Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

10 listopada 2017

Blizna po rozwodzie

23

Choć pobierając się obiecujemy: „nie opuszczę cię aż do śmierci”, bywa, że związek umiera. Rozstajemy się, ale nadal nosimy drugą osobę w sobie. Jedni próbują to zaklepać i mówią „wszystko jest okej”. Drudzy stale rozpamiętują swoje zranienie. Czy jest inne wyjście? Jak żyć po rozwodzie?
 

DOROTA KRZEMIONKA: Czy jest coś takiego jak dobry rozwód? Jak się dobrze rozwieść?
KUBA JABŁOŃSKI: – Nie lubię tego sformułowania. Rozwód jest zawsze dramatycznym doświadczeniem, a jego skutki nie są do końca przewidywalne.

Rzeczywiście, amerykańscy psychiatrzy Thomas Holmes i Richard Rahe na swojej skali zdarzeń wywołujących stres, rozwód umieszczają na wysokim, drugim miejscu. Towarzyszą mu zwykle negatywne emocje: złość, wściekłość, poczucie zranienia, krzywdy, porażki. Czy to jest nieuchronne?
– Nieuchronne i potrzebne. Takie emocje pojawiają się i musimy je do końca przeżyć. Jesteśmy przyzwyczajeni do przeżywania smutku po śmierci kogoś bliskiego. Rzadko kiedy dopuszczamy wtedy do siebie złość. Złość do osoby, która odeszła. A to błąd. W przypadku rozwodu łatwiej poczuć złość. Różnie natomiast możemy ją wyrażać, niekoniecznie tłukąc naczynia, rozbijając szyby. Jeżeli kochaliśmy i ten związek był dla nas wszystkim, a teraz musimy z niego zrezygnować, to uczucia złości, przerażenia i niepewności „co dalej?”, muszą się pojawić. To dotyczy również osoby, która decyduje się na odejście, choć jest ona w nieco innej emocjonalnie sytuacji, ma poczucie większej kontroli nad nią. W końcu ona pierwsza wiedziała, że dojdzie do rozwodu. Ale mimo to także przeżywa złość, lęk i poczucie winy: co ja robię tej drugiej, kiedyś bliskiej, osobie, dzieciakom... Także ona traci coś dla siebie ważnego. Przypomina to odrywanie plastra ze skóry. Wiemy, że to boli. Wielkość plastra oznacza stopień zaangażowania emocjonalnego, wzajemnej zależności i bliskości. Im większy plaster, tym bardziej boli.

Gdyby więc Pan usłyszał spokojne stwierdzenie, że rozstaliśmy się bez emocji...
– To pomyślałbym, że to komunikat dla mediów, wersja oficjalna, a nie wiemy, co tam się naprawdę wydarzyło.

Być może tak naprawdę nie był to związek emocjonalny, lecz tylko kontrakt dwóch osób. Albo partnerzy zaprzeczają swym emocjom. Trzeba więc dopuścić smutek, potem złość?
– Albo na odwrót, bo niektórzy mają lepszy kontakt ze złością. Jej wyrażenie redukuje bolesne napięcie, a przy tym daje poczucie większego wpływu na rzeczywistość, gdy coś idzie nie po naszej myśli. Natomiast smutek wiąże się z bezsilnością. Należy dopuścić wszelkie pojawiające się uczucia, by ułatwić sobie „zrywanie plastra więzi”. Małżeństwo, a także każdy bliski związek emocjonalny sprawia, że uwewnętrzniamy drugą osobę, nosimy ją w sobie. Nawet jeśli on czy ona fizycznie znika, nadal jest w nas. Ten mechanizm pozwala nam przetrwać, gdy się rozstajemy z partnerem. Pomaga też przy rozstaniach emocjonalnych, gdy się kłócimy, czujemy się zawiedzeni, skrzywdzeni i odsuwamy się od współmałżonka, bo mamy go dość. Obraz partnera, który nosimy w sobie, pomaga nam do niego wrócić. Wyrywanie tego obrazu z siebie po rozwodzie boli i nie można tego zrobić natychmiast. Nie da się od razu kogoś innego wsadzić w to puste miejsce. To byłby rodzaj ucieczki od przeżywania.

Czy w tym procesie rozstawania się po rozwodzie można wyróżnić jakieś etapy?
- Tak. Pierwszy z nich to zaprzeczanie. Myślimy: to niemożliwe, że on mnie zostawił. Potem pojawia się złość: jak on mógł mi to zrobić! Złość może mieć różną postać: ktoś wpadnie w furię, inny będzie mniej cierpliwy, wciąż rozdrażniony bez powodu, albo będzie się oskarżać i wściekać na siebie. Następnie doświadczamy smutku, żalu, lęku, beznadziei, braku perspektyw. Myślimy: nie dam rady, nie przeżyję tego. Ale przeżywamy i pojawia się etap targowania się: może jeszcze się uda, spróbujmy. Jest to forma zaprzeczania, iluzji, że jeszcze możemy mieć wpływ na to, co się stało. Wydaje się nam, że to tylko zły sen, obudzimy się i wszystko będzie dobrze. To niebezpieczny i trudny moment. Cały świat przewrócił się do góry nogami, straciliśmy poczucie bezpieczeństwa, zaufania i nadziei. Nie wiemy, co teraz z nami będzie. To wszystko budzi ogromny lęk. Aby go obniżyć, nasila się potrzeba utrzymania za wszelką cenę małżeństwa. Gotowi jesteśmy wiele zrobić, by nie dopuścić do rozwodu. Pojawia się...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy