Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

1 listopada 2019

NR 11 (Listopad 2019)

Wymyślili siebie

110

„Myślałam, że jesteś całkiem inny”, „jestem tobą rozczarowany” – mówią partnerzy, gdy odkrywają, że poślubili swoje... fantazje. Jak rozpoznać, czy kochamy rzeczywistą osobę z krwi i kości, czy swoje wyobrażenie o partnerze idealnym?

Grzegorz poznał swoją żonę Martę na uczelni, gdzie był wykładowcą. Młodsza od niego o 12 lat, przeciętnej urody, z włosami spiętymi z tyłu gumką. Ubierała się w dżinsy i luźne T-shirty. Szara myszka. Starała się mu usilnie przypodobać, więc wydawała się dobrą gliną do lepienia. Długo studiował jej sylwetkę, zanim zabrał się do dzieła. Wątpliwości budził brak talii i zbyt grube nogi. Była też zbyt hałaśliwa, rozgadana.

Grzegorz obiecał sobie nad tym popracować. Ostatecznie dał się przekonać po uczelnianej imprezie, kiedy odsłoniła dekolt – przez cały wieczór nie mógł od niego oderwać oczu.

Właściwie nie znał jej i nie chciał poznać. Interesowała go tylko jako „tworzywo” posłuszne jego woli. Przystąpił do dzieła już pierwszego dnia, kiedy podczas nieobecności rodziców zaprosiła go do domu. Zaczął od uwag na temat koloru włosów, fryzury i makijażu. Nauczył nosić wystrzałowe sukienki i szpilki. Pokazał, jak się poruszać. Wysłał na lekcje tańca i języka angielskiego. Przemienił w atrakcyjną kobietę. Miała tylko sprawiać mu przyjemność i dobrze się prezentować u jego boku. 

Gdy pewnego dnia Marta wypowiedziała mu posłuszeństwo, był oburzony. To była prawdziwa zniewaga. Po kilku latach wspólnego życia żona rzuciła go dla mężczyzny niskiego i nieatrakcyjnego, uchodzącego za nieudacznika. – Tylko dlatego, że gotował jej obiadki i z nią rozmawiał! – uważa Grzegorz.

Na swój obraz i podobieństwo

Tendencję do kreowania dla siebie obiektu seksualnego psychologowie nazywają „kompleksem Pigmaliona”. Pigmalion to postać z mitologii greckiej, król Cypru, a zarazem utalentowany rzeźbiarz – przekonany o zepsuciu otaczających go kobiet i ułomności kobiecej natury, żył samotnie. Chciał się ożenić, ale z boginią. Zakochał się w Afrodycie. A ponieważ ta mu odmówiła, wyrzeźbił swój ideał kobiety, Galateę. Rzeźba była tak piękna, że zapałał do niej gwałtowną miłością i codziennie przystrajał perłami i łańcuszkami. Modlił się do bogów, aby ją ożywili. Ci spełnili jego prośbę i tchnęli życie w Galateę, z którą Pigmalion się ożenił. 

Mężczyzna przejawiający kompleks Pigmaliona, podobnie jak król z greckiego mitu, kształtuje i „wychowuje” sobie partnerkę – tak, by zaspokajała jego estetyczne i seksualne potrzeby. W takiej relacji kobiecie przypisana jest pasywna rola – ma być gliną w rękach mężczyzny oraz przejawem jego geniuszu. On jest „stwórcą”, ona – jego „dziełem”. Problem pojawia się, gdy dzieło chce zyskać niezależność... 

Kreowanie obiektu miłości jest w zasadzie czymś powszechnym. Kreują zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Wszyscy w pewnym stopniu zakochujemy się we własnym wyobrażeniu, fantazji na temat drugiej osoby. Po pewnym czasie ukochany/ukochana okazuje się kimś innym, niż myśleliśmy. Jesteśmy rozczarowani. Odkrywamy, że mamy do czynienia z człowiekiem z krwi i kości, dalekim od ideału, niepasującym do naszych wyobrażeń.

Uważamy, że partner musi się zmienić, bo nie myśli i nie postępuje tak, jak powinien – to znaczy według scenariusza, jaki dla niego stworzyliśmy.

„Wymyśliłam cię” – śpiewała przed laty Irena Jarocka. Chwilę później – „Pomyliłam się”. Czasem i my wymyślamy sobie innych, traktujemy partnera tak, jakby był przedmiotem. Nie znajdujemy idealnego egzemplarza, więc nabywamy „coś”, co choć trochę go przypomina. Bo przecież lepszy ten niż żaden, niż samotność. Po „małej” przeróbce ideału.

Zapominamy, że – jak twierdził Arystoteles – całość jest czymś więcej niż sumą części. „Znowu oglądasz mecz?”, „Jak zwykle przesadzasz”, „Powinnaś wstawać o siódmej rano”. Popychamy innych, by stali się tacy, jak chcemy. Mówimy do nich: „nie myśl tak”, „nie mów tak”, „nie rób tak”. Jednym słowem: nie bądź sobą. Jeśli partner nie zmienia się zgodnie z naszym życzeniem i nie działa pod nasze dyktando, jesteśmy źli i rozżaleni. Kochając fantazję na temat partnera, a nie człowieka, z którym żyjemy, ranimy go, ale też unieszczęśliwiamy samych siebie.

Andrzej przez lata ciężko pracował, by kupić ziemię za miastem. Specjalnie dla żony Katarzyny zbudował tam piękny dom, choć ona nigdy nie marzyła o rezydencji pod lasem, zawsze chciała mieszkać w mieście.

Andrzej nie może zrozumieć, dlaczego Katarzyna czuje się w ich pięknym domu jak w złotej klatce i próbuje z niej uciec. Żona chciała tylko jego miłości, chciała dzielić z nim swoją codzienność, wspólnie wychowywać dzieci. Okazało się to niemożliwe, bo Andrzej całe dnie spędzał w pracy. Był przekonany, że kobiety kochają pieniądze. Zarabiając je, chciał dowieść swojej wartości. Nie słuchał żony, nie interesowało go, kim jest naprawdę i jakie ma pragnienia, a teraz oskarża ją o niewdzięczność.

Katarzyna też tak naprawdę nigdy nie była żoną Andrzeja – poślubiła idealnego mężczyznę z własnych marzeń i czekała, aż mąż się w niego zamieni. Chciała, by stał się typem intelektualisty z artystyczną duszą.

Odpychała go od siebie, pełna urazy, gdy zrozumiała, że nie jest takim partnerem, jakiego sobie wymyśliła, bo nie czyta książek, nie ogląda ambitnych filmów, nie słucha muzyki klasycznej i jazzu. Tkwiła jednak u jego boku, czekając, aż stanie się cud. Obydwoje próbowali przerobić partnera na własny obraz i podobieństwo. Bezskutecznie.

Jak rozmawiać, by poz

...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy