Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

20 grudnia 2016

Autentycznie asertywni

182

Człowiek asertywny to w potocznym rozumieniu egoista, który krytykuje innych i agresywnie odmawia pomocy. Czy ta definicja ma coś wspólnego z istotą asertywności? Co to naprawdę znaczy być asertywnym?

W doskonałym filmie o Krzysztofie Kieślowskim „I’m so-so” (czyli „Mam się tak sobie”) reżyser tłumaczy, że jednym z powodów, dla których nie zdecydował się na emigrację do USA, było to, że odpowiadając na konwencjonalne pytanie Amerykanów o samopoczucie, musiałby kłamać, że czuje się świetnie, podczas gdy zwykle czuje się tak sobie. Podkreślał, że taka wymiana zdań nie ma w jego świecie żadnej wartości i nie ma ochoty odpowiadać na pytanie o swoje samopoczucie komuś, kto w rzeczywistości w ogóle nie jest zainteresowany odpowiedzią. Czy jednak naprawdę możemy dać wyraz temu, co przeżywamy, i czy możemy naprawdę odpowiedzieć rozmówcy, co czujemy? Jak często wykraczamy poza granice towarzyskiej konwersacji i rozmawiamy o tym, co rzeczywiście ważne i osobiste?

Wiele osób swoje niepowodzenia w relacjach z innymi składa na karb braku asertywności. Kiedy słyszę, że ktoś określa siebie jako osobę nieasertywną, zastanawiam się, jaki rodzaj definicji asertywności jest w głowie mówiącego i co tak naprawdę wyraża stwierdzenie „nie jestem asertywny” – jakby obowiązywał jakiś społeczny nakaz bycia asertywnym... A może trudności w relacjach usprawiedliwiamy brakiem asertywności, by uniknąć konfrontacji z pytaniem: dlaczego jest mi trudno?

Zastanawiam się również, czy za stwierdzeniem „nie jestem asertywny” nie kryje się nieco kokieterii, obliczonej na efekt dobrego odbioru – wydaje nam się bowiem, że brak asertywności to w gruncie rzeczy cecha dobrze widziana społecznie. Że to rodzaj nieszkodliwej słabości, która czyni człowieka bardziej ludzkim i „swoim”. I wreszcie: jaką cenę płacimy za brak asertywności? Być może wcale nie jest ona mniejsza niż ta, którą musimy zapłacić za to, że jesteśmy asertywni.
Maria Król-Fijewska definiuje asertywność jako umiejętność wyrażania swojego zdania w sposób łagodny, ale stanowczy. Bez agresji i naruszania praw innych ludzi, ale także bez lęku. W zasadzie asertywność to globalna postawa w relacjach, realizowana poprzez określone zachowania. Do kompetencji asertywnych należą umiejętności: przyjmowania komplementów, reagowania na krytykę i atak (zarówno uzasadnione, jak i nieuzasadnione), wyrażania swoich próśb, życzeń i żądań, otwartego wyrażania swoich uczuć (zarówno przyjemnych, jak i nieprzyjemnych) oraz umiejętność odmawiania (do której często niesłusznie sprowadzana jest asertywność).

POLECAMY

Asertywność jest wymieniana jako jedna z czterech postaw – obok uleg[-]łości, agresji i postawy bierno-agresywnej – definiujących nasze relacje z innymi. Postawę asertywną cechuje przede wszystkim świadomość granic własnych i innych ludzi oraz szacunek dla nich. Związana jest z nią gotowość do respektowania cudzych granic, a także ochrony własnych. Osoby asertywne cechuje postawa „ja jestem OK – ty jesteś OK”, czyli postawa szacunku i akceptacji zarówno dla siebie, jak i dla innych. W analizie transakcyjnej jest ona określana jako postawa wygrywającego.

Mnie najbardziej przekonuje do asertywności to, że w swoim podstawowym założeniu postawa asertywna jest po prostu uczciwa – nie tylko wobec innych, ale także wobec samego siebie. I tu pojawiają się kwestie kluczowe dla asertywności: czy jestem wobec samego siebie w porządku? Czy respektuję własne prawa? Czy jestem ich świadomy i czy w związku z tym oczekuję tego, że także inni ludzie będą je respektować? Choć wydawać się to może zaskakujące, większość sytuacji, w których naruszamy prawa innych ludzi, wynika z tego, że nie respektujemy tych praw wobec samych siebie albo nie potrafimy znieść, że inni sięgają po to, czego my sobie odmawiamy.

Wiem, ale nie robię

Bardziej zaawansowane treningi asertywności zawierają zwykle pracę nad tzw. monologiem wewnętrznym, który pozwala przyjrzeć się temu, co myślimy o sobie i jakie prawa przyznajemy sobie, a jakie innym. Bez rzeczywistej zmiany w tym zakresie, bez zmiany własnych przekonań na ten temat, trudno jest podejmować naprawdę asertywne zachowania. Z kolei te wyćwiczone sprawiają wrażenie nieautentycznych i nie są skuteczne.

W trudnych, konfrontacyjnych sytuacjach często wiemy, jak moglibyśmy się zachować, a jednak nie robimy tego, bo obawiamy się reakcji ludzi, ich złości, pretensji czy niezadowolenia. Gdy np. po raz kolejny w tym tygodniu sąsiad przychodzi do nas bez uprzedzenia i zajmuje czas, który chcielibyśmy spędzić sami, to mamy problem: jak długo tolerować takie zachowanie, kiedy postawić mu jakieś granice, ryzykując pogorszenie relacji? Nasza decyzja zależy od wielu czynników: od tego, jak oceniamy swoje asertywne umiejętności, jaka jest nasza wiedza na temat sąsiada i jak wyobrażamy sobie jego reakcję na to, co chcemy powiedzieć. Wreszcie od tego, jak ważna jest dla nas relacja z sąsiadem i czy możemy pozwolić sobie na jej pogorszenie bez dojmującego poczucia straty.

Wiele osób stwierdza, że jest im dużo łatwiej zachowywać się asertywnie wobec ludzi, których nie znają, niż wobec bliskich. Dzieje się tak zapewne dlatego, że na relacjach z najbliższymi zależy nam najbardziej, to w nich mamy najwięcej do stracenia. Bo o ile z natrętnym sąsiadem możemy przestać utrzymywać kontakty, to z członkami rodziny niekoniecznie.
Wszystko, co w rodzinie mówimy do innych, o innych, a także o nas samych – ma żywot długi, trwający nieraz przez pokolenia. Zapominamy często o tym, przekonani, że najbliższym więcej się wybacza – to dlatego niektórzy mówią swoim dzieciom, rodzicom, mężom, żonom rzeczy, których nigdy nie powiedzieliby obcym. W pewnej znanej mi rodzinie jedno z dzieci bywało z czymś ostro konfrontowane w sposób niby żartobliwy, ale w gruncie rzeczy agresywny. Chłopiec reagował płaczem, a wtedy rodzice zarzucali mu brak poczucia humoru.

Jestem przekonana, że ci – skądinąd inteligentni i wrażliwi – ludzie nigdy nie pozwoliliby sobie na takie żarty z innego dziecka lub dorosłej osoby. Ideę asertywnego mówienia wprost zinterpretowali w ten sposób, że wolno im ranić uczucia swojego syna po to, by uczył się przyjmować jawną krytykę. Takie zachowanie może powodować poważne konsekwencje: wiele osób po latach pamięta wyjątkowo raniące, a często także niesprawiedliwe – choć wypowiadane w dobrej wierze – komentarze rodziców.

Lęk przed zranieniem

Być może rozmowa o asertywności jest w gruncie rzeczy rozmową o tym, co w ogóle można powiedzieć innym o swoich myślach i uczuciach, na ile można być otwartym. Czy w kontaktach międzyludzkich chodzi o to, żeby było miło, czy raczej o to, żeby było autentycznie? A jeśli autentycznie, to czy za wszelką cenę?

Od dziecka jesteśmy uczeni, że należy być uprzejmym. W formule uprzejmości nie mieści się jednak odmawianie i konfrontacja, a tego często wymaga zachowanie asertywne. Asertywność jest prawem, a nie obowiązkiem – należy o tym pamiętać. Każdy z nas musi dokonać bilansu zysków i strat, podej...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy