Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Znaczące osoby

109

Tęsknimy za spotkaniami, w których odsłaniamy to, co w nas prawdziwe, odrzucamy maski i konwenanse. Stajemy się wtedy bliżsi komuś i samym sobie, stajemy się dla siebie ważni. Takie spotkania nie zdarzają się często, ale dzięki nim życie nabiera sensu. Ideę takich spotkań rozwijał w swojej psychoterapii Carl Rogers.

Pojęcie „spotkanie” ma różne znaczenia. Może oznaczać przypadkowe kontakty z ludźmi, o których zapominamy chwilę potem. Może też dotyczyć sytuacji, które zmieniły całe nasze życie. Z wielu powodów większość naszych kontaktów ma charakter powierzchowny, manipulacyjny i mało autentyczny. Zmagamy się z konfliktami interesów, zderzamy z agresywnymi lub lekceważącymi postawami innych ludzi, podlegamy wpływom toksycznych instytucji, zarażamy się wirusami podejrzliwości i nietolerancji. Istnieje jednak w nas wielka potrzeba innego kontaktu, znaczącego spotkania przynajmniej z wybranymi osobami.
Trudno określić, jakie spotkanie i dlaczego staje się znaczącym. Znaczenie spotkania często wymyka się intelektualnej analizie. Decyduje raczej subiektywne doświadczenie jego ważności przez uczestników. Ale na ogół sama intensywność uczuć nie wystarcza. By spotkanie stało się znaczące, potrzebne jest coś więcej, nawet coś innego niż gorące emocje. 

Szczególnie obdarowani

Czasem spotkanie staje się ważne z uwagi na osobę, którą spotykamy, jej przymioty, zasługi lub status społeczny. Bywa, że pragniemy tego spotkania na długo przedtem nim nastąpi. A gdy w końcu spotykamy ważną osobę, nie zawsze jest to znaczące spotkanie, przeciwnie – bywa, że pozostaje rozczarowanie i niedosyt. Czasem zaś wyjątkowe znaczenie spotkania wynika z jego przebiegu i sposobu, w jaki go doświadczamy.
Dla wielu Polaków spotkania z Ojcem Świętym miały ogromne znaczenie osobiste, mimo że uczestniczyli tylko w masowych zgromadzeniach, a twarz papieża widzieli jedynie na wielkich ekranach. O znaczeniu spotkania decydowały intensywność duchowych doświadczeń i siła pozytywnych uczuć wzbudzanych przez „naszego papieża”. Uczestnicząc w takich spotkaniach, mamy poczucie, że zostaliśmy w szczególny sposób „obdarowani” przez autorytet. Aby tak się stało, musimy wierzyć, że ktoś posiada zdolność przekazania nam daru, i że na ten dar zasługujemy. Takie spotkania wzbogacają nas. Charyzma i autorytet znaczącej osoby „spływa” na nasze życie, które dzięki temu staje się dla nas bardziej wartościowe.

Zrzucamy maski

Znaczące spotkania nie zawsze przekształcają się w relacje, a ważne relacje często borykają się z deficytem momentów, które zasługiwałyby na miano znaczących spotkań. Czegoś w takich relacjach brakuje. Znaczącymi osobami w naszym życiu są rodzice. Każdy z nas zaczyna od bycia częścią drugiej osoby, matki. Relacje z rodzicami kształtują fundamenty naszego Ja i osobowości, nasz stosunek do siebie i sposób myślenia o sobie. Nasza tożsamość przez dłuższy czas obejmuje przede wszystkim odniesienia siebie do innych ludzi. Na pytanie: „kim jesteś?”, często odpowiadamy: ojcem, synem, mężem, przyjacielem... Z upływem czasu wyodrębniamy się z symbiotyczno-zależnościowych relacji z rodzicami. Pragniemy doświadczać autonomii i podmiotowości. Chcemy „być sobą”, wyrażać siebie w kontaktach z innymi ludźmi i być przez nich akceptowani takimi, jacy jesteśmy.
Gdy odkrywamy znaczenie kontaktu z samym sobą i stajemy się świadomi naszej indywidualności, zwiększa się nasza zdolność dostrzegania indywidualności i podmiotowości innych ludzi. Często jednak mamy tendencję do maskowania się i ukrywania naszych pragnień, postaw, przekonań i uczuć. W ten sposób tworzymy zewnętrzną fasadę. Odgrywamy różne role, aby wywrzeć dobre wrażenie na innych. I mamy świadomość, że inni postępują podobnie. W efekcie kontakty z innymi stają się powierzchowne, czasem wręcz fałszywe. Wygląda to tak: ja udaję przed tobą kogoś, kto może ci się spodobać lub kogoś, kto ci zaimponuje, lub kogoś, kto wzbudzi w tobie obawy – ty udajesz przede mną kogoś, kto może mi się spodobać lub kogoś, kto mi zaimponuje, lub kogoś, kto mnie przestraszy.
Czasem zaś odgrywamy coś sami przed sobą. Pewne sądy, przekonania na własny temat i powinności zaburzają nam kontakt ze sobą i nie pozwalają spotkać się z innymi.
Spotkania z innymi ludźmi stają się znaczące wtedy, gdy w ich trakcie odsłaniamy wzajemnie autentyczne aspekty własnej osoby i jesteśmy tego świadomi. Takie spotkania tworzą okazję do odkrywania indywidualności i podmiotowości spotkanych osób. Dzięki temu stają się one dla nas ważniejsze i cenniejsze. W trakcie takich spotkań odkrywamy również i umacniamy własną podmiotowość, stajemy się dla siebie osobami bardziej znaczącymi. Jeżeli tego doświadczymy, rośnie w nas pragnienie takich spotkań. Niestety, nie zdarzają się one zbyt często. Czy istnieją jakieś ścieżki do nich prowadzące?

Eksplozja spotkań


Zainteresowanie psychologów sprawą znaczących spotkań międzyludzkich „eksplodowało” prawie pół wieku temu. Używam tej wybuchowej metafory dla podkreślenia nie tylko intensywności tych zainteresowań, ale także przełomu w całej tradycji psychologicznej refleksji, którego w latach sześćdziesiątych XX wieku dokonały psychologia i psychoterapia humanistyczna. Centralnym tematem tego nowego nurtu stało się znaczące spotkanie między osobami (Encounter), zrzucanie masek, otwarte komunikowanie, dialog i autentyczność w relacjach. Model psychoterapii humanistycznej, opracowany przez Carla Rogersa, Fritza Perlsa, Abrahama Maslowa, Rollo Maya i Virginię Satir, zrywał z psychoanalityczną koncepcją raczej bezosobowej relacji terapeuty z pacjentem. Emocjonalne doświadczenia, pojawiające się u pacjenta i u terapeuty, psychoanalitycy traktowali jako przenoszenie uczuć i postaw z dalekiej przeszłości. Psychoterapeuta humanistyczny i egzystencjalny, angażując się w osobiste spotkanie z klientem, stwarzał warunki pomagające mu odkrywać autentyczne pragnienia i postawy. Ich wyrażanie „tu i teraz” pozwalało inicjować proces głębokiej przemiany wewnętrznej. Otwarte spotkanie, oparte na empatycznym komunikowaniu i pełnej szacunku akceptacji osoby klienta, zgodnie z podejściem Rogersa miało moc uzdrawiającą, ponieważ rozwijało zdolność klienta do akceptacji siebie. 

Rogers kontra Buber

Zdaniem Rogersa taki model spotkania stanowi uniwersalny wzór wszelkich kontaktów między ludźmi, jeśli mają one służyć zdrowemu współżyciu i samorealizacji. Teza ta, choć entuzjastycznie przyjęta przez wiele osób, u innych wzbudzała jednak wątpliwości i krytykę. W kwietniu 1957 roku, w audytorium Uniwersytetu Michigan, odbyło się słynne spotkanie dyskusyjne między Carlem Rogersem a Martinem Buberem. Buber, powszechnie uważany za czołowego przedstawiciela filozofii egzystencjalnego spotkania i dialogu, twierdził, że podstawową sytuacją egzyst...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy