Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

18 maja 2021

NR 6 (Czerwiec 2021)

Zabójczy perfekcjonizm

60

Często uważamy, że jest zaletą, cechą osób dokładnych, skrupulatnych, niezadowalających się bylejakością. Jednak naukowcy biją na alarm: perfekcjonizm może być groźny i przyczyniać się do spadku nastroju, samooceny i poczucia sensu życia.

Nastawienie na sukces jest obecnie bardzo powszechne – niestety zdarza się, że do jego osiągnięcia przyczyniają się pewne szkodliwe zachowania, a przez to sukces jest krótkofalowy. Bardziej liczy się efekt, czyli osiągnięty cel, niż nasz dobrostan psychiczny. Pęd za tym, aby utrzymać dobry wizerunek oraz swoją karierę na topie, sprawia, że części z nas dosięgają problemy natury emocjonalnej. Wpadamy w pracoholizm, bo pragniemy być wydajni i doceniani przez pracodawców; dotykają nas zaburzenia odżywiania, bo chcemy mieć tak szczupłe ciało jak podziwiani celebryci. Trapią nas lęki i depresyjność, kiedy obraz naszego Ja idealnego zastępuje Ja realne i mierzymy się z prawdą o sobie – z tym, że zdarzają się nam potknięcia, niedociągnięcia, że czasem nie potrafimy sprostać oczekiwaniom innych.

Nikt nie zaprzeczy, że dobrze jest szlifować swój charakter, troszczyć się o dobry wygląd, podnosić kwalifikacje. To pomaga nam utrzymać samoocenę i daje poczucie sensu życia. Często poprzez podnoszenie kompetencji dojrzewamy, nabieramy coraz więcej umiejętności, co czyni nasze życie pełniejszym, bardziej treściwym i sprawia, że wiele drzwi stoi przed nami otworem. Ale jest też druga strona medalu. „Dbam o swój rozwój” – często perfekcjoniści opisują tak swoje permanentne wspinanie się.

Dla nich ten proces nie ma końca. Każdy szczyt jest jedynie punktem na drodze do tego, by dalej dążyć do ideału. Chcą być coraz lepsi, mieć coraz więcej, a sam cel wciąż przesuwa się za horyzont ich możliwości. Kultura niedosytu, w którą wszyscy jesteśmy w pewien sposób uwikłani, nakazuje bez przerwy podnosić poprzeczkę, nie zadowalać się aktualnymi osiągnięciami, tylko stale myśleć o kolejnych, nieustannie udowadniać sobie i innym, że jesteśmy wystarczająco dobrzy, zdolni, utalentowani. Trudno cieszyć się tym co mamy, jeśli nie potrafimy trwać w teraźniejszości. Perfekcjoniści uciekają od niej w fantazjowanie o przyszłych sukcesach, doszlifowaniu swoich umiejętności, kolejnych osiągnięciach. „Teraz” wywołuje w nich niedosyt. Liczy się bowiem tylko to, co jeszcze nie jest zdobyte.

POLECAMY

Na tle innych tańczysz miernie

Marta jest ambitną studentką ostatniego roku psychologii z dużego miasta – pracuje, studiuje, marzy jej się kariera naukowa. Twierdzi, że nadaje się do takiej pracy, ponieważ jest perfekcjonistką. „Od dziecka wpajano mi do głowy myśl: jeśli chcesz coś znaczyć, musisz dawać z siebie wszystko”. Marta zdecydowanie chce „coś znaczyć”. Dla taty, który od zawsze stawiał jej bardzo wysokie wymagania, i dla mamy – naukowczyni, której ciężko dorównać w czymkolwiek, bo począwszy od zarządzania karierą, a skończywszy na zarządzaniu porządkiem w mieszkaniu, wszystko robi doskonale. Marta nie znosi porażek, wpada w szał, gdy coś jej nie wychodzi. Stawia sobie cele za każdym razem bardziej spektakularne. Kiedy tylko coś osiąga, przestaje ją to bawić. Sukces cieszy ją przez chwilę, bo potem znowu okazuje się, że można było zrobić jeszcze więcej. „To się zaczęło w szkole baletowej” – wspomina. – „Miałam do wykonania bardzo trudną choreografię. Pokazałam ją mamie. Pokiwała głową z uznaniem, ale potem podczas prezentacji powiedziała, że na tle innych dziewczynek tańczę raczej miernie. Byłam wstrząśnięta, bo naprawdę włożyłam w ten występ całe serce”.

Marta zinternalizowała krytyczny głos matki, dzisiaj ta surowość jest jej osobistą narracją. Większość swoich poczynań ocenia jako mierne i bezwartościowe. Rzadkie porażki przeżywa dotkliwie, a sukcesy dewaluuje. Kiedy niedawno wygrała konkurs na uczelni, uznała, że kryteria i jego poziom były mierne. Słowo to powtarza jak mantrę, uczyniła z niego swoisty bat na samą siebie. Kiedy opada z sił, a bezlitosne standardy nie pozwalają jej na wytchnienie, przypomina sobie, że musi być kimś i coś znaczyć. Jak twierdzi, ta presja motywuje ją do działania. Marta jednak nie czuje się najlepiej. Doskwiera jej nadciśnienie, zażywa leki antydepresyjne i uspokajające. Jest samotna. Mówi, że nie ma czasu na tworzenie relacji i lekceważąco wyraża się o osobach, które zajmują się „głupotami” (np. randkami czy biwakowaniem za miastem) zamiast ciężką pracą. Nie umie odpocząć. Wakacje bez laptopa – to, jak twierdzi, byłaby dla niej katorga, bo jak większość perfekcjonistów cierpi na FOMO. Z rodziną rozmawia tylko o osiągnięciach, karierze i pracy. Gdy raz powiedziała z entuzjazmem o ciąży koleżanki z roku, jej matka skwitowała to stwierdzeniem: „Z czego tu się cieszyć? Pięknie sobie ta studentka zniszczyła karierę”.

Pułapka bezwzględnych standardów

Kiedy w naszym domu panuje atmosfera surowego krytycyzmu, oceniania i bezlitosnych standardów, uczymy się niemal bezwiednie, że aby cokolwiek znaczyć, należy za wszelką cenę unikać krytyki. I usiłujemy to robić, by zapewnić sobie stabilny obraz własnego Ja. Obsesyjnie unikamy błędów, porażek, niedawania z siebie wszystkiego w obawie przed dezaprobatą ważnych dla nas osób: początkowo rodziców, potem partnerów, przełożonych czy przyjaciół. Według psychoterapeuty i twórcy terapii schematów Jeffreya Younga bezwzględne standardy stają się naszym lejtmotywem właśnie wtedy, kiedy uznajemy, że należy za wszelką cenę dążyć do ich spełnienia, by uniknąć krytyki. Young uważa, że taka postawa wywołuje poczucie presji i niemożność zwolnienia tempa życia. Perfekcjoniści cechują się hiperkrytycyzmem, surowo oceniając siebie, a także innych ludzi. Ich życie jest swoistą 
pogonią za niemożliwym do osiągnięcia ideałem.

Perfekcjoniści wiodą życie, w którym nie ma miejsca na odpoczynek, relaks, przyjemność czy spotkania z przyjaciółmi. Nie zwracają uwagi na siebie, na swoje potrzeby, ignorują swoje zdrowie. Skoro uznają za słabość chorowanie, niedomaganie czy brak siły, maksymalnie forsują swój organizm, aż w końcu odmawia im posłuszeństwa. Amerykańscy kardiolodzy Meyer Friedman i Ray Rosenman wykazali, że perfekcjoniści żyjący w ciągłym pośpiechu i stresie to grupa, która najczęściej zapada na choroby serca i zawał mięśnia sercowego. Doświadczają ich nawet w bardzo młodym wieku. Związane jest to z gigantyczną presją na osiągnięcie sukcesu (tzw. wyścigiem szczurów), która sprawia, że pracują po kilkanaście godzin na dobę, jedzą w pośpiechu fast foody, palą papierosy, a w weekendy odurzają się substancjami psychoaktywnymi, żeby się „zresetować” po ciężkim tygodniu. Takie życie prowadzi nie tylko do dewastacji zdrowia 
fizycznego, ale także do uszczerbku na zdrowiu psychicznym.

Psycholożka Margaret Robinson Rutherford w swojej książce Perfekcyjni do bólu wskazuje, że perfekcjonizm bywa czasem fasadą, za którą kryje się głęboka depresja. Jak pisze: „Jeżeli klasyczna depresja jest brakiem żywotności, to perfekcyjnie ukryta depresja jest brakiem samoakceptacji”. Neurolodzy z kolei biją na alarm, że w ich gabinetach coraz częściej pojawiają się młode kobiety cierpiące na tężyczkę utajoną, czyli chorobę młodych perfekcjonistów nieradzących sobie ze stresem. W zaburzeniu tym dużą rolę odgrywają czynniki psychosomatyczne. Jej napad objawia się z reguły hiperwentylacją, czyli stanem, w którym przy silnym stresie (lub napadzie paniki) zaczynamy zbyt szybko i zbyt głęboko oddychać.

Idealni w identyczny sposób

Czemu – mimo szkód, jakie niesie dążenie do ideału – wciąż widzimy w perfekcjonizmie więcej zalet niż wad? Kto jest odpowiedzialny za to, że tak trudno nam z niego zrezygnować na rzecz życia w szczęściu i spokoju? Media i social media wysyłają sprzeczne komunikaty. Z jednej strony zachęcają nas do rozwoju, akceptowania swych wad, praktykowania jogi i medytacji, a z drugiej – kreują perfekcyjny świat i wyśrubowane standardy. Podprogowo każdy z nas słyszy jasny komunikat płynący ze środków masowego przekazu: bądź sobą, ale w tej najlepszej wersji. Jeśli coś jest w Tobie niedoskonałe – zmieniaj, modyfikuj, ulepszaj. Zachęca się kobiety, by zaakceptowały swoje ciało wraz z jego niedoskonałościami, np. nadwagą, przebarwieniami na skórze, zmarszczkami i wypryskami. Równocześnie okładki magazynów czy stacje telewizyjne lansują wyłącznie młode, nieskazitelnie piękne kobiety. To rodzi frustrację, zniechęcenie i smutek. Większość z nas, patrząc na idealnie wyglądających ludzi, mierzy się z własnym odbiciem w lustrze. Odbiciem, w którym nie wszystko wygląda tak, jak byśmy chcieli: nie dość świetlista cera, nie ten blask w oczach, nie tak białe zęby, nie ta witalność. Widząc siebi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy