Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

1 października 2019

NR 10 (Październik 2019)

Zastąpi nas sztuczna inteligencja

80

W najbliższych latach systemy sztucznej inteligencji będą w stanie wykonywać 40–50 procent zajęć, które należą dziś do ludzi. Zniknie szereg zawodów, począwszy od doradców bankowych, przez kierowców aż do lekarzy czy psychoterapeutów. Nowe zawody nie wchłoną tej rzeszy bezrobotnych.

Piotr Żak: W serialu „Rok za rokiem” jedna z bohaterek zostaje „zintegrowana” z systemem, jej zmysły i umysł stają się urządzeniami, które pozwalają jej bez żadnych krzemowych pośredników być non stop online.

Dziewczyna w rozmowie z koleżanką zwierza się, że kiedyś chciałaby pozbyć się ciała i stać się wirtualnym bytem. Motyw przeniesienia życia do wirtualnej rzeczywistości pojawia się także w serialu „Czarne lustro” czy znacznie wcześniej w Odysei kosmicznej Artura C. Clarke’a. Czy taka może być przyszłość ludzi?

Grzegorz Lindenberg: Tak, choć trudno powiedzieć, kiedy to będzie możliwe. Do takiej „przeprowadzki” potrzeba dwóch rzeczy: odpowiedniej infrastruktury komputerowej, do której można by przenieść zawartość ludzkiego mózgu, oraz odpowiedniej mocy obliczeniowej komputerów, porównywalnej z ludzkim mózgiem. Oczywiście ważne będzie też odpowiednie oprogramowanie, które umożliwi takiemu bytowi życie. Póki co wciąż nie wiemy, jakie są rzeczywiste możliwości naszych mózgów, więc nie wiemy też, jaką moc obliczeniową powinny mieć komputery, o których mówimy. Moc obliczeniowa komputerów zwiększa się dwukrotnie mniej więcej co dwa lata, więc za 20 lat będziemy mieli komputery o mocy obliczeniowej 1000 razy większej niż dzisiaj. Ale czy to wystarczy do symulacji pracy ludzkiego mózgu?

Dariusz Ryń: Załóżmy, że tak. Czy jednak będziemy umieli symulować pracę ludzkiego mózgu?

Póki co nie wiemy dokładnie, jak nasz mózg działa. No i w związku z tym nie mamy pojęcia, co tak naprawdę mielibyśmy przekopiować do systemu symulującego mózg. Wiemy tylko, że skoro myślimy czy pamiętamy, to gdzieś w mózgu jest miejsce na myśli, na pamięć. Ale jak niby mielibyśmy to odwzorować w sztucznym systemie?

To jednak nie znaczy, że w ciągu najbliższych 20 czy 30 lat nie zrozumiemy dogłębnie pracy mózgu i nie znajdziemy narzędzi, żeby jego zawartość odczytywać i przenosić na twarde dyski komputerów. 

Dariusz Ryń: Wizja przenoszenia zawartości ludzkiego mózgu do komputera jest nieco przerażająca...

Według mnie o wiele bardziej przerażające i o wiele bardziej realne jest to, że kiedy komputery uzyskają możliwości zbliżone do ludzkiego mózgu, będzie można je wykorzystać do stworzenia świadomych istot od zera. To powinno być w pewien sposób prostsze, bo nie trzeba będzie nic transferować na twardy dysk, tylko pobudzić odpowiednie układy komputera, żeby sam zaczął się uczyć. 

Piotr Żak: Czy to dążenie ludzi do tworzenia rzeczy przypominających ludzki mózg nie okaże się ślepą uliczką?

Nie, bo już osiągnęliśmy na tyle dużo, że widać, jak potrzebne są te dążenia. Poza tym ważne jest to, co powiedziałeś: te rzeczy przypominają ludzkie mózgi, ale nie są ich kopiami. Zadaniem i celem naukowców jest tworzenie bytów, które są inteligentne, ale inaczej niż ludzie. 

Piotr Żak: Są inne, ale myślą w sposób podobny...

Tak, założenia dotyczące pracy systemów sztucznej inteligencji są tak naprawdę takie same, jak założenia dotyczące pracy inteligencji ludzi czy zwierząt. Po prostu nie mamy lepszego pomysłu na to, jak tworzyć systemy inteligentne. Z drugiej jednak strony, czy koniecznie trzeba coś zmieniać? Skoro ewolucja przez blisko cztery miliardy lat istnienia życia stworzyła jeden sposób działania wszystkich mózgów, to może nie potrzeba innych? Oczywiście naukowcy nie byliby naukowcami, gdyby nie szukali ciągle nowych rozwiązań. Całkiem możliwe, że stworzą jakiś układ zupełnie różny od układu neuronów w naszych mózgach i wykorzystają go do zbudowania całkowicie nowej inteligencji. Na razie jednak mamy, co mamy, czyli systemy, które już potrafią lepiej niż ludzie diagnozować raka albo ogrywać mistrzów gier komputerowych. Poza tym sztuczna inteligencja nie ma żadnych uprzedzeń, dzięki temu można ją wykorzystywać do analizy danych gromadzonych przez naukowców. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że znajdzie prawidłowości, których ludzie nigdy by nie dostrzegli. Część może się okazać absurdalna, ale inne da się z pewnością wykorzystać.

Dariusz Ryń: Współczesnym systemom sztucznej inteligencji trzeba dostarczać mnóstwa danych, żeby czegoś się nauczyły. To chyba jedno z najpoważniejszych ograniczeń w tej dziedzinie. 

Sztuczna inteligencja nie potrafi jeszcze korzystać z tego, co już wie i umie, nie ma tu, jak u człowieka, transferu wiedzy na inne dziedziny, zadania. Za każdym razem, gdy przed sztuczną inteligencją pojawia się nowy problem do rozwiązania, trzeba zacząć od nowa, czyli od dostarczenia jej setek tysięcy danych. Na ich podstawie obecne sztuczne inteligencje będą potrafiły znaleźć rozwiązanie, być może najlepsze z możliwych, jednak wszystko będzie się działo w obrębie wiedzy, którą do maszyny wprowadzono. 

No ale na tej zasadzie sztuczna inteligencja uczy się bez porównania szybciej niż ludzie. Sztuczna inteligencja, która wygrała z mistrzem pewnej gry komputerowej, rozegrała w ciągu tygodnia tyle jej partii, że człowiek potrzebowałby na to 300 lat! A uczeni cały czas pracują nad tym, żeby sztuczna inteligencja potrzebowała do nauki coraz mniejszej liczby danych. 

Dariusz Ryń: Jakie dzisiaj jest szczytowe osiągnięcie w dziedzinie sztucznej inteligencji?

Mogę powiedzieć, co na mnie robi niesłychane wrażenie: gdy mówię do telefonu, a on nie tylko rozpoznaje to, co mówię, ale zamienia mój głos na tekst w dowolnym języku. Co ważne, nie musiałem mówić do niego przez setki godzin, żeby mnie rozumiał.

Dariusz Ryń: Niedawno zadzwoniłem na infolinię Orange. Tam rozmawiałem z botem o imieniu Maks. Zadał mi kilka pytań, zareagował z sensem na moje odpowiedzi, to wyglądało wręcz na konwersację...

Na koniec przełączył mnie do ludzkiego operatora.

I to już jest wyższy poziom, bo Maks nie tylko zamienia wypowiedź na tekst, ale jeszcze ją rozumie, tzn. reaguje sensownie na to, co powiedziałeś.

Dariusz Ryń: Kiedy człowiek przestanie być potrzebny w takich systemach?

Wszystko zależy od skomplikowania. Stosunkowo łatwo jest zastąpić telemarketera, który dzwoni z propozycją kupienia np. kompletu garnków, bo zadaje określone pytania i ma jeden cel. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana w przypadku np. pracowników bankowych. Trzeba bowiem poinformować klienta o warunkach, jakie musi spełnić, żeby wziąć kredyt, czy pomóc mu zmienić hasło do konta. 

W 2016 roku poproszono specjalistów o wyznaczenie terminów, w których z 50-procentowym prawdopodobieństwem ludzi będzie można zastąpić sztuczną inteligencją. Mieli też określić, w jakich dziedzinach będzie to możliwe. Mówiliśmy o bankach... Zdaniem specjalistów już w 2027 roku sztuczna inteligencja zastąpi pracowników bankowych. 

Upowszechnienie aut autonomicznych to kwestia najbliższych lat. Wyprą one zawodowych kierowców.

 

Dariusz Ryń: Będziemy wiedzieć, że rozmawiamy z botami? 

Niekoniecznie... Wiosną 2018, na wielkiej konferencji, przedstawiciel Google’a odtworzył zapis rozmowy między klientem a recepcjonistką pewnej restauracji. Rzecz dotyczyła rezerwacji miejsc. Jednym z rozmówców był system Duplex, ale recepcjonistka nie potrafiła go rozpoznać. System mówił i zachowywał się w sposób nie do odróżnienia od ludzkiego. Poprosił o zarezerwowanie stolika dla czterech osób na
7 września, a kiedy recepcjonistka pomyliła się i chciała zrobić rezerwację na siedem osób, on ją spokojnie poprawił. Po prezentacji wszyscy zebrani urządzili owację na stojąco. 

Dariusz Ryń: W jakich jeszcze zawodach, twoim zdaniem, ludzie niedługo przestaną być potrzebni?

Chyba najbardziej zagrożeni są kierowcy. Tu mała anegdota: w 2004 roku dwaj wybitni ekonomiści z Harvardu i MIT, czyli najlepszych uczelni na świecie, napisali książkę m.in. o tym, jakie zawody maszyny będą wykonywać lepiej od ludzi. Uznali, że ludzie są najlepsi w sytuacjach, w których działają intuicyjnie, ale bardzo sprawnie. Jako przykład takiej aktywności podali właśnie prowadzenie samochodu. Dwa czy trzy lata po ukazaniu się tej książki Google zaczął robić próby z samochodami autonomicznymi. 

Piotr Żak: Prawdę mówiąc, w kwestii samochodów autonomicznych mam obawy. Jazda po autostradach jest dosyć prosta, ale już w mieście trzeba przetworzyć błyskawicznie ogrom informacji, żeby kogoś nie przejechać albo nie uderzyć w samochód jadący z przodu.

Rzeczywiście, w tej chwili takie auta są w stanie poruszać się samodzielnie w dosyć prostych środowiskach, ale wygląda na to, że w ciągu kilku najbliższych lat zaczną sobie radzić nawet z poruszaniem się w mieście. Myślę, że tak naprawdę już teraz można by dopuścić te samochody do ruchu w zdecydowanej większości sytuacji. Moim zdaniem nie powodowałyby więcej wypadków niż ludzie. Tyle że oprogramowanie tych samochodów jest mniej więcej na poziomie kierowcy, któr...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy