowej i „niewidzialnej” ręki działają na około 70 procent osób, a złudzenie przebywania poza ciałem pojawia się w 80 procentach badanych przypadków. Nie wiemy, dlaczego niektórzy ludzie są na nie odporni. Mam dwóch braci, na jednego z nich iluzja gumowej ręki działa tak samo silnie jak na mnie, a drugi tylko zerka na nas podejrzliwie i pyta: „Ale o czym wy właściwie mówicie?”.

Nigdy nie brałem udziału w podobnym eksperymencie, ale byłbym bardzo zaskoczony, gdyby „zadziałał” na mnie. Czy osoby, które nie ulegają iluzjom, to te, które uważają, że są na nie odporne?
– Nie wydaje mi się. Choć wiele osób nie wierzy w siłę tych iluzji, to jednak ulega im większość ludzi. Pamiętam chirurga ortopedę, który zajmował się protetyką. Uważał, że złudzenia uzyskiwane w naszych eksperymentach to najbardziej absurdalna rzecz, o jakiej słyszał w życiu. Ale gdy potem w trakcie eksperymentu spojrzałem na jego twarz, zobaczyłem, że był zdumiony i wprost nie mógł uwierzyć własnym oczom!
Oczywiście psychologowie od dawna wiedzą, że oczekiwania i placebo wpływają na nasze nastawienia. Co ważniejsze, nasz mózg jest tak zbudowany, by integrować dane z różnych zmysłów, a to sprawia, że większość z nas ulega iluzjom – czy tego chcemy,
czy nie.

Jakie są oznaki tego, że doświadczamy iluzji?
– Ludzie, którzy ulegają złudzeniom cielesnym, twierdzą, że ich dłoń leży bliżej gumowej ręki. Jeśli ukłujemy gumową dłoń, pojawia się u nich silna reakcja skórno-galwaniczna. Obserwujemy również reakcję na poziomie mózgowym: im bardziej działa na nas iluzja, tym większa jest aktywność mózgu w tzw. obszarach wielozmysłowych. A im silniejsza jest odpowiedź mózgowa, tym więcej sieci bólu uaktywnia się, gdy „ranimy” gumową rękę. Mamy więc szereg dowodów na to, że te iluzje działają.

Nasuwa się zatem pytanie: dlaczego niektórzy ludzie są na nie odporni? Przypuszczamy, że różne mózgi przypisują inną wagę informacjom ze zmysłów wzroku, dotyku i czucia głębokiego. W przypadku iluzji cielesnych wchodzą one w konflikt: informacje wzrokowe i dotykowe przeczą tym dotyczącym położenia części naszego ciała. Ta sprzeczność musi zostać rozwiązana – jedna ze stron konfliktu ostatecznie wygrywa. I wtedy niektóre mózgi z jakiegoś powodu za ważniejsze uznają informacje ze zmysłu czucia głębokiego, a inne – z systemu wzrokowego i dotykowego.
Dlaczego występują te różnice indywidualne między naszymi mózgami? Przekonujące, choć jeszcze niepotwierdzone wyjaśnienie jest takie, że na przykład u zawodowych sportowców czy muzyków...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy