Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

26 listopada 2015

Choć goni nas czas

87

Szybko!, pośpiesz się!, musimy błyskawicznie uwinąć się z tym projektem! – codziennie poganiamy siebie i innych. Nieustannie aktywni, zabiegani, a i tak „w niedoczasie”. Co nam daje pośpiech, a co odbiera?

Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, jak często śpieszysz się w swoim życiu? Czy zawsze, kiedy w napięciu poganiasz sam siebie lub ulegasz presji innych, jest to NAPRAWDĘ uzasadnione zewnętrznymi okolicznościami? A może przyłapujesz się na tym, że śpieszysz się bez powodu? Może pośpiech jest twoim nawykiem, skutkiem napięcia, podenerwowania i niepokoju. Jest dla ciebie czymś tak naturalnym i oczywistym, że nawet go nie zauważasz. Śpieszysz się, ponieważ trudno ci działać spokojnie i bez napięcia. Być może pośpiech jest niczym innym jak brakiem najbardziej naturalnej umiejętności działania w stanie uważności i czujności, a zarazem rozluźnienia. Lub skutkiem tego, że nie potrafisz wypoczywać.

Ważni, bo zajęci
Umiejętność sprawnego działania, szybkiego reagowania i realizacji zadań to istotne i niezbędne przymioty współczesnego człowieka. Wielu z nas uważa, że trzeba się śpieszyć, że w gruncie rzeczy to bardzo pożądana skłonność – w pracy, w domu. Pokazujemy w ten sposób, że jesteśmy kompetentni i potrafimy szybko się zmobilizować i zrobić coś sprawnie. Inni ludzie spostrzegają nas jako bardzo zajętych, a więc potrzebnych, zaangażowanych w ważne działania.

POLECAMY

Niewątpliwie umiejętność dobrej i sprawnej organizacji przydaje się zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym, bowiem często musimy łączyć wiele obowiązków i ról. Z drugiej strony wszechobecna tyrania pośpiechu zabiera nam chwile spokoju, refleksji nad sobą, ogranicza naszą zdolność do wypoczywania, pozbawia nas pozornie bezproduktywnego czasu, w którym patrzymy „jak drzewa w ogrodzie rosną” – i przez to pośpiech unieszczęśliwia nas. Zmienia też jakość samego działania i pozbawia nas przyjemności z tego, co robimy, a w konsekwencji zmniejsza jakość i kreatywność wykonywanej pracy, szybciej prowadzi do wypalenia zawodowego i obniża jakość życia.

Każdy z nas bez trudu znajdzie wiele racjonalnych powodów i uzasadnień, dlaczego musi się śpieszyć. Nasza perspektywa mogłaby być inna, ale... jesteśmy zanurzeni w kulturze epoki ponowoczesności, która gloryfikuje pośpiech i która w dużym stopniu na nim się opiera. Rzeczywistość zmienia się jak w teledyskach MTV, więc musisz starać się za nią nadążyć – śpiesz się, jeśli chcesz zostać wysłuchany i dostrzeżony przez innych, oni mogą obdarzyć cię tylko chwilą uwagi. Masz jedno, bardzo krótkie życie, więc śpiesz się, by wypełnić je po brzegi atrakcyjnymi i ekscentrycznymi rozrywkami – jeśli tego nie zrobisz, obudzisz się pewnego dnia z myślą, że nie skorzystałeś z niewyczerpanej oferty, jaką złożyło ci życie. Masz tylko jedną szansę, by zaistnieć w oczach szefa, więc śpiesz się, bo wyprzedzą cię inni. To tylko kilka przykładów mechanizmów, które nakręcają spiralę pośpiechu w naszym życiu.

Śpiesz się albo zgiń
Pośpiech, kojarzony jako nieodzowny element sukcesu, jest jednym z najbardziej destrukcyjnych nawyków współczesnej kultury. Lubimy myśleć, że właśnie ona wymusza na nas bycie w wiecznej gonitwie, ponieważ to zwalnia nas z odpowiedzialności. Eric Berne, twórca analizy transakcyjnej, określa pośpiech jako jeden z tzw. wewnętrznych driverów – nieświadome przesłanie, wzór, przekonanie („muszę...”, „powinienem...”, „trzeba...”, „będę jak...” itp.), z którym się identyfikujemy i które mobilizuje nas do działania w określony sposób.

Takim driverem może więc być przekonanie, że nie możemy pozwolić sobie na marnowanie czasu – patrzenie w chmury, pływanie nocą w jeziorze czy leżenie na hamaku pod jabłonią. Gonimy więc od jednej aktywności do drugiej, a jeśli zdarzy nam się przeznaczyć czas na wypoczynek, to spędzamy go bez komfortu i efektu, bo... w myślach nadal jesteśmy gdzie indziej, dalej, wybiegamy w przyszłość.

Uważamy, że jeśli po wielu miesiącach ciężkiej pracy zasłużyliśmy na wypoczynek, to tak naprawdę tylko po to, by po urlopie pracować jeszcze lepiej i szybciej. Wypoczynek okazuje się dużo bardziej kłopotliwym zajęciem niż praca – jest raczej źródłem niepokoju niż przyjemności, niezależnie od tego, jak bardzo wyszukaną i ekscentryczną jest rozrywką. Być może zdjęcia z wakacji dobrze prezentują się na Facebooku, ale sam czas wypoczynku nie był okazją do doświadczenia rzeczywistej przyjemności i odprężenia. Choć leżeliśmy na egzotycznej plaży, to jednak wcale nie „zwolniliśmy”...

O szczęściu nicnierobienia
Ulrich Schnabel, autor Sztuki leniuchowania, zauważa, że choć czas wolny jawi nam się jako upragniony, długo wyczekiwany prezent, to w praktyce okazuje się niezwykle drogą i trudną w obsłudze zabawką, która wprawdzie zapiera dech w piersiach, ale nie bardzo wiadomo, co z nią zrobić.

Wielu z nas nie potrafi wypoczywać ani w czasie dłuższych zaplanowanych wakacji, ani też w codziennym życiu – podczas pracy czy normalnych aktywności. Straciliśmy tę naturalną i wrodzoną zdolność rozluźniania się i czerpania przyjemności z tego stanu. Schnabel wręcz stwierdza, że we współczesnym społeczeństwie wypoczynek stanowi jaskrawe naruszenie obowiązujących społecznych norm produktywności i pożyteczności. Zatem być może będziemy musieli ponownie nauczyć się wypoczywać.

Schnabel pisze o paradoksie związanym z nowoczesnymi technologiami i niezliczonymi gadżetami – choć mają nam one ułatwić życie i zaoszczędzić czas, to jednak ciągle mamy poczucie, że brakuje nam czasu i musimy się śpieszyć. To efekt niekończącej się spirali naszych oczekiwań i nadprodukcji dóbr, które generują masę zajęć i kolejnych potrzeb. Przeświadczenie, że musimy mieć wszystko i wszystkiego spróbować, wymusza na nas gorączkową aktywność, abyśmy mogli wieść życie, w którym nie stracimy żadnej okazji. Nasza zdolność do wypoczywania w dużym stopniu zależy od tego, czy jesteśmy w stanie przynajmniej na jakiś czas ograniczyć się, zrezygnować z czegoś i skoncentrować na jednej rzeczy – na czymś, czemu pozwolimy się pochłonąć.

Heroizm wypoczywania
W społeczeństwie informacyjnym, w którym bycie on-line jest główną wartością, prawdziwy wypoczynek stał się dobrem ekskluzywnym.
Odłączenie się od nieustannie napływających do nas potrzebnych i całkowicie zbędnych informacji wymaga heroicznej „odwagi”. Komputery, telewizory, telefony komórkowe nie pozwalają nam wypoczywać. A właściwie to my nie pozwalamy sobie wypoczywać, używając ich – wszak posiadają przycisk, którym możemy je wyłączyć.

Rezygnując z pośpiechu, zwalniając, wchodzimy w pewną otwartą wewnętrzną przestrzeń, w której możemy zajrzeć w głąb siebie. Początkowo może to wzbudzać w nas niepokój, bo zobaczymy coś, od czego będziemy chcieli uciec. Ale to jest...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy