Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

4 marca 2019

Zwykli okrutni ludzie

74

Jak to się dzieje, że zwykli ludzie w pewnych okolicznościach stają się oprawcami? Co się stanie, gdy dobrych ludzi umieścimy w złym miejscu? Np. w więzieniu...Eksperyment Philipa Zimbardo pokazuje, jak dramatycznie zmienia się wtedy zachowanie ludzi.
 

Wyobraź sobie, że nagle zabrano cię z domu, zakuto w kajdanki i zawieziono w miejsce, gdzie obowiązują zupełnie inne reguły niż te, które znasz. A potem rozebrano cię do naga, ogolono ci głowę, kazano założyć upokarzający strój, wokół nogi zawiązano łańcuch i pozbawiono wszelkiej prywatności. Od tej pory ktoś inny decydowałby o wszystkim w twoim życiu, nawet o tym, czy i kiedy możesz skorzystać z toalety. Czy nadal byłbyś sobą w tej sytuacji? Czy chciałbyś i potrafiłbyś się dostosować do tych reguł, czy próbowałbyś się zachowywać jak dotąd?

A może przypadłby ci w udziale inny scenariusz. Wyobraź sobie, że dostałeś mundur, pałkę, a razem z nimi władzę i prawo decydowania o losie innych ludzi. Nawet o tym, czy i kiedy mogą skorzystać z toalety. Czy nadal byłbyś sobą w tej sytuacji? Czy zachowywałbyś się tak samo?

Pytanie: co robią dobrzy ludzie w złym miejscu?

Dlaczego więzienia są tak nieludzkie? Skąd się bierze okrucieństwo strażników i zezwierzęcenie więźniów? Jakie są behawioralne i psychologiczne konsekwencje sytuacji, gdy zwykli ludzie stają się nagle więźniami lub strażnikami? Takie pytania były punktem wyjścia eksperymentu, jaki Philip Zimbardo razem z Craigiem Haneyem i Curtisem Banksem przeprowadzili w 1971 roku na terenie Stanford University. Próby wytłumaczenia patologii w takich instytucjach jak więzienie często nawiązują do hipotezy dyspozycji. Zgodnie z nią relacje w więzieniu zależą od „natury” ludzi, którzy tam przebywają. Okrucieństwo strażników jest wynikiem ich sadyzmu, braku wykształcenia i braku wrażliwości. A przemoc jest logicznym skutkiem uwięzienia, wbrew woli, osób impulsywnych i agresywnych. Hipotezy dyspozycji nie sposób zweryfikować poprzez obserwację już istniejących więzień. Nie można tam bowiem oddzielić wpływów otoczenia od trwałych cech więźniów i strażników. Co zatem można zrobić? Należy zaprojektować nowe więzienie, porównywalne do tych istniejących, i wprowadzić tam osoby, które wstępnie nie różnią się od reszty społeczeństwa. Tak też zrobiono.

Badani: zdrowi i normalni

Eksperymentatorzy zamieścili w prasie ogłoszenie, zapraszając osoby zainteresowane badaniami dotyczącymi realiów w więzieniach. Za udział w eksperymencie płacono 15 dolarów dziennie. Zgłosiło się 75 osób, wszystkie zostały poddane badaniom psychologicznym, pozwalającym określić ich dyspozycje. Aby wykryć ewentualne zaburzenia osobowości, posłużono się Inwentarzem Osobowości Andrew Comreya (Camrey Personality Scales). Jego podskale dotyczą: ufności, skrupulatności, konformizmu, aktywności życiowej, równowagi psychicznej, ekstrawersji, męskości oraz empatii.

Wykorzystano też Skalę F Theodora Adorno do pomiaru konwencjonalizmu wartości i uległości wobec autorytetów oraz Skalę Makiawelizmu Richarda Christiego i Florence Geis. Do udziału w eksperymencie ostatecznie wybrano 21 osób. Byli to normalni, zdrowi, odporni emocjonalnie, dojrzali i inteligentni młodzi mężczyźni z klasy średniej, studenci różnych uniwersytetów. Żaden z nich nie wykazywał najmniejszych skłonności do zachowań antyspołecznych, nie wszedł w konflikt z prawem, nie miał zaburzeń emocjonalnych.

Rzut monetą decydował, komu przypadnie rola więźnia, a komu strażnika. A zatem ich przyszła rola wynikała z przypadku. Ostatecznie wybrano 10 więźniów i 11 strażników. Uczestnicy eksperymentu nie znali się nawzajem. Co ważne, początkowo nie było żadnych różnic między strażnikami i więźniami.

Sztuczne więzienie: kraty i karcer

Sztuczne więzienie urządzono w piwnicy Wydziału Psychologii Uniwersytetu Stanforda (Południowa Kalifornia). Pracownie zamieniono na trzy niezbyt duże cele (185 x 275 cm), w drzwiach zamontowano stalowe kraty. W każdej z cel umieszczono trzech więźniów.

Szafa wbudowana w ścianę służyła jako karcer – było to ciemne i małe pomieszczenie (o wymiarach 61 x 61 x 214 cm). Eksperymentatorzy nie zamierzali odtworzyć w szczegółach prawdziwego więzienia. Próbowali natomiast stworzyć jego funkcjonalny odpowiednik i wywołać u badanych analogiczne efekty psychologiczne. Żaden z uczestników eksperymentu nie otrzymał instrukcji, jak ma się zachowywać w roli więźnia lub strażnika. Strażnikom przed rozpoczęciem eksperymentu udzielono jedynie ogólnych wskazówek. Jak powiedziano, ich zadaniem jest „utrzymywanie porządku w więzieniu”. Uprzedzono, że będą musieli radzić sobie z nieprzewidzianymi wypadkami (np. próbami ucieczki). Prawdziwi strażnicy zazwyczaj też są niewiele lepiej przygotowani psychologicznie do wykonywania swoich zadań. Podkreślono, że podczas eksperymentu pod żadnym pozorem nie wolno im bić więźniów. Mogą jednak nękać ich w inny sposób: wzbudzać strach, kontrolować, wmawiać, że są całkowicie zależni od strażników. Więźniów zaś uprzedzono, że będą przebywać pod stałym nadzorem, a ich prawa obywatelskie mogą zostać naruszone.

Uniform i numery: anonimowi i identyczni

Dla każdej z grup – strażników i więźniów – przewidziano identyczne ubrania. Strażnicy dostali uniformy koloru khaki, kojarzące się z dyscypliną wojskową. Wręczono im kajdanki, gwizdki i policyjne pałki – symbole władzy i dominacji – oraz lustrzane okulary przeciwsłoneczne, uniemożliwiające kontakt wzrokowy.

Dla więźniów przygotowano koszule do kolan, z numerem identyfikacyjnym wypisanym z przodu i z tyłu. Łańcuch wokół kostki u nogi miał im nieustannie (nawet w czasie snu) przypominać o upokorzeniu. Na głowy założono im czapki z nylonowych pończoch, które zacierały różnice w długości włosów, kolorze i sposobie uczesania (temu samemu służy golenie głowy w więzieniach i w wojsku). Nie mogli mieć w celi żadnych przedmiotów osobistych.

Identyczne ubrania więźniów i uniformy strażników upodabniały ludzi do siebie do tego stopnia, że postronny obserwator nie był w stanie ich odróżnić.

Początek: aresztuję cię

W pierwszym dniu eksperymentu współpracująca z badaczami policja z Palo Alto „aresztowała” bez uprzedzenia tych jego uczestników, którym przypadła rola więźniów. Pojmano ich w domach. Policjant przedstawiał im zarzut włamania lub napadu z bronią w ręku. Następnie zakuwano ich w kajdanki, rewidowano – często na oczach sąsiadów – i przewożono na posterunek. Zdejmowano im odciski palców i zakładano kartoteki. Następnie przewożono ich, z zawiązanymi oczami, do sztucznego więzienia, tam kazano im rozebrać się do naga, poddano odwszeniu (spryskiwano ich dezodorantem). Przez chwilę stali nago na „dziedzińcu więziennym”. Potem wydano im stroje więzienne, zrobiono zdjęcie policyjne, w końcu umieszczono ich w celach i kazano zachowywać milczenie. W tych warunkach więźniowie mieli przebywać 24 godziny na dobę. Strażnicy pracowali po trzech na ośmiogodzinnych zmianach.

Gdy wszyscy więźniowie zostali ulokowani w celach, naczelnik powitał ich i przedstawił reguły obowiązujące w więzieniu. Do więźniów zwracano się, używając tylko ich numerów identyfikacyjnych. Dostawali codziennie trzy niesmaczne posiłki i pozwalano im na trzy wyjścia do ubikacji – pod nadzorem strażnika. Co jakiś czas – w dzień i w nocy – odbywały się apele. Strażnicy ustawiali więźniów w szeregu i liczyli. Chcieli w ten sposób sprawdzić, czy wszyscy więźniowie są obecni, czy znają swoje numery identyfikacyjne i czy stosują się do obowiązujących zasad. Z czasem jednak apele stały się okazją do prześladowania więźniów.

Przemiana: co się stało z tymi ludźmi?

Obserwowano reakcje więźniów i strażników w tym sztucznym więzieniu. Wykorzystano nagrania wideo i magnetofonowe. Początkowo uczestnicy eksperymentu dostrzegali umowność sytuacji, nie traktowali jej poważnie. Więźniowie śmiali się, rozmawiali, strażnicy czuli się nieco głupio, wydając im polecenia. Pierwszy dzień minął bez problemów, dlatego nikt nie był przygotowany na bunt, który wybuchł drugiego dnia. Więźniowie z celi nr 1 zabarykadowali drzwi pryczami. Zdjęli czapki, zdarli swoje numery identyfikacyjne, strażników wyzywali od faszystów. Ci wezwali posiłki, bunt stłumiono. I znikła umowność sytuacji. Więźniom zabrano prycze. Dla tych, którzy nie brali udziału w buncie, urządzono celę uprzywilejowanych. Pozwolono im umyć się, dano dodatkowy posiłek – a reszta mogła tylko patrzeć, jak jedzą. Przemieszano więźniów w celach – w efekcie naruszono ich zaufanie i solidarność.

Już po pierwszym dniu prawa przysługujące więźniom zostały zdefiniowane przez strażników jako „przywileje”, na które więźniowie musieli zasłużyć, posłusznie wykonując polecenia. Nagrodą stało się pozwolenie na zjedzenie posiłku, skorzystanie z toalety, palenie papierosów. Czasem nagrodą był brak kary. Z każdym dniem (i nocą) apele stawały się coraz dłuższe, przeciągały się nawet do kilku godzin. Więźniowie musieli robić pompki, czyścić toalety gołymi rękami, polerować strażnikom buty. Nocą załatwiali się do wiader, opróżnienie ich zależało od widzimisię strażników.

W zaskakująco krótkim czasie grupa normalnych studentów przeistoczyła się w strażników więziennych – zdawali się czerpać przyjemność ze znieważania i poniżania rówieśników, którym los przydzielił rolę więźniów. A więźniowie – choć mieli całkowitą swobodę wyboru zachowań – stali się bierni i zależni. O czym rozmawiali ze sobą w celach? O sympatiach, zajęciach na uczelni i o tym, co będą robić, gdy eksperyment dobieg[-]nie końca? Nic z tego. Aż 90 procent czasu zajmowały im takie tematy, jak: podłe jedzenie, kary, brutalność strażników i sposoby wkradania się w ich łaski, no i oczywiście plany ucieczki z więzienia. Nawet w trakcie prywatnych rozmów nie przestawali odgrywać narzuconej im roli. W efekcie prawie nic nie wiedzieli o sobie nawzajem, nie znali swych doświadczeń ani marzeń. O towarzyszach niedoli więźniowie wypowiadali się przeważnie nieprzychylnie (aż 85 procent negatywnych opinii), przyjmując wobec nich taką samą negatywną postawę jak strażnicy.

Nic dziwnego, że spadło ich poczucie własnej wartości. U niektórych więźniów pojawiły się oznaki depresji, mieli napady płaczu i lęku, wybuchy złości. Pięciu z nich zwolniono wcześniej z powodu zaburzeń emocjonalnych. Zdarzenia wymknęły się spod kontroli. Szóstego dnia zakończono eksperyment, choć planowano, że potrwa dwa tygodnie. Więźniowie byli zadowoleni z tej decyzji. Natomiast wielu strażników wydawało się rozczarowanych, że to już koniec.

Hipoteza: źle robią nie tylko źli

Ta łatwość, z jaką sytuacja wzbudziła zachowania sadystyczne i problemy emocjonalne u osób całkowicie normalnych i wyselekcjonowanych właśnie ze względu na zrównoważenie emocjonalne, była najbardziej niespodziewanym rezultatem eksperymentu. W prawdziwym zakładzie karnym takie zachowania wyjaśniano by, odwołując się do hipotezy dyspozycji. Brutalnych strażników uznano by za osoby o skłonnościach sadystycznych i bierno-agresywnym typie osobowości, które wybrały pracę w więzieniu, bo tam mogły być agresywne. Zaś reakcje więźniów potraktowano by jako rezultat ich przeszłych doświadczeń oraz przejaw niezrównoważenia i antyspołecznych, psychopatycznych właściwości. Patologia tkwiła jednak w psychologicznej naturze sytuacji, a nie w ludziach.

Strażnik: kto tu rządzi

Choć uczestnikom nie podano szczegółowych instrukcji, jak mają się zachowywać podczas eksperymentu, to zarówno strażnicy, jak i więźniowie z łatwością weszli w swoje role. A raczej rola weszła w nich.

Strażnicy, mimo zakazu, coraz częściej używali siły fizycznej, chociaż większość więźniów szybko przestała stawiać opór. Wydaje się więc, że agresja strażników była raczej konsekwencją posiadanej przez nich władzy niż reakcją na wydarzenia. Rola strażnika wiązała się z wysoką pozycją i możliwością sprawowania niemal całkowitej kontroli nad życiem innych osób. Wielu czerpało z tej władzy satysfakcję. Jeden ze strażników (nie wiedząc, że jest obserwowany) rano, gdy więźniowie jeszcze spali, przechadzał się po „dziedzińcu więziennym”, mocno uderzając pałką o dłoń. Inny strażnik przetrzymał niepoprawnego więźnia w karcerze, łamiąc zasady panujące w więzieniu. Następnie próbował ukryć przed eksperymentatorami (których oceniał jako zbyt pobłażliwych) pomysł zatrzymania więźnia w karcerze na całą noc.

„Zachowywanie się w sposób autorytarny może być zabawne. Władza może sprawiać wielką przyjemność” – stwierdził jeden ze strażników. Sprawowanie władzy wzmacniało poczucie własnej wartości strażników, a najbardziej brutalni szybko stawali się przywódcami – wydawali rozkazy i decydowali o wymiarze kar dla więźniów. Brak brutalności i arogancji strażnika był oznaką jego słabości.

O skali metamorfozy strażników świadczy pamiętnik jednego z nich. Przed rozpoczęciem eksperymentu napisał: „Ponieważ jestem pacyfistą i brzydzę się agresją, nie mogę wyobrazić sobie, jak mógłbym maltretować jakiekolwiek żywe istoty”. Trzeciego dnia zanotował: „Postarałem się, aby być jednym ze strażników na dziedzińcu, ponieważ była to moja pierwsza szansa, aby nacieszyć się władzą, która naprawdę sprawia mi przyjemność. Przyjemnie jest być ważną figurą i mieć niemal pełną kontrolę nad tym, co się dzieje”. A piątego dnia opisywał, jak próbował siłą nakarmić więźnia, który nie chciał jeść: „(...) jedzenie spływało mu po twarzy. Trudno mi uwierzyć, że ja tak postępuję”.

Gdy po zakończeniu eksperymentu pytano strażników, dlaczego poniżali więźniów, większość odpowiadała, że „tylko odgrywali rolę” pozbawionego skrupułów strażnika. Zarazem żaden ze strażników nie wątpił w to, że więźniowie naprawdę cierpieli. Jeden stwierdził: „Oni [więźniowie] nie uważali tej sytuacji za eksperyment. To wszystko było dla nich rzeczywiste i dlatego walczyli o zachowanie włas[-]nej tożsamości. A my zawsze pokazywaliśmy im wtedy, kto tu rządzi”.

Trudno być strażnikiem i nie ulec pokusie znęcania się...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy