Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

27 stycznia 2016

Aureola szyta na swoją miarę

15

Nie chodzi nam o prawdę na swój temat. Częściej niż prawdy szukamy potwierdzenia, że jesteśmy uczciwi, dobrzy, wrażliwi. Co więcej, postrzegamy siebie jako lepszych pod tym względem, ponadprzeciętnie moralnych.

Kiedy analizujemy siebie i spoglądamy na własne zachowanie, zwykle oceniamy siebie pozytywnie. Wiemy, jakie wartości i motywy nami kierowały. Nie zawsze nasze intencje są czyste, ale zawsze potrafimy wytłumaczyć się, korzystnie wyjaśnić swoje zachowanie. Jeśli nasze zachowania nie są zgodne z pozytywnym wizerunkiem ja, tłumaczymy je sytuacją. Nie jestem impulsywna. Nakrzyczałam na kogoś, bo mnie zdenerwował, sprowokował. Jestem niezależna, nie ulegam reklamom. Inni tak, ja nie! Nie dotrzymałam postanowienia, to prawda, ale pokusa była tak silna, że nikt by nie zdzierżył. Pokusa jest winna, nie ja. W ten sposób możemy stale utrzymywać pozytywny wizerunek własnej osoby.

Rzeczywiście, prowadzone przeze mnie badania na próbie dwóch tysięcy Polaków świadczą o przytłaczającej nietrafności ludzi w ocenie własnych błędów. Badani dostali listę 129 typowych błędów, jakie wszyscy popełniamy w percepcji i myśleniu (tzw. odchyleń od racjonalności, przykładem może być efekt aureoli: jesteśmy skłonni na podstawie jednej widocznej cechy innej osoby, takiej jak uroda, wnioskować o pozytywności pozostałych jej cech, np. moralności). Oceniali, czy takie błędy popełniają oni sami i inni ludzie. Badani przyznawali się do popełnienia jedynie 18 proc. tych błędów. Gdy jednak w innej grupie badani oceniali występowanie tych odchyleń w zachowaniach ludzi „w ogóle”, to rozpoznawali ponad 80 proc. opisanych prawidłowości. Biblijna przypowieść o tym, że potrafimy dostrzec drzazgę w oku bliźniego, a nie dostrzegamy belki we własnym oku, potwierdza się. Wszyscy popełniają błędy, bywają nieracjonalni. Wszyscy z wyjątkiem mnie. Czy zatem mamy do czynienia z samooszukiwaniem się? Tak.

Dlaczego tak się dzieje? Bogdan Wojciszke wymienia cztery motywy kierujące naszym postępowaniem. Są to: autoweryfikacja, samopoznanie, samonaprawa oraz autowaloryzacja. Ten ostatni jest najczęstszym i najsilniejszym motywem. Można by rzec – władcą innych motywów, które ujawniają się tym łatwiej, jeśli nie są z nim sprzeczne. Jak pisze Wojciszke, autowaloryzacja polega na stałym dążeniu do utrzymania pozytywnego wizerunku własnej osoby. Czy motyw ten powinno się potępiać? Niekoniecznie. Tory Higgins podkreśla, że motywy pojawiają się i działają tak, by zwiększyć naszą zdolność do regulowania stosunków z otoczeniem społecznym, do działań społecznych uwieńczonych sukcesem. Z jednej strony, przewaga motywu autowaloryzacji w ocenie własnej osoby nieraz pomaga nam realizować zadanie, np. pozytywne spojrzenie na siebie skłania nas do kontaktów z innymi ludźmi.

Z drugiej strony, ten sam motyw może leżeć u podłoża mniejszej trafności postrzegania własnych zachowań. Dzieje się tak, ponieważ uczymy się jedynie takich informacji o sobie w relacji do świata, które zapewniają korzystne interakcje z innymi, korzystną dla nas aktywność, czyli ułatwiają nam przystosowanie do środowiska. Z tego powodu na przykład definiujemy cechy i zachowania tak, by zapewnić sobie pozytywną samoocenę. Jak wykazała Hazel Markus, dokonujemy pewniejszych, bardziej skrajnych i subiektywnie ważniejszych ocen innych osób w zakresie tych cech, które służą nam do opisu własnej osoby. Co więcej, słaby wgląd w przebieg własnych procesów psychicznych, jak i skłonność do potwierdzania wiedzy o sobie, mogą blokować naszą zdolność rozpoznawania przejawów pewnych prawidłowości psychologicznych w swoim własnym zachowaniu. Tak właśnie się stało w prowadzonych przeze mnie badaniach. Wydaje się, że żyjemy iluzjami na swój temat. A jedną z najbardziej uporczywych iluzji jest wiara w to, że jesteśmy istotami na wskroś moralnymi.

Pirat to zawsze ktoś inny, nie ja
Potoczne teorie moralności w swej życzeniowej warstwie zawierają potępienie grzechu i pochwałę cnót. Jak w anegdocie przytoczonej przez Andrzeja i Remigiusza Pettynów. Otóż żona prezydenta Coolidge’a zapytała męża po powrocie z kościoła, o czym mówił ksiądz na kazaniu. O grzechu – odpowiedział Coolidge.

A co powiedział na ten temat? – pytała dalej małżonka. Był temu przeciwny! – stwierdził prezydent. My też jesteśmy przeciwni, co nie znaczy, że nie grzeszymy. Psychologowie jednoznacznie potwierdzają, że mamy zafałszowany obraz własnej moralności. David Dunning i jego współpracownicy w 2000 roku pokazali w kilku eksperymentach, że ludzie przeceniają znacznie swą skłonność do dobrych uczynków i wydają się sobie bardziej święci niż inni. Oznacza to, że przeciętna osoba wierzy, iż jest bardziej moralna od wszystkich innych przeciętnych osób. Na przykład przewiduje, że przeznaczy więcej pieniędzy na dobroczynność niż jej znajomi. Natomiast przewidywania dotyczące zachowań innych osób okazują się znacznie trafniejsze – przy czym kryterium trafności jest rzeczywista wysokość datków. Może to świadczyć, że trafniej postrzegamy i oceniamy cudze, a nie własne, zachowania moralne.

Chcemy być postrzegani jako osoby moralne, ale nie za cenę wyrzeczeń. Literatura psychologiczna niesie wiele przykładów hipokryzji w ocenie własnej moralności. Na przykład C. Daniel Batson i jego współpracownicy w badaniu z 2002 roku kusili badanych, by popełnili drobne oszustwa. Prezentowali im dwa typy zadań, z których jedno było znacznie atrakcyjniejsze. Uczestnicy mieli na podstawie rzutu monetą zdecydować, do jakiego typu zadania zostaną przydzieleni – oni oraz druga osoba (de facto fikcyjna). Rzut monetą, jak wiadomo, daje równe szanse, po 50 procent. A jednak zdecydowana większość uczestników (70–80 proc.) przypisywała siebie do korzystniejszych, bardziej atrakcyjnych warunków.

Co więcej, utrzymywali oni zarazem, że postępują moralnie. Badacze przeprowadzili sześć eksperymentów i uzyskiwali identyczne rezultaty. Najczęściej badani prezentowali siebie jako osoby moralne, tj. spełniali polecenie i faktycznie rzucali monetą, lecz nie pozwalali, by wynik tego losowego zdarzenia przesądził o ich decyzji. Chcąc zapewnić sobie udział w atrakcyjniejszym zadaniu, posługiwali się różnymi strategiami: ignorowali wynik rzutu monetą, po rzucie zmieniali stronę monety na korzystną dla siebie bądź deklarowali, że rzucili monetą, choć tego nie uczynili.

Moralna hipokryzja dotykała badanych nawet wtedy, gdy eksperymentatorzy umieścili lustro w laboratorium tak, by uczestnicy mieli okazję obserwować własne oszustwa. Jak wiadomo z teorii Roberta Wicklunda, w obliczu lustra ludzie stają się bardziej świadomi siebie i swych standardów, co zwiększa szanse, że postąpią zgodnie z tymi standardami. Ale tym razem tak się nie stało. Batson i jego współpracownicy wnioskują, że chcemy uchodzić za moralnych, lecz jeśli to tylko możliwe unikamy kosztów, jakie pociągają moralne zachowania.

Podobną hipokryzję w samoocenach badanych wykazał Dariusz Masternak w swej pracy magisterskiej. Sprawdzał on hipotezę o asymetrii w postrzeganiu własnej i cudzej kradzieży. Okazało się, że niezależnie od stopnia negatywności i prototypowości zachowań, ludzie uznawali za mało prawdopodobne, żeby sami dopuścili się kradzieży (np. kupna pirackich płyt kompaktowych). Zarazem tego typu zachowania u innych ludzi wydawały im się nagminne.

Intuicyjny teolog
Czy rzeczywiście wyrządzając komuś zło, nie potrafimy zakwalifikować tego czynu jako grzechu? Istnieje kilka mechanizmów „moralnego” usprawiedliwiania się. Służą temu na przykład eufemizmy językowe, przerzucanie na innych odpowiedzialności i rozproszenie jej, dehumanizacja lub obwinianie ofiary. Ludzie jednak różnią się poziomem moralnego usprawiedliwiania. Ci, którzy łatwo usprawiedliwiają niecne czyny, łatwiej przeżywają złość, są skłonni do agresji, „przeżuwania” złości i karania innych ludzi. Ci, którzy wyobrażając sobie niemoralny czyn, łatwiej aktywują autosankcje, tj. sposoby wewnętrznego przypisywania sobie odpowiedzialności za zdarzenia, chętniej wybaczają, zapominają krzywdy i działają prospołecznie. Ponadto wszelkie techniki, które zmniejszają możliwość korzystania z usprawiedliwień (jak wzrost empatii czy osobistej odpowiedzialności za czyn) obniżają groźbę agresji wobec innych. Grzech wydaje się więc tyle powszechnym, co niedocenianym u siebie zachowaniem.

Philip Tetlock i jego współpracownicy przedstawili „metaforę intuicyjnego teologa”. Badacz wyróżnił trzy zakazy, które obowiązują w odniesieniu do uświęconych wartości. Są to: niemoralny handel, niemoralne myślenie „co by było, gdyby” oraz niemoralne posługiwanie się statystyką (taboo trades off, counterfactual thinking, forbbiden statistics). Pierwszy z nich dowodzi, że to, co stanowi zakaz w potocznej teorii moralności, równocześnie jest racjonalną regułą używaną przez intuicyjnych naukowców czy ekonomistów. Na przykład bez reguły handlu i wymiany żaden człowiek nie przetrwa w warunkach rywalizacji rynkowej. Każdy z nas bowiem musi dokonać wyboru między ilością pracy i wypoczynku, konsumpcji i oszczędności itp. To podstawowa reguła „naiwnego ekonomist...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy