Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

11 lipca 2016

Niech się zmieni on, nie ja!

0 319

Ona ma dość jego wyjść na piwo z kolegami, on - jej wiecznego utyskiwania. Oboje uważają, że problem zniknie, gdy to partner się zmieni - oczywiście wypełniając ich zalecenia.Czy rzeczywiście tak się stanie?

Katarzynie bardzo zależy na tym, aby mąż zrezygnował z piątkowych wyjść z kolegami na piwo. Przed ślubem nie przeszkadzało jej to tak bardzo jak dziś, choć nieraz stęskniona czekała wieczorem na Jacka. Sama wówczas również prowadziła aktywne życie – spotykała się z koleżankami, po pracy robiła studia podyplomowe. Odkąd urodził się ich syn, codzienna opieka nad dzieckiem należy przede wszystkim do Katarzyny. Trudno jej teraz znieść piątkowe wypady Jacka. Denerwuje się, że mąż nie pomaga wtedy w opiece nad dzieckiem.

Katarzyna czuje się jak skazaniec – musi siedzieć w domu i zajmować się synem. Zresztą, pozostałe dni Jacek spędza majsterkując i pracując przy aucie, grając w gry internetowe albo przeglądając pisma budowlane (marzy o budowie domu). Katarzyna uważa, że Jacek zupełnie nie rozumie jej potrzeb, a nawet je ignoruje. W rozmowach z mężem krytykuje jego postawę, nieodpowiedzialnych kolegów, a nawet rodziców Jacka, którzy – jej zdaniem – źle go wychowali. Boli ją brak wsparcia i zaangażowania męża w ich wspólne sprawy – nie tylko tego, co dobre dla rodziny, ale dla niej samej.

Czasem nawet przychodzi jej do głowy myśl, że może Jacek ją zdradza i dlatego tak mało uwagi i serca jej poświęca. Najbardziej rani ją to, jak Jacek ocenia jej wygląd i zainteresowania – nie dość, że odkąd urodziła dziecko, czuje się brzydka i głupia, to jeszcze mąż ciągle ją krytykuje i mówi, że sama sobie jest winna i że to ona powinna coś w sobie zmienić. Katarzyna odbiera te opinie jako niesprawiedliwe i krzywdzące. Nienawidzi być porównywana z innymi kobietami, które „mają dzieci, a mimo to radzą sobie świetnie”. Brakuje jej spotkań ze znajomymi, wieczornych wypadów, swobodnego planowania dnia – dziecko pochłania jej cały wolny czas. Gdyby tylko Jacek zmienił swoje zachowanie, wieczory poświęcał rodzinie i odciążył ją nieco od codziennych obowiązków... Katarzyna nie wie już, co zrobić, aby Jacek się poprawił – nie pomagają ani prośby, ani groźby.

Z jego perspektywy Jacek uważa, że odkąd urodził się syn, żona bardzo się zmieniła. Stała się drażliwa, wybuchowa, „wszystkiego się czepia”. Dobrze zajmuje się dzieckiem, ale sama bardzo się zaniedbała. Wcześniej miała wiele zainteresowań, rozwijała się, była zadowolona z życia. Teraz poza synem i serialami w telewizji nic jej nie interesuje, na nic nie ma ochoty. Punktem zapalnym w ich związku są jego cotygodniowe wyjścia z kolegami na piwo. Jacek nie rozumie, dlaczego – przecież Katarzyna zawsze wiedziała, że taki ma zwyczaj i nie zamierza z niego zrezygnować. Jacek widzi, że inne kobiety też mają dzieci, a przecież chodzą do pracy, dbają o siebie.

Uważa, że dopóki żona nie weźmie się w garść i nie zajmie sobą, jego częstsze przebywanie w domu i rezygnacja ze spotkań z kolegami na nic się zdadzą, a nawet zaszkodzą, bo siedzenie w domu z niezadowoloną żoną tylko pogarsza jego samopoczucie. Uważa, że Katarzyna widzi problem tam, gdzie wcale go nie ma, bo przecież każdy mężczyzna ma prawo raz w tygodniu iść z kolegami na piwo. Żądania żony, by z tego zrezygnował, traktuje jako kolejną próbę ograniczenia jego wolności. To dla niego bardzo bolesne, bo uważa, że zakładając rodzinę i podejmując wiele zobowiązań finansowych, i tak już sam mocno ograniczył swoją wolność. Czuje się przytłoczony odpowiedzialnością za utrzymanie rodziny – sam musi temu sprostać, bo żona nie spieszy się na razie z powrotem do pracy.

Spotkania z kolegami są dla Jacka bardzo ważne, bo dzięki nim odpręża się po męczącym tygodniu pracy i odzyskuje siłę do dalszego działania. Siedzenie w domu, słuchanie wymówek i dąsów żony bardzo go męczy. Nie zna się na opiece nad dzieckiem, bo często wraca późnym wieczorem, gdy syn już śpi. Kiedyś próbował pomóc przy małym, ale Katarzyna skrytykowała go, więc dał sobie z tym spokój. Uważa, że żona powinna zająć się sobą, a nie tylko dzieckiem i domem. Czasami świadomie sprawia jej przykrość, żeby przestała się go czepiać.

Zaszantażowani? Często stosowaną w związkach strategią rozwiązywania problemów jest strategia: „masz się zmienić”, w której partnerzy wykorzystują arsenał technik negocjacyjnych wyuczonych od dzieciństwa. Próbujemy zastraszania agresją werbalną lub fizyczną, szantażu emocjonalnego wycofywaniem miłości i ewentualnym rozstaniem, obniżania poczucia wartości partnera, powoływania się na dowody społecznej słuszności („przecież inni tak robią, czemu ty nie możesz?”), na siłę autorytetu (lekarza, psychologa lub członka rodziny), tworzenia koalicji wewnątrzrodzinnych z dziećmi lub rodzicami. Te metody bywają skuteczne, tyle że w długotwałym związku są już bardzo dokładnie rozpoznane i przećwiczone przez obie strony – partner już nauczył się bronić przed każdą z tych technik, i dlatego najczęstszym efektem prób wywołania zmiany jest kolejna kłótnia i utrwalenie status quo.

Katarzyna i Jacek walczą o zaspokojenie ważnych życiowo i uzasadnionych potrzeb. Ona potrzebuje pomocy w opiece nad dzieckiem, odciążenia i czasu na zajęcie się sobą, zaś on chciałby, żeby po męczącej pracy w domu witała go miła i zadowolona z życia żona. Próbują wzajemnie wymusić na sobie zmianę do pożądanego stanu. Ona wzbudza w mężu poczucie winy, zaś on broni się, dając żonie za przykład inne kobiety, które świetnie się odnalazły w nowej sytuacji po urodzeniu dziecka.

Jacek reaguje na poczucie winy unikiem lub czasem agresją werbalną, zaś Katarzyna całkiem traci poczucie włas[-]nej wartości i wpada w poczucie uzależnienia od zachowań partnera. Zanim doszło do konfliktu, rozważali inne rozwiązania, które okazały się niedostępne. Na opiekunkę dla syna nie było ich stać, bo po urodzeniu dziecka Kasia straciła pracę, a na nową nie ma szans. Spłacają kredyt, a koszty utrzymania dziecka przerosły ich początkowe wyliczenia. Nie mogą liczyć na rodziców przy dziecku, bo choć rodzice Katarzyny mieszkają niedaleko, to jeszcze pracują, zaś Jacka mieszkają na drugim końcu Polski...

Problem bez dialogu Główną przyczyną błędnego koła, w którym znaleźli się Katarzyna i Jacek, jest niewłaściwy sposób komunikacji, a nie obiektywne trudności. Po nieudanych próbach znalezienia rozwiązań, partnerzy zaczynają szukać winy w sobie nawzajem. Wysyłają komunikat: „jesteś winny moim problemom...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy