Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Z TEORIĄ W PRAKTYKĘ

76

Po co psychologom teoria? Czy można pomagać i uprawiać terapię bez teorii?Jakie teorie są piękne? Czego nie wolno robić w eksperymentach psychologicznych? O znaczeniu metodologii dla praktyki psychologicznej mówi prof. dr hab. Jerzy Brzeziński, psycholog, członek korespondent PAN, dyrektor Instytutu Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i profesor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Jego zainteresowania naukowe dotyczą metodologii, diagnostyki psychologicznej, psychometrii, etyki nauki. Prof. Brzeziński napisał wiele prac z tych dziedzin, między innymi podręczniki akademickie: „Metodologia badań psychologicznych” (cztery wydania w PWN: 1996, 1997,1999, 2001) i „Badania eksperymentalne w psychologii i pedagogice” (Wydawnictwo Naukowe Scholar). Jest również redaktorem naukowym serii podręczników akademickich „Wykłady z psychologii” (Wydawnictwo Naukowe Scholar; dotychczas osiem tomów).

Dorota Krzemionka-Brózda: Po co psychologom teoria?
Jerzy Brzeziński: – Teoria poprzedza praktykę. Na przykład z teorii rozwoju Jeana Piageta wyprowadzono model edukacji dziecka. W oparciu o tzw. kognitywną teorię depresji, opracowaną przez Arona Becka, powstał program operacjonalizacji – narzędzie pozwalające określić rzeczywiste natężenie symptomów depresji, zwane skalą depresji Becka (Beck Depression Inventory). Krok dalszy to system terapii kognitywnej. A zatem mamy łańcuch: teoria – narzędzie – praktyka.

Czy można profesjonalnie pomagać, nie mając zaplecza w teorii?
– Iluzji ulega ktoś, kto mówi: „Jestem praktykiem, pomagam ludziom, leczę ich, nie potrzebuję teorii”, lub twierdzi: „Na to nie ma teorii”. Teoria zawsze jest, tylko ukryta. Z teorii wynikają konsekwencje dla praktyki społecznej. Opracowuje się program. Ten program może być szamański. Na przykład horoskop mówi: „Dziś nie wychodź z domu, bo układ gwiazd jest taki, że wpadniesz pod samochód”. I nie wychodzę. Ale mogę też zawierzyć nauce, zdobyć pewną wiedzę i z tej wiedzy korzystać, modyfikując zachowanie swoje czy innych. Jeżeli zgodzimy się, że psychologia jest nauką, musimy ponosić konsekwencje zapisania się do klubu „nauka”. W tym klubie wszystkich członków obowiązują reguły gry, które określa metodologia. Jedną z norm, o które się dopominam, a które zdają się łamać niektórzy klinicyści, jest sformułowana przez Kazimierza Ajdukiewicza zasada intersubiektywnej komunikowalności i intersubiektywnej kontrolowalności. Jej przestrzeganie umożliwia dokonanie powtarzalności badań. Jeśli zostanie naruszona, Małgosia nie będzie w stanie powtórzyć badania przeprowadzonego przez Jana, ponieważ on posłużył się językiem metaforycznym, niejasnym. Nie respektował pewnej podstawowej zasady: „Pisz tak, żeby inny psycholog zrozumiał tekst. Opisz całą procedurę w taki sposób, aby ktoś inny mógł ją sprawdzić, jak w pokerze”. Badanie, którego nie można powtórzyć, nie jest badaniem naukowym.

– Praktycy powiadają: jeśli działanie jest skuteczne, to nieważne, z jakiej teorii wynika...
– Bo badacz tak chce to widzieć. Klinicyści nierzadko formułują hipotezy ad hoc i tak modyfikują teorię, aby dane empiryczne ją potwierdzały. Paradoksalnie psychologia kliniczna, czyli to, co najbardziej pomocne ludziom i do czego się niejednokrotnie redukuje rolę psychologa, jest słabo opracowana teoretycznie i metodologicznie. Prowadzący badania kliniczne naruszają często jedną z fundamentalnych zasad tzw. niesprzeczności paradygmatycznej: teorii, operacjonalizacji i działania. Problem formułowany jest w jednej teorii, badanie opiera się na innej, a jeszcze inna służy jako narzędzie do interpretacji. Nazywając rzeczy tak samo, de facto mówimy o różnych sprawach.

– Istnieje wiele teorii na objaśnienie jakiegoś zjawiska, na przykład mechanizmów depresji. Czy taka wielość jest słabością nauki?

– Nie boję się nadmiaru teorii, boję się nadmiaru pseudoteorii. Rzecz w tym, żeby zwyciężyła ta teoria, której konsekwencje praktyczne będą lepsze. Z teorii wynika propozycja programu praktycznego działania. Klinicystów-terapeutów nurtuje, jaka jest efektywność psychoterapii. Zamiast dyskutować, która terapia jest lepsza, trzeba to sprawdzić. Ale nie wszystko, co skuteczne i wywiedzione prawidłowo z poprawnej teorii, może być stosowane. Pranie mózgu jest skuteczne, ale nieetyczne.

– Ale przecież podobne metody i tak są stosowane przez propagandę czy reklamę.
– To ważny problem. Powodzeniem wśród studentów cieszą się zajęcia, na których mówi się: dowiecie się, jak skutecznie reklamować towar. Ale nie można redukować nauczania psychologii do dostarczenia pęku wytrychów. Nie ma jednej metody, którą można się posłużyć we wszystkich przypadkach. Najpierw każdy problem trzeba zrozumieć, a do tego służy teoria. Mówiąc metaforycznie, do każdego zamka musi być dobrany właściwy klucz.

– Czy teorię można sprawdzić do końca?
– Nie, badacz nie jest w stanie przeszukać całego zbioru danych. W pewnym momencie uznaje, że zgromadzone przez niego dane wystarczą do potwierdzenia jego teorii. Czasami zbyt szybko publikuje jakieś dane, bo chce być pierwszy, wyprzedzić innych.

Ks. prof. Michał Heller, kosmolog, w wywiadzie dla „Polityki” powiedział: „Przestaje mnie interesować, czy świat rzeczywiście jest taki czy nie. Budując logicznie spójny model, czuję się jak artysta, który tworzy coś własnego”. Czy można wybierać teorie, kierując się kryterium piękna?
– Matematycy mówią, że jeśli mamy do wyboru dowód długi albo krótki, to ten drugi jest bardziej elegancki. Zawiły model trudno przełożyć na język praktyki społecznej. Modele skomplikowane, na przyklad 16-czynnikowy model osobowości Catella, nie są tak popularne, jak chociażby prosty trójczynnikowy model Hansa J. Eysencka czy tzw. „Wielka Piątka” Paula T. Costy i Roberta McCrae...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy