Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

25 lutego 2021

NR 3 (Marzec 2021)

Bezpieczne przystanie – gdzie ich szukać?

76

Wszyscy potrzebujemy bezpiecznej wewnętrznej przystani dla naszych uczuć i myśli. A także realnej przestrzeni, gdzie w pełni możemy być sobą. To może 
być własny pokój, domek na drzewie, o którym nikt nie wie, lub dzika „baza” nad rzeką. Czy mamy takie miejsce? 

Tinziano Terziani, nieżyjący już włoski reporter, w swojej ostatniej książce o znaczącym tytule Nic nie zdarza się przypadkiem odsłania historię swojej duchowej podróży w poszukiwaniu poczucia sensu i znaczenia swojej obecności w świecie. Wyrusza w nią, gdy dowiaduje się, że jest poważnie chory. Dotąd przemierzał kontynenty, obserwując i komentując świat. Próbował zrozumieć różne jego języki i kultury, zanurzał się w jego intensywnej i pulsującej materii. Teraz postanawia odbyć inną podróż. Podejmuje inne wyzwanie, jakim jest choroba, i postanawia wyruszyć na poszukiwanie jej źródeł, a przede wszystkim możliwości uzdrowienia. Kolejna z wielu wędrówek, jakie odbył, tym razem jest podróżą wewnętrzną. Mierzy się podczas niej z własnymi lękami, silnymi uczuciami, brakiem poczucia sensu, w końcu z perspektywą śmierci. Uzdrowiciele i szamani, których spotyka, w równym stopniu są zainteresowani problemami jego ciała, jak i jego snami. Świat zewnętrzny i wewnętrzny zaczynają się przenikać i łączyć. 

Gdy potrafimy odróżnić różne własne uczucia od lęku i zidentyfikować je – wtedy stają się one dla nas drogowskazem w codziennych wyborach, informują o naszych potrzebach i pragnieniach oraz dostarczają energii ukierunkowującej nasze zachowania. 

Miejsce na sekretne życie

Życie każdego z nas toczy się jednocześnie na dwóch płaszczyznach – zewnętrznej, gdy działamy w świecie, i tej wewnętrznej – z podziemną rzeką naszych skrytych myśli, pragnień, lęków i fantazji. Ta wewnętrzna rzeka potrzebuje dla siebie miejsca. Są momenty, gdy jej nurt wzbiera. Bywają momenty, kiedy ta symboliczna rzeka wzbiera, rozlewa się szeroką falą myśli i uczuć tak dojmujących, że wszystko inne ginie wtedy z oczu.

Wszyscy potrzebujemy bezpiecznej wewnętrznej przystani dla naszych uczuć i myśli. A także realnej przestrzeni dla naszego sekretnego życia, gdzie w pełni możemy być sobą, niepoddani żadnym ocenom i całkowicie otwarci na nasze prawdziwe przeżycia. To może być własny pokój, domek na drzewie albo szałas, o którym nikt nie wie, lub dzikie miejsce nad rzeką. Kiedy tylko wyodrębnimy się jako niezależne osoby i zaczynamy być tego świadomi, w oczywisty sposób poszukujemy dla siebie takich miejsc. I odwrotnie – potrzebujemy ich, byśmy mogli się wyodrębnić. To dzięki temu nasz wewnętrzny świat może stać się jedynym w swoim rodzaju, niepow­tarzalnym doświadczeniem. Dostęp do tego wewnętrznego królestwa – symboliczny klucz do jego drzwi – trzymamy w swoich rękach.

POLECAMY

Warto wiedzieć

 Ego obserwujące – część naszej osobowości odpowiedzialna za obserwowanie i badanie naszych uczuć, myśli i doznań z ciazła, a także związku pomiędzy nimi a zdarzeniami w rzeczywistości, które je wywołały.

Kto się boi ciemności?

Gdy byliśmy dziećmi, wielu z nas bało się ciemności. Z niej w każdej chwili mogły wyłonić się potwory, wytwory naszej wyobraźni czy straszne postacie z bajek. Kiedy dorastamy, elementy rzeczywistości coraz bardziej zaczynają wypełniać nasz umysł i wiele jesteśmy w stanie sobie racjonalnie uzasadnić. Wiedza o rzeczywistości z czasem zastępuje nasze fantazje i potrafimy przekonać samych siebie, że w ciemnym pokoju nie ma się czego bać. Z drugiej jednak strony, gdy przybywa nam doświadczeń, gromadzą się w nas pokłady trudnych przeżyć i związanych z nimi uczuć, które nauczyliśmy się omijać. Duża część tego procesu odbywa się nieświadomie – odpowiadają za to nasze mechanizmy obronne, które mają chronić kruchą jeszcze psychiczną integralność. Dlatego perspektywa pozostania dłużej sam na sam ze sobą nie zawsze otwiera przed nami perspektywę bezpiecznej przystani. Raczej rośnie ryzyko, że wszystkie potwory schowane dotąd w szafie zaczną z niej wychodzić i wydobywać się na powierzchnię.

Tym właśnie różnimy się od innych gatunków zwierząt – zdolnością obserwowania własnych stanów wewnętrznych oraz reflektowania zjawisk zachodzących wokół nas, a także dostrzegania i rozumienia powiązań pomiędzy tym, czego doświadczamy, a naszymi reakcjami. Fundamentem wewnętrznego świata jest nasze „ego obserwujące”, które nie tylko pozwala nam doświadczać, myśleć i czuć, ale także obserwować to wszystko, co się w nas dzieje.

Nasza zdolność do samoobserwacji, szczególnie w obszarze uczuć, jest ściśle związana z tym, jak nasi opiekunowie na nie reagowali i jak je opisywali, gdy sami jeszcze nie umieliśmy tego robić. Jeśli obawiali się niektórych naszych uczuć lub reagowali na nie lękiem – to ich przeżywanie zagrażało więzi z tymi, których kochaliśmy i potrzebowaliśmy, by przetrwać. Aby ją ocalić, musieliśmy zaprzeczyć wielu swoim uczuciom używając mechanizmów obronnych, by przestać mieć z nimi kontakt. Stopniowo nasze obrony utrwalały się w postaci stałych wzorców zachowań i stawały źródłem naszego cierpienia. W dorosłym życiu sprawiają, że czujemy się samotni i odcięci od swego wewnętrznego życia. 

Możemy się z tym zmierzyć i rozwijać nasze „ego obserwujące”, kiedy jesteśmy uważni na to, co dzieje się z naszym ciałem w reakcji na ważne doświadczenia. Jeśli potrafimy odróżnić różne własne uczucia od lęku, a także zidentyfikować je – wtedy stają się one dla nas nie tylko drogowskazem w życiowych wyborach, nie tylko informują o naszych potrzebach i pragnieniach, ale także dostarczają energii, która pozwala dobrze ukierunkować nasze zachowania. Jesteśmy w stanie sobie ufać i na sobie polegać. By tak się stało, potrzebujemy wolnej przestrzeni, gdzie możemy pozostać sami ze sobą i otwarcie mierzyć się ze swymi uczuciami.

Jeśli jest jakaś droga prowadząca do siebie, to wiedzie ona poprzez miejsca intymne w przestrzeni serca. Pogodzenie się ze sobą i światem, potrzeba znalezienia w nim swojego miejsca i znaczenia – to nasze najważniejsze życiowe zadania. 

Kłamstwa, które odgradzają nas od siebie 

Jak pisze psychoterapeuta Jon Frederickson w swojej książce Kłamstwa, którymi żyjemy, bardzo boimy się, że nasze iluzje na własny temat może rozwiać rzeczywistość. Tworzymy obronną siatkę kłamstw i kłamstewek, które mają służyć podtrzymywaniu dobrego mniemania na własny temat. Paradoksalnie jednak te kłamstwa przyczyniają się do większego cierpienia, odgradzając nas od autentyczności i od ludzi, którzy nas kochają. 

W każdej wielkiej tradycji duchowej znajdziemy w gruncie rzeczy tę samą receptę na to, jak osiągnąć szczęście, oświecenie czy zbawienie. Jest nią otwarte i odważne zmierzenie się z prawdą, którą każdy z nas nosi w swoim sercu. Uznanie jej, zaakceptowanie i odkrycie, kim naprawdę jesteśmy. Pokochanie tej czującej i kruchej istoty w nas, zamiast narcystycznego napawania się dumą z powodu tego, jacy jesteśmy świetni i jak doskonałą fasadę jesteśmy w stanie zaprezentować innym, na przykład na Facebooku czy Instagramie. Wolna przestrzeń, którą każdy z nas ma w sercu, jest właśnie miejscem sprzyjającym bezpiecznemu zanurzeniu się w prawdzie o sobie i swoich trudnych emocjach. Czy znajdziemy w sobie odwagę, by wyruszyć w tę podróż, zrobić miejsce dla uczuć, które dotąd odrzucaliśmy i trak...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy