Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

28 stycznia 2016

Zabobonów moc

19

XXI wiek. Biogenetyka, globalna sieć, nanotechnologia i mikroprocesory umieszczane w niemal każdym przedmiocie. I stare jak świat zabobony. Dlaczego wciąż jesteśmy przesądni?

Żyjemy ponoć w czasach oświeconych. Ponoć, bo astrologia, jasnowidztwo, magia czy rozmaite przesądy wcale nie straciły dziś na atrakcyjności. Z ankiety przeprowadzonej w 2005 roku przez niemiecki Instytut Demoskopii w Allensbach wynika, że wiara w sprawczą moc dobrych lub złych znaków jest dziś o wiele bardziej rozpowszechniona niż przed ćwierćwieczem. Przykład? Aż 42 procent ankietowanych Niemców uważa, że znalezienie czterolistnej koniczynki przynosi szczęście. W USA z kolei (według danych National Science Foundation z 2002 roku) ponad 40 procent obywateli jest przekonanych, że diabeł, duchy i inne ponadzmysłowe fenomeny naprawdę istnieją.

Od przesądów nie są wolni nawet naukowcy. W 2008 roku Richard Coll i jego koledzy z University of Waikato w Hamilton (Nowa Zelandia) zapytali 40 przedstawicieli różnych dyscyplin, m.in. fizyków, chemików i biologów, o zdanie na temat ponadnaturalnych fenomenów. Okazało się, że większość (!) naukowców wierzyła w uzdrawiające działanie kamieni szlachetnych, wielu w istnienie duchów czy istot pozaziemskich. Swoje nienaukowe przekonania ludzie nauki tłumaczyli najczęściej osobistymi przeżyciami lub przekonującymi relacjami o nienaturalnych rzekomo zdarzeniach. Częste były także wyjaśnienia, że koledzy czy przyjaciele wyszli z ciężkiej choroby dzięki pomocy „siły wyższej”. Sceptycy swoją niewiarę uzasadniali najczęściej teoretycznymi przemyśleniami.

Jak widać, wiara w nadnaturalne procesy, mające wpływ na nas i cały świat, nie została wykorzeniona. Ma się świetnie w czasach, w których – jak mogłoby się wydawać – królują opierające się na eksperymencie nauki przyrodnicze. Dziś, właściwie tak jak zawsze, ludzie mają naturalną skłonność do kojarzenia wydarzeń, które absolutnie nie mają ze sobą nic wspólnego. Nikogo nie dziwi, że człowiek, który kilka razy odniósł jakiś sukces ubrany w tę samą rzecz, zaczyna uważać ją za przynoszącą szczęście, że kurtka, koszula czy buty stają się jego talizmanem... I nieważne, że po niewielkim namyśle wskazać można inne, bardziej obiektywne przyczyny tendencji do magicznego postrzegania świata.

Gołębie umysły
Zdaniem niektórych badaczy, podobne zachowania oparte na przesądach prezentują zwierzęta. Wykazał to już w 1948 roku prekursor behawioryzmu Burrhus Skinner. Jego osławiony eksperyment, znany na świecie pod nazwą „Przesądy wśród gołębi”, opierał się na instrumentalnym warunkowaniu, w ramach którego spontaniczne zachowania ptaków wzmacniano nagrodami. Jak to wyglądało? Otóż, w laboratoryjnej klatce, gdzie przetrzymywano gołębie, zainstalowano przyrządy, po dotknięciu których zwierzęta otrzymywały pokarm. Skinner postanowił jednak karmić ptaki regularnie, niezależnie od tego, czy uruchamiały dźwignie, czy nie. I okazało się, że część osobników wykształciła przedziwne rytuały: podskakiwały, dziobały, kręciły się. Według Skinnera były to próby spowodowania, by jedzenie wysypało się z dozownika; wcześniej określony ruch ptaka zdarzenie takie powodował. Warunkowany nagrodą ptak nauczył się – jak dowodził Skinner – pewnego postępowania.

Eksperyment Skinnera wielokrotnie usiłowano zaadaptować do świata ludzi. Na przykład w 1987 roku postanowił tego dokonać Koichi Ono z Uniwersytetu Komazawa w Tokio. W jego eksperymencie 20 badanych miało uzyskać – wszelkimi sposobami, przy użyciu wszelkich znajdujących się w pomieszczeniu rzeczy i urządzeń – jak najwyższe wartości punktowe na specjalnych licznikach, umieszczonych na ścianie. Liczniki te przesuwały się, uruchamiając sygnał dźwiękowy i świetlny, oczywiście niezależnie od działań nieświadomych niczego badanych, a punkty przyrastały w przypadkowych odstępach czasu.

W badaniu Koichi Ono dwie osoby (10 procent badanych) zaczęły przejawiać zachowania nietypowe, takie, które można uznać za przesądne, analogiczne do tych obserwowanych przez Skinnera u gołębi. Jedna z nich, kobieta, zaobserwowawszy że licznik poruszył się, gdy skakała ze stołu, zaczęła z uporem tę czynność powtarzać. Uznała również, że zdobycie punktu jest uzależnione od uderzania butem o sufit. Nieustanne wchodzenie na stół, walenie butem w sufit i skakanie przerwała dopiero tuż przed zakończeniem eksperymentu. „Prawdopodobnie ze względu na zmęczenie” – zanotował skrupulatnie naukowiec.

Wyuczony przesąd
Koichi Ono wywnioskował, że rytuał bardzo szybko ulega wzmocnieniu, gdy stanowiąca go czynność oraz nagroda – czyli oczekiwane zdarzenie – następują po sobie w krótkim odstępie czasu, a sekwencja powtarza się kilkakrotnie. W takich warunkach prawdopodobieństwo wykształcenia się rytuału jest wysokie. Jednak japońskiemu naukowcowi przeniesienie efektów z doświadczenia Skinnera na ludzi nie do końca się udało – wszak rytualne zachowania pojawiły się tylko u dwojga z badanych. Dlaczego? Otóż, w odróżnieniu od zwierząt, człowiek ma dość jasne wyobrażenie o tym, jak funkcjonuje świat, a więc niektóre związki wydają mu się prawdopodobne, inne natomiast niedorzeczne. Ale skłonność do nieuzasadnionego przypisywania wydarzeniom określonych przyczyn z pewnością w nas tkwi. Jakie jest jej źródło?

W 2007 roku biolodzy Jan Beck z Theodor-Boveri-Institut für Biowi[-]ssenschaften w Würzburgu oraz Wolf[-]gang Forstmeier z Max-Planck-Institut für Ornithologie zaproponowali prostą adaptacyjną strategię uczenia się, w której przesąd jawi jako nieunikniony produkt uboczny. Zasadniczo ludzie przyjmują przyczynowy związek, gdy obserwują czasowe spotkanie – koincydencję, zbieżność – dwóch wydarzeń lub działań. Już dwie lub trzy podobne koincydencje wystarczają dla wysnucia takiego – logicznie nieuzasadnionego – przypuszczenia. Jak widać, przesądne zachowanie powstaje relatywnie szybko. Natomiast dla oduczenia się go, wzbudzenia podejrzenia, że to „nie działa”, potrzeba o wiele więcej prób.

Przy ocenie koincydencji zdarzeń przez człowieka mamy do czynienia z dwoma rodzajami błędów: pierwszy polega na tym, że choć między zdarzeniami związku nie ma, dostrzega się go; drugi na tym, że choć związek między zdarzeniami jest – nie uwzględnia się go. Weźmy na przykład sytuację, w której siedzimy w bardzo wysokiej trawie w krainie, gdzie na wolności żyją tygrysy. Trawa nagle porusza się. Gdy popełnimy w ocenie koincydencji błąd drugiego rodzaju – uznamy, że ruch trawy nie ma nic wspólnego ze skradającym się tygrysem – może się okazać, że popełniliśmy ostatni błąd w życiu. Błędem pierwszego rodzaju będzie natychmiastowa ucieczka, bez sprawdzenia, dlaczego trawa się poruszyła.

Na to, jak konkretny człowiek ocenia koincydencję zdarzeń, decydujący wpływa ma – jak uważają Jan Beck i Wolfgang Forstmeier – jego sposób pojmowania otaczającego świata i wiedza o związkach przyczynowo-skutkowych. Kto zatem wie, że w danym regionie nie ma tygrysów, nie będzie oczywiście uciekać. Wiedza wykorzystywana przy ocenie jednej koincydencji i wynikająca z niej decyzja ma oczywiście wpływ na wied...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy